ST 7 (75)/2013 Bieg, zielona wróżka i Arab czyli gra miejska w Tłuszczu

Dodane w:: Kultura,Numer 7 (75) lipiec 2013,Rozrywka,Stowarzyszenia |
Zwycięska drużyna w połowie trasy

Zwycięska drużyna w połowie trasy (fot. A. Przybysz)

Sobotnie przedpołudnie. Słońce prześwieca przez szare chmury. W Ogródku Jordanowskim zebrało się około 50 osób. Za chwilę wyruszą w miasto rozwiązywać zagadki, łamać szyfry i na nowo odkrywać miejsca, które od lat znają. Zaczyna się gra miejska.

Kiedy w piątkowy wieczór czatuję z Maciejem Puławskim, organizatorem imprezy, ma on wątpliwości, ile osób będzie w stanie przyjść w sobotę. – Mamy lekki stres, że będziesz jedynym uczestnikiem. Chociaż liczę, że wysłanie SMSów do blisko czterystu osób da jakiś efekt.

Jak się okazało – nie było się czego obawiać. Gdy chwilę przed południem przychodzę na miejsce, po Jordanku kręcą się uczestnicy. Część z nich dotarła tu właśnie dzięki SMSom, inni – poprzez informację na Facebooku i plakaty. Dorośli i dzieci zapisują się do gry, by otrzymać karty, na których zaznaczane będą kolejne osiągnięcia. W tle słychać szum maszyny do waty cukrowej.

WRAŻENIA I EMOCJE

Jeden z uczestników zamieni się w robota i w tym stroju będzie biegł do końca gry

Jeden z uczestników zamieni się w robota i w tym stroju będzie biegł do końca gry (fot. A. Przybysz)

Rozmawiam z Aleksandrą Puławską – organizatorką gry, o jej powstaniu: – Pomysł na grę przyszedł rok temu, kiedy byłam z Maćkiem w Kazimierzu – tam właśnie po raz pierwszy uczestniczyliśmy w tego typu rozrywce. Zapamiętaliśmy wrażenia i emocje, które towarzyszyły tej nietypowej zabawie i postanowiliśmy, że chcemy zrobić coś takiego także u nas, w Tłuszczu. Napisałam projekt i otrzymałam dofinansowanie na warsztaty z robienia gier miejskich. Ale zaznaczam – to jak gra wygląda jest zasługą młodzieży. Zdobyłam pieniądze na szkolenie, a oni w trakcie wymyślili wszystkie zadania. Ja w tym czasie ze względu na zaawansowaną już ciążę… spałam – dodaje ze śmiechem.

Gra jest częścią projektu „Pocztówki z przeszłości”, organizowanego przez Stowarzyszenie „Kastor – Inicjatywa dla Rozwoju”. Dziesiątka młodych ludzi wykorzystuje w nim swoje talenty, pogłębia wiedzę, rozwija umiejętności fotograficzne i poznaje lepiej lokalną historię.

TWÓRCZE BAJKOPISANIE

Zielonowłosa wróżka przygotowuje watę cukrową dla uczestników gry

Zielonowłosa wróżka przygotowuje watę cukrową dla uczestników gry

Czas zacząć grę. Stajemy na scenie Ogródka. Odliczanie i ruszamy. Każda drużyna w inny punkt miasta. Nie ma map, są tylko podpowiedzi, gdzie udać się dalej. Na miejscu mają czekać wolontariusze, którzy powiedzą co robić. Drużyna z którą idę, trafia w okolice przedszkola. Zanim dowiemy się gdzie iść dalej, dostajemy dziesięć słów. Szyfr? Gorzej – trzeba ułożyć z nich bajkę. Co więcej, bajka zostanie nagrana. Tekst o jaskółce, która wybrała się do drukarni powstaje w kilka chwil. W zamian dostajemy wskazówkę, gdzie udać się dalej.

Pierwsze zwycięstwo sprawia, że zaczynamy biec. Trafiamy na stadion Bobrów. Do kolejnego zadania wolontariuszka w czerwonej koszulce wyznacza najmłodszego zawodnika. Ma zmierzyć długość stadionu przy pomocy stóp. Po przekroczeniu linii środkowej próbujemy trochę ułatwić sobie zadanie:

– Przecież można to, co już przeliczyliśmy przemnożyć przez dwa i będziemy mieli wynik.

Wolontariuszki nie dają się jednak przekonać. To jednak nie koniec zadania. Teraz każdy musi zrobić tyle przysiadów, ile ma lat. Nagrodą za zadanie są… pałeczki do ryżu. To znak, że idziemy pod chińską restaurację.

SPRAWDZIAN Z CHIŃSKIEGO

A tam – sprawdzian z chińskiego. Konkretnie trzeba ułożyć, korzystając z własnych ciał jeden z chińskich ideogramów. Część drużyn będzie musiała położyć się na chodniku, by je wykonać. My jednak nie musimy się aż tak poświęcać. Kolejna podpowiedź to zdjęcie jakiegoś zardzewiałego obiektu. Jest jedno takie miejsce – kładka nad torami. Idziemy tam!

Kolejne zadanie jest proste – wystarczy napisać, gdzie chciałoby się pojechać. I już. Za to podpowiedź wymaga znajomości historii Tłuszcza. Gdzie w naszym mieście było kiedyś kino? Po chwili zastanowienia kierujemy się do Centrum Kultury.

Przed nami zadanie wymagające umiejętności artystycznych. Jeden z członków drużyny musi stać się rzeźbą. Jednak jest jeden problem – rzeźba musi przetrwać do końca gry. Przebieramy najmniejszego z nas – w razie czego będzie można go nieść. Po chwili z papieru pakowego i taśmy klejącej powstaje inspirowany filmami o „Iron Manie” robot. Żeby pójść dalej musimy rozwiązać wykreślankę. Pierwszy pomysł okazuje się najlepszy i trafiamy z powrotem na Jordanek.

Kolejna podpowiedź ukryta jest w balonie. Żeby ją wyciągnąć, trzeba go przebić. Problem jest jeden – zawodnik ma zawiązane oczy. Reszta drużyny nie może go dotknąć – może pomagać tylko słowami. Nie jest to tak trudne, jak może się wydawać – kartkę z podpowiedzią dostajemy naprawdę szybko – wypada z dźwiękiem pękającego balonu.

ARTYZM I MORSE

Długość boiska to 340 stóp

Długość boiska to 340 stóp (fot. A. Przybysz)

Kolejne zadanie znów wymaga umiejętności artystycznych – trzeba udekorować kapliczkę przy ulicy Powstańców. Na zadanie mamy pięć minut, a trzeba jeszcze posprzątać po poprzedniej drużynie. W kilka chwil powstają serca i słońce z szarego papieru. Jeszcze pamiątkowe zdjęcie i możemy oczekiwać kolejnej podpowiedzi. Tym razem mamy odgadnąć słowo zapisane alfabetem Morse’a. Na szczęście organizatorzy przygotowali klucz, dzięki któremu łatwo przyporządkowujemy znaki do odpowiadających im liter. Po chwili odczytujemy słowo – „bloki”.

Trochę się obawiamy, że zgubimy się między blokami, ale czerwone koszulki ułatwiają znalezienie punktu docelowego. Przed nami gra w klasy – skacze cała drużyna na raz. Podpowiedź kieruje nas pod wieżę ciśnień. Tam, jak później powiedzą uczestnicy, czeka jedno z najtrudniejszych zadań. Test słuchania ze zrozumieniem. Słucha jeden uczestnik, później przekazuje informacje reszcie drużyny, która wypełnia test sprawdzający znajomość opowiedzianej historii. Głos lektora, który opowiada wojenną historię, miesza się z muzyką, a tekst jest podchwytliwy. Jednak i to zadanie udaje się rozwiązać.

HANDEL Z TYSIĄCA I JEDNEJ NOCY

Za nami dziewięć zadań. Ostatnie czeka na nas na targowisku. Dobiegamy tam i przenosimy się w świat baśni z tysiąca i jednej nocy. Czeka na nas jeden z organizatorów, przebrany za arabskiego handlarza. Fantazyjny turban i szarawary przyniosą mu niespodziewaną przygodę z policją… – Policja nas spisała – opowiada. – Staliśmy na punkcie, kiedy podeszli do nas panowie policjanci i poinformowali, że dostali zgłoszenie o jakimś Arabie, który przy targowisku naciąga na wróżby. Na szczęście udało się nam wytłumaczyć, że to tylko przebrania i rekwizyty. Od momentu kiedy policjanci nas zobaczyli, zaczęli się śmiać.

Wracając do gry – tu zadaniem jest wymienienie się z handlarzem na jedną z rzeczy które mamy przy sobie. Zgadza się on przyjąć od nas paczkę chusteczek. Inni uczestnicy przynosili na wymianę watę cukrową, ciastka, bransoletki.

Do Ogródka Jordanowskiego wracamy już spokojnie. Ania, jedna z uczestniczek, jest zadowolona z gry: – Bardzo mi się podobało. Zagadki były ciekawe, a dla osoby, która nie zna Tłuszcza, była to okazja do poznania miasta.

Pytam grupę, która dotarła na metę jako pierwsza, jaki jest sposób na wygraną. – Trzeba szybko biec – odpowiadają. – Najtrudniej było dotrzeć do przedszkola.

Na koniec wszyscy uczestnicy otrzymują talon na lody i pamiątkowe kalendarze ze zdjęciami, które powstały w ramach projektu. Zdjęcia przedstawiają Tłuszcz i okolice, a wykonali je ci sami młodzi mieszkańcy naszej gminy, którzy zorganizowali grę. Pierwsza tłuszczańska gra miejska kończy się słodkim akcentem – watą cukrową kręconą przez zielonowłosą wróżkę.

Arkadiusz Przybysz

 

Podpisy do zdjęć

1

Zielonowłosa wróżka przygotowuje watę cukrową dla uczestników gry

2

Zwycięska drużyna w połowie trasy

3

Jeden z uczestników zamieni się w robota i w tym stroju będzie biegł do końca gry

4

Długość boiska to 340 stóp

Reklama

Dodaj komentarz