LIST DO REDAKCJI: Wybory, wybory…

Dodane w:: Numer 40 (listopad) 2010 |

I oto znów mamy za kilka dni wybory samorządowe. I oto znów wydarzenie to zmusza do zastanawia się na celowością kandydowania do samorządu większości potencjalnych radnych, jak również kandydatów na burmistrza. W tym roku mamy urodzaj tych kandydatów. Bacznie im się przyglądając trudno oprzeć się wrażeniu, że znaczna liczba chętnych do w uczestniczenia w pracach Rady Gminy ma nikłe, lub wręcz żadne pojęcie o istocie i roli radnego w samorządzie gminnym. Ot zapewne wydaje im się, że praca samorządowca to zwykłe uczestniczenie w sesjach, naradach czy posiedzeniach komisji i myślenie tam o niebieskich migdałach, tudzież o zbliżającej się wypłacie diety radnego. Zapowiedzią takiej postawy radnego w pracach samorządu są jak dotychczas żadne osiągnięcia wielu w zamieszkiwanym środowisku. Reklamowane przez nich programy działania, treści, które zamykają się kilkoma frazesowymi obietnicami, nie mającymi istotnego znaczenia dla miasta i gminy. Ciągłe zwodzenie elektoratu budową chodników czy załatwieniem oświetlenia ulicy czy jakiegoś innego terenu świadczy li tylko o małej wyobraźni kandydata na radnego, braku koncepcji długofalowego działania w czasie trwania kadencji rady. Nie wolno dać się zwieść takim obietnicom. Radny nie może być biurem, w którym tylko rozpatruje się i załatwia skargi wyborców. Radny to osoba uniwersalna, wiedząca nie tylko dziejące się zło, ale i osoba bystra, potrafiąca wykrzesać z siebie maksymalną ilość pomysłów mających na celu przeciwdziałanie wszelkim zagrożeniom dla ludności lub neutralizowanie i naprawianie istniejącego zła.

Wydaje się jednak, że najlepszym probierzem wartości przyszłego samorządowca byłaby zgoda na pracę w Radzie Gminy bez jakichkolwiek gratyfikacji. Takie rozwiązanie w sposób radykalny zmniejszyłoby liczbę kandydatów na radnych, pozostawiając tylko tych, którzy byliby rzeczywistymi społecznikami. Taki system pracy nie jest czymś nowym, bo już w poprzedniej kadencji niektóre samorządy w kraju, w szczególności w biedniejszych gminach, pracowały nie pobierając za to należnych ustawowo diet.

Przy tej okazji należy wspomnieć o wyborze nowego burmistrza, który w strukturach Urzędu Miasta i Gminy pełni bardzo ważną rolę. Osoba ta odpowiedzialna za całokształt poczynań gminy jest nieustannie, często w sposób niewybredny, atakowana przez każdego, kto tylko chce tego i ma na to ochotę. W ferworze zapalczywości i zacietrzewienia krytykanci ci zapominają o starej zasadzie, że nie myli się tylko ten, kto nic nie robi. Nie mam zamiaru bronić obecnego burmistrza, ale każdy przyzna mi rację, że łatwo stać z boku i przyglądać się czyjejś pracy, a najdrobniejsze potknięcia w tej pracy krytykować z wyolbrzymioną zaciekłością i rozkoszną satysfakcją. Krytykanci w zasadzie potrafią tylko krytykować i na ogół unikają objęcia odpowiedzialnych stanowisk. Osobiście wraz z moimi przyjaciółmi jestem ciekaw jak obecni krytykanci aktualnie urzędującego burmistrza daliby sobie radę na jego miejscu. Czy uniknęliby błędów, których tak nie znoszą? Bardzo szkoda, że ludzie ci, poza małymi wyjątkami, nie zgłosili swoich kandydatur na burmistrza, bo wówczas gdyby ktoś z nich został wybrany mielibyśmy żywą odpowiedź na pytanie, czy ci oprócz znajomości sposobów krytyki jeszcze coś potrafią.

Podobno jak mówił Ignacy Krasicki „prawdziwa cnota krytyki się nie boi”. Jednak jak się kogoś krytykuje, to trzeba mu udzielić wskazówek, jak postępować inaczej. Tej pomocy i wskazówek obecny burmistrz od krytykantów nie otrzymał.

  • Stanisław Ołdak, Jasienica

Reklama

Komentarze (1 )

  1. Hmmm… Ciekawy ten głos i postawa p. Ołdaka. Tylko dlaczego Autor tak doskonale znający motywy działania “krytykantów” obecnego Burmistrza – a czemu nie krytyków? – sam nie pofatygował się do startu o to prominentne i dochodowe stanowisko? Z jego krytykanctwa [a może jednak - krytyki, tylko czy uprawnionej?] kandydatów na radnych wynika, że sam ma nie “nikłe, lub wręcz żadne” lecz doskonale omnipotentne i generalnie sprawdzone empirycznie pojęcie o pracy nie tylko radnego lecz wszystkich, choć moim zdaniem – jest akurat odwrotnie.
    P. Ołdak to przecież typowy krytykant – populista. Taki Jarosław K. pro domo sua.
    Żal, przykładowo, że “nie umie” wyjaśnić sobie sprawy podstawowej – przyczyn tak gromadnego startu do stanowiska / funksji radnego – miejskiego, gminnego, powiatowego.
    - KASA, Drogi Pani Ołdak, KASA każe pijącym umiarkowanie, alkoholikom czy abstynentom z Jasienicy, Tłuszcza, Postolisk …i całego kraju, ludziom nie splamionym dotychczas nawet społecznym zaangażowaniem w loterię fantową, poczuć w sobie nagle niewstrzymywalny imperatryw kategoryczny – wigor, potrzebę i chęć do pracy dla “dobra wspólnego”! Dodatkowo zrozumieli, żę dobrze jest podbudować to szczerym religijnym patriotyzmem i patriotyczną religijnością…
    Nic więc dziwnego,że wobec zmowy koterii starych repów koło [lub po] siedemdziesiątki, kumpli od jednej półlitrówki i wspólnych “przekrętów”, zawodowych znawców i znawczyń wszystkiego, ganiuszy umiejących pracować jednocześnie w kilku komisjach [oraz w “zawodowym” miejscu pracy – zginą w wyborach ambitni, młodzi i średniego wieku, pomysłowi Jasieniczanie, mieszkańcy Tłuszcza, Kozłów i wielu innych miejscowości, bo nie należą do rozkoligaconych rodzin, wspólnointeresowych klanów i zakorzenionych sitw.
    Jezeli akt wyborczy nie odstawi do lamusa tych, którzy przez ostatnie 12 lat z powodzeniem stopowali rozwoj gminy, choćby szukając partnerów do współpracy w … Turcji – CZARNO WIDZĘ…
    Pozdrawiam Autora.

    VA:F [1.9.12_1141]
    Poparcie: 0 (ocen: 0 )

Dodaj komentarz