ST 13(66)/2012 Najważniejsza jest pasja

Dodane w:: Numer 13 (66) październik 2012,Rozrywka,Wywiad |

O występie przed tłuszczańską publicznością, festiwalu w Rybniku i gotowaniu się w pewnym sosie… – z Kabaretem Młodych Panów rozmawia Iwona Przybysz

 

Jaki obraz tłuszczańskiej publiczności wyniosą panowie z dzisiejszego występu?

 

Robert Korólczyk: Podczas występu czuliśmy, że to nie jest Państwa pierwsze spotkanie z kabaretem.

Bartosz Demczuk: Było widać, że wiecie jak oglądać kabarety, kiedy się śmiać (śmiech).

 

To znaczy, że można nauczyć się oglądać kabarety?

 

RK: Żeby móc dobrze oglądać tego typu widowiska, trzeba mieć przede wszystkim dystans do siebie. Podczas występu pokazujemy trochę też i nas samych, więc im większy jest dystans publiczności do siebie, tym lepiej widownia się bawi. Niestety, nie każdy to ma.

BD: Po jednym z występów w Sandomierzu podszedł do nas człowiek, którego mocno zbulwersował skecz o policjancie. Okazało się, że on sam jest z zawodu policjantem. Zabrakło mu tego dystansu.

 

Pochodzicie z Rybnika – drugiego po Zielonej Górze „zagłębia kabaretowego” w Polsce. Czy trudno jest się wybić z takiego środowiska?

BD: Tak naprawdę środowisko pomaga.

RK: Poza tym jesteśmy jego współtwórcami – mamy piętnaście lat doświadczenia, nie tylko w Kabarecie Młodych Panów. Od początku się w tym sosie gotowaliśmy, aż w końcu wypłynęliśmy na wierzch.

Łukasz Kaczmarczyk: Z każdego miasta jest się łatwiej wybić wtedy, kiedy znajdzie się grupka ludzi mających ten sam pomysł na kabaret.

RK: Myślę, że najważniejsza jest pasja i wydaje mi się, że w Rybniku jest łatwiej o pasjonatów. Jesteśmy organizatorami festiwalu kabaretowego – Rybnickiej Jesieni Kabaretowej, gdzie też występują młodzi twórcy z tego środowiska. To wszystko się ze sobą łączy.

 

Czy łatwo jest zorganizować taki festiwal?

RK: Jeżeli ma się odpowiednią ilość pieniędzy, to bardzo łatwo.

 

Odpowiednią – czyli mniej więcej ile?

ŁK: A ile pani zarabia?

 

Nic.

ŁK: My potrzebujemy dużo więcej (śmiech).

RK: Taki festiwal to bardzo duży wydatek dla miasta. Ale oprócz pieniędzy ważne jest także zaangażowanie ludzi z pasją. To właśnie dzięki sercu włożonemu w ten festiwal przez środowisko rybnickie stworzyliśmy festiwal, który okazał się być ważnym wydarzeniem na polskiej scenie kabaretowej.

 

Podczas festiwalu widzicie wiele młodych kabaretów. Co myślicie o ich poziomie?

RK: Ich poziom zależy między innymi od doświadczenia. Nam też kiedyś brakowało doświadczenia, zatem i nasz poziom był inny.

ŁK: Wydawało nam się kiedyś, że świat nas nie rozumie, a jurorzy się nie znają. A tak naprawdę to my byliśmy na początku drogi. Każdy musi przez to przejść.

RK: Trzeba bardzo dużo pracować, rozwijać się.

ŁK: Przede wszystkim życzymy przyszłym kabareciarzom wytrwałości, samozaparcia, konsekwencji i pasji.

RK: Wydaje mi się, że młodym brakuje właśnie tego. Chcieliby od razu trafić na pierwsze strony gazet i do telewizji. A zapominają o tym, że to dopiero skutek ich działań, a nie początek drogi.

ŁK: Jest takie ładne słowo w języku polskim: pokora. Właśnie pokory im potrzeba.

RK: Ale tak ogólnie jest fajnie. Widzimy dużo bardzo fajnych, młodych zespołów, zapaleńców… Po prostu oni muszą konsekwentnie działać, żeby do czegoś dojść.

 

A jakimi kabaretami Wy się inspirujecie?

ŁK: Każdy z nas inspirował się czym innym. Ja np. wychowałem się na kabaretach absurdalnych typu Monty Phyton czy Mumio.

RK: Nas jednak najbardziej inspiruje życie. To ono jest podstawą naszych skeczy.

 

Wielokrotnie słyszałam opinie, że poziom polskiego kabaretu obniża się w porównaniu np. z kabaretami z lat osiemdziesiątych. Czy rzeczywiście współczesny świat jest tak mało inspirujący dla kabareciarza?

RK: Myślę, że najlepszym dowodem na to, że wcale tak nie jest, jest wypełniona sala podczas dzisiejszego występu. Kiedy jeździmy na duże imprezy, bilety są wyprzedane na wiele dni przed koncertem. Narzekają właśnie ludzie, którzy nie mają dystansu do siebie i do życia oraz ci, którzy nie znają kabaretu.

Grupy z lat osiemdziesiątych były dobre na tamte czasy. A te, które wraz z nami współtworzą scenę kabaretową, są dobre na te czasy. Trzeba pojechać na parę koncertów, poznać kabaret by mówić, że jego poziom jest taki czy siaki. Niektórzy tak mówią, bo zobaczyli fragment w telewizji, a nie mają pojęcia, jak to wygląda naprawdę. Proszę kiedyś spytać człowieka, który tak mówi, czy potrafi wymienić dziesięć współczesnych kabaretów. Ja potrafię wymienić dwadzieścia, ale przeciętny Polak będzie miał problemy z wymienieniem dziesięciu kabaretów i powiedzeniem, jaki każdy z nich ma humor. Bo są różne kabarety: muzyczne, literackie itd. A niektórzy się tym nie interesują. Łatwo powiedzieć, że coś jest do…

 

Jak zatem trzeba dostosowywać skecze do życia? Jak reagować na zmiany świata, by kabaret nadal bawił?

ŁK: Ciężko jest powiedzieć, jak trzeba to robić. My wiemy jak (śmiech). Przede wszystkim trzeba obserwować i tak to pokazać w skeczu widzowi, żeby dotarło do niego to, co się miało na myśli.

 

Reklama

Dodaj komentarz