ST 5 (85)/2014 25 lat wolności – To był chory system

 

O kolejkach po węgiel, organizacji pierwszych, częściowo wolnych, wyborów i nadziejach na zmianę, opowiadają Kazimierz i Irena Blusiewiczowie

 

Irena i Kazimierz Blusiewiczowie

Irena Blusiewicz – urodzona 25 października 1947 r. w Sokołowcu, wykształcenie średnie, zamężna od 1971 r. Rolniczka, inicjatorka i przewodnicząca komitetu budowy drogi łączącej drogę wojewódzką nr 636 z miejscowością Waganka. Działająca w Kole Gospodyń Wiejskich, Członek NSZZ RI „Solidarność”. W latach 90-tych pełniła funkcję sołtysa wsi Waganka.

Kazimierz Blusiewicz – urodzony 4 czerwca 1944 r. w Postoliskach, wykształcenie wyższe, żonaty, 4 synów, pracownik Politechniki Warszawskiej od listopada 1964 r. do wyborów samorządowych w 1990 r. 12 czerwca 1990 r. wybrany na burmistrza Gminy i Miasta Tłuszcz. Funkcję tę sprawował do 7 czerwca 1993 r. Następnie powrócił do pracy w PW. W latach 90-tych działał w radach nadzorczych Banku Spółdzielczego, Spółdzielni Mleczarskiej oraz w Tłuszczańskiej Spółdzielni Handlowo Usługowej. Pełnił funkcję sekretarza gminy od 1999 r. do 2003 r. Od 2011 r. sołtys wsi Waganka.

 

Z czym kojarzy się Panu data 4 czerwca 1989 roku?

Kazimierz Blusiewicz: To dla mnie data szczególna. Z jednej strony to bardzo ważne dla naszego kraju wybory, z drugiej to dzień moich 45. urodzin. Teraz obchodzimy 25. rocznicę wyborów, a ja skończę 70 lat. Ale zacznijmy od początku. Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Rolników Indywidualnych „Solidarność” powstał w 1981 r. poprzez przejście Związku Kółek i Organizacji Rolniczych, jako całości, do NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”. Później był stan wojenny, nie było w ogóle możliwości działania. Było to zabronione. W późniejszych latach 80. związki znów zaczęły działać.

Spotykaliśmy się regularnie, pierwszym przewodniczącym zarządu gminnego NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność” był Bolesław Dudzik. Po nim Marian Rudnik. Trzecim przewodniczącym zarządu gminnego byłem ja i akurat na ten okres przypadały wybory czerwcowe 1989 r.

 

Jak przygotowywaliście się do wyborów?

KB: Powołaliśmy Komitet Obywatelski, w jego skład weszli przedstawiciele związków zawodowych i wszyscy inni chętni. Najsilniejszym związkiem pracowników była „Solidarność” w lokomotywowni i związek zawodowy rolników. Wspólnie powołaliśmy Komitet Obywatelski w Tłuszczu. Pod wpływem naszych nacisków ówczesne władze przydzieliły nam lokal. Na początku był to budynek po starej poczcie na ul. Warszawskiej (obecnie jest to budynek prywatny, jadąc do Warszawy po lewej stronie, przed blokami – przyp. red.). Potem mieliśmy siedzibę w starym Urzędzie Gminy przy ul. Szklanej, następnie korzystaliśmy z budynku kolejowego, a raczej baraków, które były przy torach w okolicach ul. Szklanej (spłonęły kilka lat temu – przyp. red.).

Pierwszym przewodniczącym Komitetu Obywatelskiego w Tłuszczu był Jan Sękowski, a po jego odwołaniu zostałem nim ja.

Z racji tego, że miały być to wolne wybory, zależało nam aby w każdym składzie obwodowej komisji wyborczej był ktoś od nas – jeden przedstawiciel rolników, związkowiec pracowniczy i jeden z Komitetu Obywatelskiego. Ja byłem członkiem komisji obwodowej w Kozłach. Komisje były zorganizowane podobnie jak dzisiaj, z tym że o ile mnie pamięć nie myli, to w Tłuszczu były dwa punkty – w szkole podstawowej i nie istniejącej już szkole zawodowej. Znakiem rozpoznawczym naszych kandydatów były plakaty z Lechem Wałęsą – wiadomo było, na kogo głosować. Rozwieszaliśmy je we wsiach i w mieście.

 

Jak tuż przed 4 czerwca 1989 r. ocenialiście Państwo szanse na zmianę systemu?

Irena Blusiewicz: Nam się wtedy wydawało, że teraz to już się musi coś zmienić, tego było już po prostu za wiele.

KB: Cały sens był taki, żeby doprowadzić do zmian. Okrągły Stół dał taką możliwość. Potem wiele zaprzepaszczono. Wówczas Solidarność mając władzę polityczną nie miała władzy ustawodawczej. Układ Okrągłego Stołu dał 65% składu parlamentu przedstawicielom poprzedniego systemu. Nie rozpisano nowych wyborów do parlamentu w momencie zniknięcia jednej z układających się stron, czyli rozwiązania PZPR w 1991 r. Z uwagi na olbrzymią ilość pozostałych partii politycznych rolnicy nie uczestniczyli w wyborach, w znacznej części pozostali w domu i nie mieli licznej reprezentacji w Sejmie i Senacie. Komitet Obywatelski dotrwał do wyborów samorządowych, czyli do maja 1990 r.

 

W rezultacie tych wyborów został Pan Burmistrzem Tłuszcza.

KB: Tak, byłem pierwszym powojennym burmistrzem, natomiast w 1991 r. przewodniczącym związku został Adam Milczarek. Zgodnie z zaleceniami, gdy zostałem burmistrzem – zrezygnowałem z tej funkcji.

 

Jak Państwo wspominacie życie w dawnym systemie? Jak wyglądał wtedy Tłuszcz?

IB: Mieliśmy małe dzieci, gospodarstwo. Mąż jeździł do Warszawy do pracy. Z Tłuszczem mieliśmy większy kontakt, gdy trzeba było postać w kolejce za węglem czy nawozami. Pamiętam taką sytuację, która miała miejsce w mleczarni (ul. Przemysłowa, dziś budynek nie istnieje). Tam jako przedstawiciele „Solidarności” mieliśmy dyżury, gdyż oszukiwali rolników na tłuszczu. Bardzo nas tam nie lubili, pryskali nam kurtki kwasem. Nie zważając na naszą obecność niektórzy pracownicy kradli, wynosili śmietanę z zakładu.

Pamiętam też jak przyjeżdżały wagony czy to z eternitem, czy to ze stalą – a my przychodziliśmy i byliśmy jako „Solidarność RI” obecni przy dzieleniu. Kiedyś była taka sytuacja, że jeden z rolników miał pretensję, że od kilku lat nie miał czym przykryć obory, nie dostał eternitu. Ówczesny naczelnik miał mu powiedzieć: „to nie ja, teraz to „Solidarność” dzieli towary”. A my mieliśmy jedynie być świadkami podziału, wszystko było już podzielone i wymagali jedynie naszego podpisu, że byliśmy przy tym obecni. Musieli nas wołać na świadków, ale nie mieliśmy nic do powiedzenia. Jednak winę zwalali na nas.

KB: Dzielenie należało do zadań władzy. Uczulałem członków związku, że są jedynie obserwatorami i nie mogą decydować o podziale. Taką możliwość obserwowania mieliśmy w latach 80. już po zakończeniu stanu wojennego. Wywłaszczano rolników, aby przygotować miejsce na budowę osiedla. To był w sumie taki paradoks – najpierw gmina wykupywała grunty a później rozdawała… Dziś to się wydaje śmieszne… Wywłaszczano właścicieli, którzy mieli większy areał, uzyskane tereny dzielono na działki i przydzielano w wieczystą dzierżawę. To się działo w Tłuszczu, tak powstawało osiedle Słoneczna. To wywłaszczanie było bardzo dużą uciążliwością dla rolników.

Działki otrzymywały osoby, które chciały się pobudować. Jakie było kryterium ich przydzielania? Do dzisiaj tego nie wiem…. Na pewno jakieś kryteria były, jednak powszechnie uważano, że niesprawiedliwe.

Naczelnik gminy dzielił też maszynami, sprzętem, ciągnikami rolniczymi. Dostawał przykładowo trzy na gminę i rozdzielał między gospodarzy. Oczywiście osoby bez przydziału musiały same sobie taki ciągnik kupić.

IB: A na sprzęt czekało się bardzo długo. Czasem rok, czasem trzy lata, czasem i pięć. A te maszyny były niezbędne w pracy na gospodarstwie i bez nich było ciężko. Do dziś pamiętam jak źle była zorganizowana sprzedaż węgla w Tłuszczu. Jedno małe pomieszczenie, jedno okienko kasowe i tysiące ludzi się pchało. Niby była lista, bo wcześniej trzeba było się na węgiel zapisać. Później jak pocztą pantoflową się ludzie dowiedzieli, że będzie węgiel, to wszyscy w nocy stali, otwierali te jedne wąskie drzwi i kto się dopchał, ten się dopchał. Z pomieszczenia nie było wyjścia, ludzie się przeciskali przy ścianach albo na kolanach, po podłodze… Przerażające. Gminna Spółdzielnia była wtedy jedynym miejscem zaopatrzenia. W tamtych czasach tylko znajomości działały. Ludzie sobie w tej niedoli pomagali, często bezinteresownie. Pamiętam jak mój syn poszedł kiedyś zapisać babcię na węgiel. Stał całą noc, do południa go wepchnęli do pomieszczenia, po południu, go stamtąd wypchnęli… czternaście lat miał wtedy. Przyszedł i powiedział, że będzie spał pod pierzyną w kożuchu, ale tam więcej nie pójdzie. Do dzisiaj to wspomina. To były takie czasy. Czasem ktoś przychodził i mnie szukał, a syn odpowiadał: „Gdzie mama jest? Stoi za węglem”.

KB: To był chory system…

 

Rozmawiali 14 maja 2014 r. Jacek Balcerak i Maciej Puławski.

 

Reklama

Dodaj komentarz