Trzeba działać – wywiad z radnym Krzysztofem Gajcym

Dodane w:: Numer 2 (wrzesień 2007) |

Specjalnie dla Czytelników Stacji Tłuszcz, z Krzysztofem Gajcym rozmawia Aleksandra Puławska: Panie Krzysztofie, nie sposób nie zauważyć, że jest Pan radnym, który w ostatnich wyborach zdobył imponującą przewagę w stosunku do kontrkandydatów, największą ze wszystkich okręgów, bo aż 66 procent.

Krzysztof Gajcy, Przewodniczący Rady Miejskiej w Tłuszczu

Zgadza się. To było zresztą główną przyczyną tego, że zaproponowano mi stanowisko przewodniczącego rady. Nie liczyłem, że będę przewodniczącym, początkowo nawet nie miałem na to ochoty. Ale stwierdziłem, że jestem radnym już po raz trzeci, a w dwóch poprzednich kadencjach pełniłem funkcję przewodniczącego Komisji Rewizyjnej, więc jakieś doświadczenie mam.

Dlaczego w ogóle zdecydował się Pan kandydować?

W 1998 roku miałem dość dobrą pracę w Warszawie, gdy pewnego dnia znajomy pełniący wysoką funkcję w samorządzie gminnym, zaproponował mi, żebym wystartował w wyborach. Zacząłem wtedy konsultować się z mieszkańcami, którzy szybko zauważyli, że w Postoliskach praktycznie nic się nie dzieje, i że może czas to zmienić. I tak w podjęciu decyzji o kandydowaniu do rady ostatecznie utwierdzili mnie właśnie mieszkańcy oraz… żona (śmiech). Podczas ostatniej kampanii wyborczej nie miałem ulotek, poparcie zdobywałem poprzez rozmowę z mieszkańcami i poprzednie doświadczenia. Jestem „z dziada pradziada” z Postolisk, moja żona jest z Postolisk, wszyscy mnie znają. Nie chodziłem, nie prosiłem o głosy, nie wieszałem plakatów.

Najwyraźniej przypadł Pan mieszkańcom do gustu…

Cieszyłbym się gdyby tak właśnie było. Na pewno znajdą się osoby, którym coś się nie podoba, bo choćby człowiek najlepiej coś zrobił to nie sposób zadowolić wszystkich. Ale ogólnie współpracuje mi się z mieszkańcami bardzo dobrze.

Z jakimi problemami się do Pana zwracają?

Obecnie dość dużym kłopotem dla Postolisk, jak i Tłuszcza jest odwodnienie. Nasza gmina leży na specyficznym terenie, gdzie przy większych opadach wiosną i jesienią długo stoją kałuże, a podwórka i drogi są podmokłe. Melioracja jest, ale była robiona 30 lat temu. Kiedyś ludzie bardziej dbali o rowy przydrożne, przy polach, oczyszczali je, był stały przepływ wody. W tej chwili wszystko jest pozarastane lub pozasypywane, bo każdy chce sobie powiększyć działkę. To właśnie stanowi podstawę problemu.

Niewątpliwie trzeba działać. Obecnie budujemy na ul. Starowiejskiej rów z prawdziwego zdarzenia, z przepustami i z odprowadzeniem wody do stawu.

Ciekawa jestem, czy są teraz przeprowadzane w Pana okręgu wyborczym jakieś większe inwestycje?

Tak. Budujemy właśnie ogólnodostępne boisko wielofunkcyjne, w miejscu dawnego boiska do piłki siatkowej przy szkole. Będzie to boisko o wymiarach 44 metry na 22 metry i będzie można pograć w piłkę siatkową, ręczną, tenisa albo pobiegać na czterotorowej bieżni, zakończonej skocznią w dal. Teren boiska ma być ogólnodostępny i liczę tu na odpowiedzialność mieszkańców. Mam dobre przeczucia – został zrobiony teren zieleni – drzewka, trawniki – okazało się, że nikt nie dewastuje. Zainstalowano kosze – okazało się, że nikt ich nie zniszczył. Plac zabaw istnieje już trzy miesiące i też nie ma poważniejszych zniszczeń.

A czy jest coś, co można uznać za Pana społeczną porażkę?

Gazyfikacja Postolisk – i niestety wynika to z braku woli mieszkańców. Gdyby była przewaga głosów za, to bym się bardziej w to angażował, ale gdy więcej osób jest przeciwnych… wiadomo.

Rozumiem. Wracając do Pana pracy na rzecz naszej gminy – jakie obowiązki czekają na przewodniczącego rady?

Podstawowe obowiązki to organizacja pracy rady i prowadzenie sesji. Także kierowanie radą, czyli kontakt przez komisje. Staram się oczywiście bywać na komisjach, poznawać jak najwięcej problemów. Co tydzień mamy także spotkania z burmistrzem i z kierownikami poszczególnych wydziałów w urzędzie – dotyczą one głównie spraw bieżących oraz wniosków przekazywanych przez komisje.

Jest Pan członkiem „klubu radnych zrzeszonych”. Co to właściwie za organizacja?

Tak jak w „dużej” polityce mamy koalicję i opozycję, tak i u nas w radzie powołano z większości klub koalicyjny. Chociaż, jakby krytycznie na to spojrzeć, to i tak opozycji praktycznie nie ma. We wspomnianym klubie jest dziesięciu radnych. Przeważnie przed sesjami organizujemy spotkania, na których omawiamy porządek obrad i rozmawiamy o sprawach głosowania. Gdy są jakieś poważniejsze sprawy, wyjaśniamy je sobie, żeby na sesji nie było problemów. Sesja jest właściwie końcowym etapem tego wszystkiego. Wszelkie zagadnienia, wnioski itp. są dyskutowane w odpowiednich komisjach i właśnie w tym klubie.

Czy nie uważa Pan, że – patrząc obiektywnie – bycie członkiem klubu koliduje z byciem przewodniczącym rady?

Szczerze – nie wydaje mi się, żeby dochodziło do jakiejkolwiek kolizji. Gdy wybrano mnie na przewodniczącego rady, otrzymałem piętnaście głosów, czyli maksimum. Ostatnio rozmyślam nad możliwością wprowadzenia przedsesyjnych spotkań całej rady. Może odpadną wtedy różne konflikty i zmniejszy się liczba negatywnych zaskoczeń. Dajmy ostatni przykład – „kłótnia” w sprawie placu przeładunkowego. Myślę, że plac jest potrzebny, przynajmniej przejściowo. Ale nie można postępować tak jak pan Sobczak, który nagle, w ramach interpelacji, wystąpił z wnioskiem o głosowanie nad utworzeniem placu. Uważam, że najpierw trzeba to omówić w komisjach i tak też zaproponowałem, co spotkało się z poparciem większości rady.

Czyli pragnie Pan stworzyć spotkania konsolidujące wszystkich radnych, a jednocześnie zdarza się Panu zarządzić głosowanie zanim „opozycyjni” wrócą z przerwy, jak to miało miejsce na sierpniowej sesji?

Musi Pani przyznać, że nieobecność części radnych troszeczkę za długo trwała. Jak dla mnie było to specjalne przedłużanie przerwy. Przydałby się dzwonek (śmiech).

Jakie są dalsze plany, jeśli chodzi o gospodarkę odpadami w gminie? Czy gmina planuje przeprowadzić zbiórkę baterii i surowców wtórnych?

Tak. Planujemy już rozstawienie pojemników do zbiórki selektywnej. Ponadto chcemy uruchomić Zakład Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej. Wiąże się to z wyłożeniem z budżetu większych kwot na zakup sprzętu. Jako radni chcemy, aby Gospodarka Komunalna działała prężnie i aktywnie. W tej chwili tylko generuje przychody z wody i ścieków oraz bazuje na corocznym budżecie naszej gminy. Nie zarabia sama. Tymczasem w gminie buduje się wodociągi – można by robić przyłącza. Okazuje się, że Gospodarka nie ma czym, nie ma ludzi, nie ma sprzętu. A przecież firma prywatna potrafi dobrze na takich przyłączach zarobić.

Wiele osób zauważa, że główna przyczyna zaśmieconych lasów i rowów to groteskowo niska kara za odbiór zastępczy odpadów (5 zł na osobę w gospodarstwie domowym)…

Zastanawialiśmy się nad większymi stawkami, ale stwierdziliśmy, że przeważnie jedno gospodarstwo tworzą przeciętnie cztery osoby. A 20 zł przy niższych dochodach to już jest jakiś realny koszt.

To ile już Państwo takich kar wyegzekwowaliście?

Jeszcze nic nie wyegzekwowaliśmy. Jeszcze nie ruszyły kontrole.

A kiedy ruszą?

Myślę, że to już sprawa burmistrza. Burmistrz miał uruchomić kontrole chyba pod koniec sierpnia, ale osobiście nie słyszałem, żeby gdzieś takowe chodziły. Pracownicy z Wydziału Ochrony Środowiska będą kontrolować podpisywanie umów. Może być jednak tak, że ktoś nie podpisał umowy, a zakupił sobie worek MPK Ostrołęka i ma potwierdzenie zakupu, i oczywiście nie można go ukarać.

Czy uważa Pan, że władze naszej gminy zrobiły wszystko, co powinny, by jak najskuteczniej wprowadzić nową gospodarkę odpadami?

To pani może zaznaczyć do tej porażki, ale nie tylko do mojej… Trzeba przyznać, że nie było to przeprowadzone dość dobrze. Za bardzo zaufaliśmy mieszkańcom, liczyliśmy, że sprawniej pójdzie podpisywanie umów. Były plany zostawienia kontenerów jeszcze na jakiś czas, ale część osób twierdziła, że wielu mieszkańców nie podpisze wtedy umowy z prywatną firmą.

Na terenie Postolisk na szczęście nie widać dużej ilości nielegalnie porzuconych śmieci. Gorzej jest przy tych trasach wylotowych – powiedzmy za Miąsem, albo przy drogach biegnących przez las z Chrzęsnego w stronę Wilczeńca.

Kilka dni temu czytelnik „Stacji Tłuszcz” powiadomił nas, że jeden z mieszkańców Postolisk składuje na swoim terenie niebezpieczne odpady…

To prawda. Rozmawiałem z tym człowiekiem na ten temat i on twierdzi, że w żadnym wypadku nie są to odpady toksyczne (lekarskie). Podobno chce tworzyć ze śmieci brykiet… W tej chwili jednak wygląda to potwornie – jedno wielkie wysypisko. Nie dziwię się, że mieszkańców to przeraża, bo tych śmieci jest tam po prostu multum. Ogromne hałdy zajmujące plac i halę, tymczasem właściciel upiera się, że to jest drewno i złom – i że złom będzie odbierał i sprzedawał. Na razie to zbiera. Przeciwko temu panu toczy się zresztą sprawa w sądzie – założona przez policję przy współpracy z Gminą. Mamy na niego bardzo dużo skarg od mieszkańców – i telefonicznych, i osobistych. Nie ma się czemu dziwić, takiego podejrzanego składowiska można się bać. Kiedyś były tam wypalane jakieś śmieci, przez 15 minut leciał gęsty czarny dym. Potem właściciel tłumaczył, że ktoś podpalił gąbkę, ale wyglądało to potwornie. W każdym bądź razie sprawa jest w toku. Wydział Środowiska cały czas nad tym pracuje.

Zostając przy sprawach mieszkańców pozwolę sobie zapytać: dlaczego niektórzy mówią, że problem przyłączenia Zakrzewia to sprawa „polityczna”?

Podejrzewam, że taka zmiana administracyjna prawdopodobnie doprowadzi do tego, że więcej okolicznych wsi będzie chciało zostać wchłonięta przez miasto Tłuszcz. A to już wiązałoby się ze zmniejszeniem liczby radnych z terenów wiejskich. Stąd właśnie cała „polityczność” sprawy.

Ciekawa jestem, jakie jest Pana stanowisko odnośnie Zakrzewia?

Jestem za, ale pod warunkiem, że takie przyłączenie jest faktyczną wolą mieszkańców, a nie inicjatywą jednej osoby, nie poczuwającej się nawet do zapoznania innych z kosztami, które trzeba będzie ponieść (przede wszystkim wymiana dokumentów oraz sprawy gruntów – wiążą się z tym różne dodatkowe czynności). Muszę przyznać, że trochę nie rozumiem całej tej sytuacji. Mam wrażenie, że część osób z Zakrzewia po prostu chciałoby mieszkać w „mieście”. Wstydzą się tej wsi? Nie wiem. Bo przecież nie dopominają się o jakieś konkretne dobra, na przykład o meliorację albo żeby im wylać na drodze asfalt. Nikt do mnie z takimi sprawami nie przychodził. Przyzna pani, że mam prawo odbierać całą sytuację jako dziwną, bo mieszkańcy z Postolisk – Zakrzewia ze mną na temat przyłączenia do Tłuszcza bezpośrednio nie rozmawiali. Dopiero tuż przed czerwcową sesją dowiedziałem się, że wpłynęło pismo i że mieszkańcy ten problem będą chcieli poruszyć na radzie. Tak, to dość przykre, szczególnie w kontekście tego, że wszystkie inwestycje na Zakrzewiu (być może za małe w stosunku do oczekiwań mieszkańców) były finansowane ze środków przeznaczonych na Postoliska. Rozmawiałem z kilkoma mieszkańcami z Zakrzewia, mieszkających po stronie Postolisk i dowiedziałem się, że niektórzy nawet nie wiedzieli, iż ta sprawa będzie poruszana na sesji. Może tylko tak przede mną mówili, nie wiem: dla nas to przyłączenie nie jest potrzebne, żyjemy tu tyle lat i tak mogłoby zostać. Ja bym wolał ten asfalt, żebyście mi zrobili – takie były opinie. Warto dodać, że gdyby radni z Tłuszcza dali drugie tyle środków, gdy robiłem oświetlenie i leszowanie, to Zakrzewie już by miało asfalt.

Jak wyobraża sobie Pan Tłuszcz oraz okolice Postolisk za piętnaście lat?

Za piętnaście lat będę już dziadkiem (śmiech). Ale wyobrażam sobie przyszłość w naszej gminie tak: przede wszystkim pojawi się w Tłuszczu akwen, będący świetnym miejscem rekreacyjnym, z obsługą gastronomiczną i różnymi rozrywkami. Zbiornik wodny w pobliżu miasta to bardzo dobra rzecz – weźmy na przykład Glinki w Zielonce – okazuje się, że latem bardzo dużo ludzi tam wypoczywa. Za piętnaście lat skończy się też problem szamb – wszędzie będzie kanalizacja. Obecnie jest to słaby punkt nie tylko Postolisk, ale i całej gminy. Ponadto wodociągi i gazyfikacja (akurat to jest kwestią bliższej przyszłości). Poza tym… Drogi będą całkiem inne. Może pojawią się jakieś większe przedsiębiorstwa, dające zatrudnienie mieszkańcom. Będzie więcej hal gimnastycznych. A już na pewno świetnie prosperować będzie wielka hala sportowa w Tłuszczu…

KRÓTKO I NA TEMAT:

  • WSPÓŁPRACA Z RADĄ: “Z radą mi się współpracuje dobrze – wiadomo, czasem jakieś problemy występują – szczególnie przy tworzeniu budżetu, ale to normalne. Każdy chciałby uzyskać jak najwięcej środków na swój okręg wyborczy.”
  • PROBLEMY POSTOLISK: “Najważniejsze to: odwodnienie terenu, wodociąg w całej miejscowości, asfaltowanie i oświetlenie pozostałych ulic, oraz ważny problem, nad którym trzeba zacząć pracować – brak przedszkola.”

WARTO WIEDZIEĆ

Krzysztof Gajcy – radny gminy Tłuszcz:

  • Data urodzenia: 3 marca 1963 r.
  • Wykształcenie: średnie
  • Obecnie pracuje: jako kierownik administracyjny w Zespole Szkół w Postoliskach
  • Zainteresowania: sport (piłka nożna, boks, lekkoatletyka), polityka
  • Godziny dyżuru dla mieszkańców: środa 8.30 – 11.30 w Urzędzie Miasta

Wywiad autoryzowany. Z Krzysztofem Gajcym dnia 6 września 2007 r. rozmawiała Aleksandra Puławska.

Reklama

Dodaj komentarz