Wywiad: PROSZĘ SIĘ NIE BAĆ!

Dodane w:: Numer 31 (luty 2010) |

rafal rozparaWianki – Noc Świętojańska, Uniwersytet Równiny Wołomińskiej i impreza plenerowa Vademecum 2010 w Korowodzie weselnym rodziców C.K. Norwida to wydarzenia, w których już niebawem będziemy mogli wziąć udział. Są to pomysły mieszkańców, które mają integrować i aktywizować lokalną społeczność gmin należących do Lokalnej Grupy Działania „Równiny Wołomińskiej”. O wynikach pierwszego naboru, kursie tańca w bibliotece i leczniczej wodzie, rozmawiamy z prezesem LGD „Równiny Wołomińskiej”, Rafałem Rozparą.

Jest pan skarbnikiem Stowarzyszenia Miłośników Urli, radnym gminy Jadów, członkiem zarządu Mazowieckiego Lidera i prezesem LGD „Równiny Wołomińskiej”…

Jestem jeszcze w Klubie Sportowym „Liwiec” ale to jest inny – bo sportowy – profil działalności.

Skąd w ogóle pomysł, żeby działać na rzecz lokalnej społeczności?

Chęć do takiego działania była we mnie od początku. Wpływ na pobudzenie aktywności miało na pewno zaangażowanie w grupy oazowe i w ogóle związek z Kościołem. Poza tym z zawodu jestem bibliotekarzem, a praca w bibliotece, to nie tylko siedzenie i okładanie książek, ale również – jeśli nie przede wszystkim – animacja lokalnej społeczności. Biblioteka nie może być martwym, zamkniętym po godzinie 16.00 miejscem, tylko musi być otwarta dla społeczności. Biblioteka jest doskonałym partnerem dla organizacji pozarządowych w realizacji wspólnych przedsięwzięć – dysponuje lokalem i pracownikami, można zorganizować w niej konkurs, warsztaty, a nawet zajęcia nauki tańca.

Proszę mnie źle nie zrozumieć, ale to chyba wizja rodem z marzeń…

Środki, które gminy przeznaczają na domy kultury i biblioteki nie powinny iść tylko na budynek i zapłacenie etatu instruktora, który siedzi i nic nie robi. Po co wydawać pieniądze na etat? Stowarzyszenia zrobią to i lepiej, i taniej. Moim marzeniem jest to, żeby odejść od etatyzacji, a przeznaczyć jak najwięcej środków dla organizacji pozarządowych i kółek wiejskich, grup nieformalnych i inicjatyw oddolnych. W gminie powinien być tylko jeden urzędnik do spraw kultury, który by przyjmował wnioski o dofinansowanie i później kontrolował przebieg realizacji działań. Przecież festyny bardzo dobrze organizują Ochotnicze Straże Pożarne. Jaki jest sens wydawać przykładowo 200 tys. zł na utrzymanie etatów przez cały rok, żeby zrobić jeden festyn?

LGD (skrót od Lokalna Grupa Działania)  to specyficzny rodzaj stowarzyszenia, w którego skład wchodzą gminy, przedsiębiorcy, organizacje społeczne i osoby fizyczne. Czy wśród takiej różnorodności łatwo było dojść do porozumienia?

Nie było łatwo dojść do porozumienia, ale wszyscy tego chcieliśmy. Dlatego się udało. Najtrudniej było z przedstawicielami z sektora biznesu, gdyż byli oni bardzo sceptyczni, jeśli chodzi o celowość tworzenia Lokalnej Grupy Działania. Liczę na to, że się jednak przekonają… Sektor publiczny parł do tego najbardziej, gdyż widział w utworzeniu LGD dodatkową ścieżkę w pozyskaniu pieniędzy dla siebie. Na tym gminom najbardziej zależało i trzeba przyznać, że ich wsparcie w utworzenie LGD było bardzo dużo.

Jednak nie jestem przekonany, że powinno to obecnie rzutować na podział środków w konkursach. LGD nie powinno polegać na tym, że kto ile wkłada tyle bierze, tylko dofinansowanie powinno być kierowane tam, gdzie rozwój jest z różnych względów przyhamowany. Trzeba pewne bariery, nierzadko tkwiące w psychice samych mieszkańców, przełamywać. Na to przede wszystkim są tzw. „małe projekty”.

Niedawno zakończyła się ocena pierwszego naboru małych projektów. Jak ocenia pan poziom złożonych wniosków?

Były raczej dobre, chociaż zawsze mogą być lepsze… Wiele projektów było konsultowanych z naszym biurem na etapie ich przygotowywania, okazało się, że takie wsparcie jest bardzo potrzebne. Były też projekty, w których nikt o nic nie pytał, tylko przyszedł i je zostawił. Okazało się, że nie odpowiadały one do końca oczekiwaniom LGD. Jeden projekt musieliśmy odrzucić, gdyż był niezgodny z Lokalną Strategią Rozwoju. Wszystkich projektów wpłynęło 29, a w rezultacie 21 z nich dostało dofinansowanie. Uważam, że to dużo. Najwięcej punktów otrzymały projekty małe, będące rzeczywiście inicjatywą oddolną zaspokajającą potrzeby lokalnego środowiska. Nie dostały dofinansowania projekty o dużej wartości składane przez silne jednostki samorządowe i duże firmy, które mają łatwiej zdobyć środki w innych konkursach albo nawet same są w stanie zrealizować wnioskowane działania bez wsparcia.

Jaki byłby przepis na idealny wniosek?

Idealny wniosek to taki, który wykorzystuje różnego rodzaju ścieżki zaplanowane w Lokalnej Strategii Rozwoju, nazwane przedsięwzięciami i wpisuje się w szkielet działań zaplanowanych do realizacji. Musi wpisywać się w naszą misję i jak największą ilość przedsięwzięć. Przykładem bardzo dobrego projektu jest „Noc Świętojańska” – projekt złożony przez panią z Mokrej Wsi (chodzi o radną Janinę Stryjek – przypis red). Ten projekt rzeczywiście aktywizuje społeczność – różne środowiska wspólnie realizują różnego rodzaju działania. Takie projekty – i to trzeba wyraźnie podkreślić – Lokalna Grupa Działania będzie promowała.

Kiedy możemy się spodziewać kolejnego naboru na małe projekty dla mieszkańców?

Już niebawem, bo pod koniec marca. Zachęcam jednak, żeby już zacząć pisać wniosek, skonsultować to z naszym biurem, zasięgnąć porad. Formularz wniosku i główne zasady naboru są znane. Mogę powiedzieć, że oceniając wnioski, będziemy przykładać większą wagę do realizacji jak najwyższej liczby przedsięwzięć z Lokalnej Strategii Rozwoju.

Czyli na dofinansowanie jakich projektów można liczyć? Jakie działania są zawarte w Lokalnej Strategii Rozwoju?

Strategia jest nastawiona na rozwój kilku sektorów, które my jako Lokalna Grupa Działania zdecydowaliśmy się rozwijać m.in. turystyka, przedsiębiorczość, aktywizacja mieszkańców w różnych kierunkach – aby byli aktywni społecznie, zawodowo, żeby ograniczać różne istniejące patologie. Aktywność nie polega jedynie na budowie ścieżki rowerowej. To może być organizacja zajęć aerobiku, uruchomienie siłowni, ale też i budowa stacji uzdatniania wody, która jest lecznicza, bo i takie wody są na terenie Lokalnej Grupy Działania. W ten sposób tworzymy lokalny produkt turystyczny naszego regionu. W pierwszym naborze dofinansowanie otrzymał wniosek na „Chlebek Norwidowski” wypiekany w Strachówce, który ma szansę również stać się produktem regionalnym.

Jakie ma pan rady dla osób, które chciałyby spróbować swoich sił i napisać wniosek do naszej LGD?

Przede wszystkim proszę się nie bać. Rozmawiałem z wieloma osobami, które nie złożyły wniosków. Zgłaszały obawy, że by zrealizować wniosek trzeba najpierw wyłożyć swoje pieniądze, które później na koniec realizacji są zwracane. Zachęcam, żeby się tego nie bać. Są różne mechanizmy wsparcia stowarzyszeń ale i również osób fizycznych, które pomogą zachować płynność finansową przy realizacji zadania. Nie można zapominać, że każdy realizowany projekt wzmacnia potencjał organizacji. Nie trzeba bać się również ogromu załączników – wnioski na małe projekt z zasady mają być proste i przystępne dla mieszkańców. Rada Lokalnej Grupy Działania ocenia wniosek pod względem zgodności z Lokalną Strategią Rozwoju, następnie jest etap oceny formalnej i wtedy mamy czas na uzupełnienie brakujących dokumentów.

Czyli, żeby zrealizować projekt trzeba najpierw dysponować pieniędzmi na jego sfinansowanie?

Niekoniecznie. My jako biuro nawiązaliśmy współpracę z funduszami pożyczkowymi wspierającymi inicjatywy tego typu. Niektóre gminy również wyraziły wolę udzielania pożyczek na realizację działań na ich terenie. Wtedy zabezpieczeniem takich pożyczek jest umowa o dofinansowanie projektu.

Rozmawiał Maciej Puławski

Reklama

Dodaj komentarz