WYWIAD: Lepiej o tym zapomnieć…

Dodane w:: Numer 40 (listopad) 2010 |

Zdjecie Ślubne Zofii i Wacława Balcerak Gimnazjum im. Królowej Jadwigi w Tłuszczu ma przyjemność kontynuować rozpoczęty w marcowym numerze gazety ST cykl opowieści ludzi, mieszkających w naszym mieście już od bardzo dawna. Ich relacje są wyjątkową lekcją historii dla nas i dla przyszłych pokoleń. W tym numerze prezentujemy niezwykłą historię pani Zofii Balcerak, która mieszkała w Tłuszczu w czasie wojny: – Nie jest to przyjemne opowiadać i wspominać, bo to były czasy bardzo przykre. Lepiej o tym zapomnieć…

Czy pamięta Pani czasy II wojny światowej?

Zofia Balcerak: Pamiętam i to bardzo dobrze. Skończyłam szkołę podstawową w Tłuszczu w czerwcu 1939 roku. Na początku września napadli na nas Niemcy, Tłuszcz został zbombardowany. Zniszczono tory kolejowe i dworzec, wtedy zginął pierwszy człowiek. Tego dnia ja i wielu innych ludzi, młodszych i starszych, byliśmy na mszy w Kościele. Gdy usłyszeliśmy wybuchy chcieliśmy uciec, ale żołnierze zamknęli drzwi i nie chcieli nas wypuścić. Musieliśmy czekać, aż samoloty odlecą poza granice miasta. Gdy nas wypuścili uciekaliśmy wszyscy w łąki w stronę Strugi. I zaczęły się codzienne, nocne bombardowania i łapanki. Zsyłki na roboty w Niemczech. Okropne prześladowanie, ileż ludzi było bitych… Ciężkie były czasy, do tego stopnia, że jeść nie było co… Dzisiaj mamy wszystko i narzekamy, że jest bieda i jest źle. A wtedy ludzie jedli gotowane obierki z kartofli. Warszawiacy przychodzili i wyciągali z ziemi drobne kartofle. Żeby było co ugotować… Chociaż garść razówki zagotowana na wodzie, potem z tego taki klej wychodził. I to były obiady. Taka była dobroć – wojna. Trzeba by było przeżyć okupację niemiecką, by zrozumieć jej okrucieństwo. Potem przyszli Rosjanie, z początku nie było lepiej. Też była bieda.

Czym zajmowała się Pani podczas wojny?

Zofia Balcerak: Wielokrotnie przysyłano mi karty na roboty w Niemczech, ale ja się ukrywałam, bałam się jechać. Spędzałam noce w domach rodzin z małymi dziećmi, bo tam nikt nie szukał ludzi do roboty. W tym czasie w Tłuszczu została wybudowana parowozownia. Potrzebowali sprzątaczek i znajoma załatwiła mi tam pracę. Wtedy mogłam już przestać się ukrywać. Po krótkim czasie przeniesiono mnie na niemiecką kuchnię, gdzie pracowałam do końca wojny, aż Tłuszcz zajęli Rosjanie.

1932-r.-stara-straż-VII-kl

Jak wyglądała sytuacja Żydów w Tłuszczu, gdzie znajdowało się ich getto?

Zofia Balcerak: Getto znajdowało się na terenie dzisiejszych bloków. Teren był ogrodzony drutem kolczastym. Nie mieli co jeść, tylko picie mieli, bo były studnie… Nie wolno im było wychodzić, jak jakiś Niemiec Żyda złapał, to zabijał go, albo wysłał do obozu w Treblince…

A ile przed wojną w Tłuszczu mieszkało Żydów?

Zofia Balcerak: Dokładnie nie wiem, ale bardzo dużo. Tłuszcz był raczej żydowskim miasteczkiem.

Gdzie znajdował się posterunek żandarmerii niemieckiej?

Zofia Balcerak: Na rogu ulic Nowej i Słowackiego, na tzw. Kolmanówce. Ich oddział obejmował cały teren Tłuszcza i okolic. Na posterunku był barak, który nazywaliśmy „Kozą”. To było takie małe więzienie, w którym trzymano ludzi z łapanki, skąd ich potem wywożono do obozu.

Czy pamięta Pani jakąś szczególną historię z okresu wojny?

Zofia Balcerak: Pewnego dnia podczas wojny w czasie pracy poszłam do polskiej kuchni (w polskiej kuchni gotowane były tylko zupy, w niemieckiej zaś całodobowe wyżywienie – przyp. autorów) po kawę dla Niemców, żeby mieli czym popić śniadanie. Była ona pakowana w worki, z których przesypywałam ją do glinianej misy. Gdy skończyłam sypać kawę, podszedł do mnie banszuc Eryk z niemieckiej policji, nazywali go „Trupia Morda”. Złapał mnie za ramię. Wiedziałam, że jestem w wielkim niebezpieczeństwie. Próbowałam się wyrwać z jego rąk, rozbiłam misę z kawą na jego głowie. Zaczął mnie kopać, okładać pięściami po twarzy. W końcu udało mi się uwolnić, wybiegłam z płaczem i czym prędzej do niemieckiej kuchni. Potem ten Niemiec wymachiwał pistoletem i krzyczał, że mnie zabije.

Wtedy zaczął się dla Pani koszmar?

Zofia Balcerak: Cały czas żyłam w strachu, dopóki w Tłuszczu byli Niemcy. Fakt, że niektórzy z nich mieli ludzkie oblicza. Był starszy pan Furman, prowadził biuro ds. zatrudnień i odpraw. Bardzo grzeczny i spokojny człowiek, zawsze mnie pocieszał, mówił żebym się nie denerwowała, że przyszedł czas, kiedy jestem niewolnicą i trzeba się z tym pogodzić. W pamięci zapadł mi też szef niemieckiej kuchni, nigdy nie powiedział złego słowa, zawsze tylko: „Zofia, Zofia, Zofia…” dawał mi pieniądze i wysyłał na targ. To on mi pomógł dojść do siebie po incydencie z „Trupią Mordą”, wymierzył mu karę i pocieszał mnie słowami, „Mimo że jesteś niewolnicą, on nie miał prawa cię tknąć bez twojej zgody!”.

Czy pamięta Pani coś jeszcze?

Zofia Balcerak: Wiele było przykrych zdarzeń, ale chyba najgorzej było, gdy któregoś dnia miałam do załatwienia kilka spraw na ulicy Wiejskiej, musiałam udać się w tamte strony. Idąc przez przejazd kolejowy minęłam czołg pełen niemieckich żołnierzy. Idąc dalej, zobaczyłam, że skręcają w ulice Wiejską, więc ja odbiłam w Warszawską. Wtedy jeden z nich wyskoczył z maszyny, podbiegł i z zaskoczenia mnie złapał. Wiedziałam, że już po mnie. Ciągnął mnie z całej siły, mimo to próbowałam się wyrwać. W końcu mi się udało, zaczęłam uciekać, za mną było słychać tylko strzały. Cud, że we mnie nie trafił. Wbiegłam na jakieś podwórze i schowałam się w stodole, między sianem. Później ludzie mówili, że był to oddział składający się z Ukraińców, którzy wcielili się do niemieckich wojsk.

Byłam w naprawdę wielu opresjach, ale zawsze wychodziłam z nich cudem, dzięki Bożej Opatrzności. Niemcy to byli tyrani, do dziś nie mam dla nich szacunku. Traktowali nas jak zwierzęta, a nawet gorzej… nie dawali nam jeść, tylko bili i pędzili do roboty. To były podłe, wyzute z ludzkich uczuć istoty, prawdziwi tyrani…

Jak potoczyły się Pani losy po wojnie?

Zofia Balcerak: Wyszłam za mąż, urodziłam dwie córki. W między czasie pracowałam w Jajczarni i prowadziłam z mężem małe gospodarstwo rolne.

Jak żyje się Pani teraz żyje w wolnej – niepodległej Polsce?

Zofia Balcerak: Przede wszystkim spokojnie. Mogę bez strachu wyjść na ulicę, swobodnie spacerować w dzień czy w nocy, kiedy mam ochotę. A za czasów okupacji od godziny ósmej wieczorem trzeba było siedzieć w domu, okna zasłonięte i światło zgaszone, a jak kogoś złapali to wysyłali do obozu…

Bardzo dziękujemy za rozmowę i poświęcony nam czas.

Zofia Balcerak: I ja dziękuję… Cieszę się, że mogłam komuś opowiedzieć o swoich przeżyciach.

  • Rozmawiali: Bogdan Zacheja i Bartłomiej Balicki

Reklama

Komentarze (1 )

  1. [*]

    VA:F [1.9.12_1141]
    Poparcie: 0 (ocen: 0 )

    Tłuszczanin
    20/04/2012 14:42

Dodaj komentarz