Wcześniej – czyli lepiej?

Dodane w:: IPM2 I,Numer 41 (grudzień) 2010 |

Mimo, że adwent rozpoczął się dopiero dwa tygodnie temu, w hipermarketach w całym kraju przygotowania do świąt trwają już od początku listopada. Jeszcze nie zdążyliśmy otrząsnąć się na dobre z zadumy, jaka towarzyszyła nam podczas Wszystkich Świętych, a sklepowe półki ozdobiono zielonymi gałązkami i bombkami. W widocznych miejscach pojawiły się także ozdoby choinkowe, czekoladowe mikołaje i inne akcesoria, bez których – w mniemaniu handlowców – świąt nie będzie.
Widząc to wszystko, zastanawiamy się: po co rozpoczynać przedświąteczną gorączkę tak wcześnie? Czy wigilijna atmosfera życzliwości udzieli się nam, kiedy postawimy za progiem sklepu metrowego mikołaja? Nie – figura ta na początku listopada wydaje się być bowiem tak samo uzasadniona, jak zakładanie zimowego płaszcza w lipcu. Czy sprzedając tuż po Wszystkich Świętych bombki i zestawy kosmetyków rozładujemy świąteczny tłok lub przyciągniemy do sklepów większą liczbę osób? Nie – ludzie, chcąc zachować równowagę psychiczną, będą uciekać od natarczywego „Last Christmas” dobiegającego ze sklepowych głośników. Zostawią tym samym zakupy na ostatnią chwilę. Potencjalnych klientów odstraszą też astronomiczne ceny, jakie ustala się na początku „kampanii świątecznej”.
Nie da się zatrzymać maszyny komercjalizacji, dzięki której już w listopadzie wielkie miasta i prowincje owładnęła przedświąteczna gorączka. Jednak – choć często sami w to nie wierzymy – to, kiedy się ona zacznie, zależy od nas samych. Handel nie jest w stanie rozwijać się bez klientów. Jeśli zatem w listopadzie ludzie nie ulegną szałowi „kampanii świątecznej”, rozpoczynanie jej tak wcześnie stanie się nieopłacalne. Tym samym być może uda nam się wrócić do normalności.

  • Iwona Przybysz

Reklama

Dodaj komentarz