ST 15(68)/2012 Kto nas lubi, ten nas lubi – wywiad

Dodane w:: Numer 15 (68) grudzień 2012,Rozrywka |

fot. A. Przybysz

Kabaret Limo podbija nie oczy, ale serca widzów – zapewniała konferansjerka przed występem tego kabaretu w tłuszczańskim Hotelu Batory. I miała rację.

Gdyby na początku grudnia ktoś przechodził obok Centrum Konferencyjno-Bankietowego Batory, zobaczyłby tłum ludzi stojących przed hotelem. Usłyszałby także głosy zniecierpliwionych ludzi, czekających na możliwość wejścia na salę i zobaczenia kabaretu Limo. Zauważyłby jednak, że mimo trudnej sytuacji ludzie nie tracą humoru.

– Nie martw się – pociesza swoją towarzyszkę jeden ze stojących w kolejce – Gorzej niż w Kauflandzie nie będzie!

Czy to czekanie opłaciło się? Zdecydowanie tak. Kabaret Limo okazał się grupą nastawioną na publiczność. Zdecydowana część jego skeczy miała charakter improwizacji, którym kształt nadawali sami widzowie. Doprowadzało to czasem do sytuacji, które zaskakiwały samych artystów. Bardzo trudnym zadaniem okazało się np. stworzenie skeczu o antropologu. Kabareciarze nie mieli bowiem pojęcia, czym antropolog się zajmuje. Kiedy zaś zwrócili się o pomoc do publiczności, nie otrzymali odpowiedzi. Grupa nie bała się także poruszać tematów kontrowersyjnych. W jej programie znalazł się m. in. głośny skecz, w którym pada żart na temat rodziny Grycan. Zapraszam do przeczytania wywiadu z jednym z członków kabaretu.

  • Iwona Przybysz

 

Kto nas lubi, ten nas lubi – wywiad

Z Abelardem Gizą, członkiem kabaretu Limo, rozmawia Iwona Przybysz

Jak radzicie sobie w sytuacjach, kiedy podczas zabawy z publicznością zdarza się coś nieoczekiwanego?

Musimy być przygotowani na wszystko. Nigdy przecież nie wiadomo, co się wydarzy. Trzeba mieć otwartą głowę i radość z tego, co się robi. Jeśli czujemy się dobrze na scenie, to nawet wtedy, kiedy popełnimy jakiś błąd, ludzie śmieją się razem z nami. Bo potrafimy też śmiać się sami z siebie. Właśnie takie sytuacje pozwalają zbudować dobry kontakt z widownią.

Niektóre Wasze skecze są uważane za kontrowersyjne, np. ten, w którym żartujecie z rodziny Grycan…

Nie, ten skecz nie jest kontrowersyjny. To portale plotkarskie tak go nazwały. Takie media muszą o czymś pisać. Ale to już nie jest nasz problem – my robimy swoje.

Kiedyś mieliśmy numer o Wawelu, który dzielił ludzi na dwie frakcje. Ale to był skecz naprawdę kontrowersyjny, ponieważ ten podział istnieje naprawdę. Mimo to staramy się coraz bardziej otwierać sobie przestrzeń dowcipów i nie zamykać się w żadnych schematach. Bywa tak, że ktoś nas znienawidzi za skecz o Wawelu, ale za chwilę polubi np. za ten o dresiarzu czy właśnie o Grycankach. Niezbadane są wyroki publiczności. Kto nas lubi, ten nas lubi. Kto nie, ten nie musi przychodzić na nasze występy.

Czy trudno jest stworzyć skecz, który mimo aluzji do współczesności będzie przekazywał prawdy uniwersalne?

Różnie z tym bywa. Sami mamy pewne numery, w których chcemy powiedzieć coś więcej. Wbrew pozorom taki jest np. skecz o Grycankach. Dla mnie to numer o konflikcie dwóch pokoleń. Ci młodzi uważają słowo „świnia” za synonim słowa „kobieta” (choć osobiście nie rozumiem, jak można tak nazywać kobietę), a dziadek myśli, że to po prostu zwierzę. To zderzenie pokoleń jest śmieszne. Podobnie jak puenta, w której wszyscy jednocześnie mówią: „Co za pokolenie”. Krytykują inne pokolenie tylko dlatego, że się nie porozumieli. Wydaje mi się, że jedno zdanie o Grycankach nie jest jego sednem.

Można szukać tylko śmiechu, a można zrobić coś więcej. I każdy znajdzie w naszych numerach to, co będzie chciał. Z drugiej strony nie należy dorabiać ideologii. Czasami niektóre monologi czy piosenki robimy tylko po to, żeby się pośmiać. Nie wszystko musi aspirować do miana wielkiej sztuki.

Jaki jest według Pana przepis na dobry kontakt z widownią?

Przede wszystkim nie bać się. Z jednej strony trzeba widzieć publiczność, mówić do niej i patrzeć ludziom prosto w oczy, a nie gdzieś ponad nich. Z drugiej musisz mieć coś do powiedzenia, by rozbawić widza. Bo jeżeli ci się to nie uda, to stracisz autorytet. Potrzeba dużo pracy, działania, pokory i praktyki, bo tylko ona daje siłę.

Reklama

Dodaj komentarz