ST 7 (75)/2013 BLISKIE SPOTKANIA Z HISTORIĄ: Te wydarzenia wracają nocą

Dodane w:: Historia,Numer 7 (75) lipiec 2013 |

Malcowizna to niewielka wioska, dziś będąca częścią Rudników. Położona jest z dala od ruchliwych dróg i zgiełku. To tutaj, w lesie pośród drzew znajduje się grób, w którym leżą Franciszka i Ignacy Beredowie oraz ich syn Stanisław, rozstrzelani w 1943 roku przez hitlerowców. W 70 rocznicę tych tragicznych wydarzeń rozmawiamy z panem Eugeniuszem Beredą – synem i bratem pomordowanych mieszkańców.

Eugeniusz Bereda

Eugeniusz Bereda

– Do grobu przychodzę co drugi dzień. Tata lubił porządek… A tu w lesie zawsze nawieje, trzeba pościerać, posprzątać – mówi cicho pan Eugeniusz. Dziś ma 86 lat i twarz pooraną zmarszczkami, ale tamtego pamiętnego dnia był niespełna szesnastoletnim chłopcem. Spotykamy się w lesie, przy grobie jego rodziców i brata. Po chwili starszy człowiek rozpoczyna swoją opowieść: – 23 lipca 1943 r. do naszego gospodarstwa wpadli Niemcy, okrążyli wszystkie trzy budynki. To byli żandarmi, którzy mieli u nas – Polaków – krzywdę. Koloniści. Mieli tu kiedyś majątki. Najgorszym z żandarmów był Stein. Najgorszy bandyta. Jak nie zabił człowieka w dzień, to choć psa albo kota.

O działalności partyzanckiej mojego najstarszego brata Wacława wiedzieliśmy w rodzinie. Nieraz przychodzili różni ludzie, były narady. Ale przeważnie działo się to u Telesińskiego. Tam też wykopali głęboki dół w lesie, aby później po chojaku wyprowadzić antenę do radiostacji.

Niedaleko, niecały kilometr od naszego gospodarstwa, partyzanci mieli przysięgę. Ja byłem za młody, ale dobrze rosłem, więc się przydawałem do roznoszenia. Kowalscy na Grabszczyźnie też należeli do partyzantki. Jak później byłem w Turzu, to przychodzili do mnie we trzech, ci, którzy prowadzili tę organizację. Przy mnie się uczyli, jak się porozumiewać z zagranicą.

Tego tragicznego dnia Niemcy pytali właśnie o radiostację.
– Gdzie jest radiostacja? Gdzie jest radiostacja? – krzyczeli. Przesłuchiwali i katowali całą moją rodzinę. Rozbierali do naga i wymierzali 50 kijów, potem odpoczynek, żeby powiedzieć to, o co pytali. I następne 50 kijów. Ale nikt nie powiedział, gdzie jest radiostacja.

Grób Rodziny Beredów

Grób Rodziny Beredów

Mnie i stryja zaciągnęli, żeby wykopać amunicję. Było tego dwie skrzynki. Jak tu spaceruję to patrzę czasem na te miejsca, bo jeszcze dołki są. Na Grabszczyźnie wcześniej spadł samolot. Ludzie porozbierali go na części, wykorzystali w gospodarstwach różne elementy. Amunicję zakopali. W skrzynce było jej ponad 2600 szt. Chyba dziewięciu Niemców poszło z nami. Chcieli, żebyśmy na plecach nieśli wykopaną amunicję, jednak okazała się za ciężka. Jeden z nich pobiegł i przyprowadził wóz, na który zostały załadowane skrzynie.

Potem poprowadzili mnie i stryja na rozstrzelanie. Kazali nam iść do lasu. Byliśmy związany lejcami. Jakimś cudem udało mi się rozluźnić więzy. Zapytałem stryja: – Przez kogo my giniemy? Nagle jeden z żandarmów krzyknął: – Tu będziesz leżał! I wskazał na dół, który wcześniej służył do obróbki lnu. Zobaczyłem tam martwych rodziców i brata Stanisława. Rzuciłem się do ucieczki. Przebiegłem metr od ciał moich bliskich. Żandarmi strzelali do mnie. Biegłem między jałowcami starając się uniknąć śmiercionośnych kul. Mogłem dalej biec lasem, jednak byłem pobity, nie miałem sił. Dotarłem do pola żyta, które jeszcze wtedy nie było skoszone. Wpadłem na podwórze, przebiegłem dalej i już nie strzelali. Pobiegłem w stronę Kątów Wielgi, tam miałem siostrę. Ludzie już trochę wiedzieli, co się u nas stało. Akurat tak się zdarzyło, że siostra biegła w kierunku Malcowizny. Minęliśmy się i nie spotkaliśmy. Tam był teść siostry, Ołdak. Wziął kożuch, zaprowadził mnie nad rzekę – zwali ją Cienką, do olszyny. Tam na kożuchu się położyłem. Mi wtedy brakowało miesiąca do ukończenia 16 lat… Później cały rok się ukrywałem… – pan Eugeniusz milknie. Po chwili opowiada dalej: – Tata był stolarzem. Zimową porą robiliśmy razem stolarkę okienną. A w niedziele przeważnie się trafiały do zrobienia trumny. W lecie murowanie domów. Ile ja budynków postawiłem… Tyle to człowiek się napracował i Bogu dziękuję, że jeszcze w tym wieku mogę chodzić. Jak by nie było mam 86 lat. Choć z pamięcią u mnie już coraz gorzej, to pamiętam tamte wydarzenia. Wracają szczególnie nocą. Choć minęło już tyle lat…

Wspomnień pana Eugeniusza Beredy wysłuchał Maciej Puławski
Malcowizna, 23 lipca 2013 r.

Reklama

Dodaj komentarz