ST 2/2012 Sprawa rowu przy Zaściankowej: “To jakiś absurd!”

Rów przy ul. Zaściankowej. Komisja Rewizyjna starała się ustalić, kto zapłacił za jego przykrycie. Właściciele czy gmina?

Zadzwoniliśmy z prośbą o komentarz do właścicielki posesji. Pracowniczka urzędu jednak nie skorzystała z możliwości wypowiedzi i skierowała nas w tej sprawie do męża.

Aleksandra Puławska: Na komisji mówił pan, że sam wykonał prace przy rowie.

- Tak, część faktycznie sam zrobiłem. To nie była jakaś nadzwyczajna praca.

W takim razie, kto wykonał pozostałą część?

- Gmina zapewniła dojście do posesji, co było jej obowiązkiem. Oczywiste to jest również ze względów dobrego współżycia społecznego. Wykopanie komuś głębokiego rowu wzdłuż całej długości posesji bez zapewnienia możliwości dostania się na zabudowaną działkę, z ważnymi określonymi lokalizacjami zjazdu byłoby nie tylko niezgodne z prawem, ale zwykłym chamstwem.

Czyli gmina przywróciła panu wjazd na posesję?

- Prawdę mówiąc, to za bardzo się w to nie wdrażałem. Gdy zacząłem tam budować dom, to żadnego rowu tam nie było. Ja sam byłem zdziwiony, że taki rów tam powstał, tym bardziej, że wcześniej przekazaliśmy gminie spory kawałek części nieruchomości na poszerzenie tej drogi. Prawdę mówiąc, tu gdzie jest wykopany rów powinno być miejsce na chodnik, tak jak to ma miejsce w cywilizowanych obszarach. Wbrew pozorom ten rów to dla mnie bardzo duże utrudnienie. Byłem też zaskoczony, bo ten rów w żaden sposób nie był mi potrzebny. Mój dom zlokalizowany jest na górce, nigdy tam wody nie było. Chodziło o odwodnienie dalszej części ulicy Zaściankowej, gdzie są naprawdę spore problemy z podtopieniami. Dobrze, że udało się w końcu to opanować i pomóc sąsiadom. Co prawda stało się to poniekąd moim kosztem, ale trudno.

Co pan zrobił samodzielnie?

Tam, gdzie gmina zakończyła prace, dołożyłem fragment rury i przysypane to zostało piachem.

A ma pan może potwierdzające to dokumenty?

- Ale jakie dokumenty?

Paragon ze sklepu, fakturę…

- Takie prace to się robi samemu. Co to za problem – przysypać rurę. Poza tym mam wrażenie, że niektórym się wydaje, że ten rów to dla mnie jakieś wielkie dobrodziejstwo. Tak naprawdę to było i jest ogromne utrudnienie. Chyba nikt nie chciałby mieć przy posesji tak szerokiego rowu (ok.2 m) i jeszcze o głębokości półtora metra.

Czy czytał pan już protokół pokontrolny Komisji?

- Nie, nie czytałem. Dla mnie ta sprawa jest niesłychanie drobna, aż sam się dziwię, że jest takie zainteresowanie. Dlaczego wszystkich interesuje kawałek rowu, a nie działania władz w ostatnich latach, w wyniku których gmina straciła setki tysięcy złotych. To jakiś absurd.

Może dlatego, że według Komisji Rewizyjnej dokumenty dotyczące tej inwestycji są nieprecyzyjne, z rozbieżnościami pomiędzy umową z wykonawcą, a zleconymi i wykonanymi pracami. W dodatku pana żona, współwłaścicielka posesji, jest pracowniczką urzędu. Splot „nieszczęśliwych” zbiegów okoliczności?

- Nie ma żadnego znaczenia czy moja żona jest urzędniczką, sekretarką czy sekretarzem sądowym. Rów został wykopany, bo chodziło o pomoc właścicielom posesji, które były zalewne. Prawda, że tym rowem zostałem trochę pokrzywdzony, ale skoro może on pomóc innym, to bardzo proszę…

Reklama

Dodaj komentarz