ST 6(74)/2013 Polityka jest śmieszna sama w sobie

Dodane w:: Kultura,Numer 6 (74) maj 2013 |

27 kwietnia w ramach cyklu kabaretowego w Hotelu Batory wystąpił kabaret Smile. Przedstawienie zostało ciepło przyjęte przez publiczność. Z Pawłem Szwajgrem i Andrzejem Mierzejewskim, członkami Kabaretu Smile, rozmawia Iwona Przybysz.

Kabaret Smile

Kabaret Smile

W Waszym programie nie było ani jednego skeczu o zabarwieniu politycznym. Dlaczego zdecydowaliście się na ominięcie tego tematu?

Paweł Szwajgier: Ponieważ lubimy pisać skecze tylko na tematy społeczne, obyczajowe. Często wykorzystujemy też w naszych numerach żart sytuacyjny. Polityka nie jest naszym konikiem.

Andrzej Mierzejewski: Polityka sama w sobie jest śmieszna. A ponieważ jest tego dużo w mediach, chcemy, aby nasi widzowie odcięli się od tej szarej, przykrej i jakże przygnębiającej rzeczywistości.

Bardzo dobrze radzicie sobie zarówno w tradycyjnych skeczach, jak i w piosenkach. Która forma wydaje się wam trudniejsza?

PS: Dla nas dwóch chyba piosenka. W naszym kabarecie jedynie Michał Kincel dobrze śpiewa.

AM: Ale nie wyobrażam sobie programu kabaretowego bez piosenki. W końcu muzyka łagodzi obyczaje. Towarzyszy człowiekowi w każdym momencie jego życia, rozluźnia go, wprowadza w dobry nastrój… Jest jak najbardziej potrzebna.

Jak duże jest niebezpieczeństwo, że w „śpiewanych skeczach” forma zakłóci rozumienie treści? To znaczy czy istnieje taka możliwość, że odbiorca skupi się na tym, że słyszy piosenkę, a nie zwróci uwagi na jej przekaz?

AM: Może tak się zdarzyć. Jednak kiedy wybiera się formę skeczu, trzeba zadbać o to, żeby zarówno treść utworu, jak i jego forma były czytelne dla widza.

PS: Kiedy piszesz piosenkę, nie możesz sobie pozwolić na budowie zbyt skomplikowanej postaci. Myślisz szczególnie o tym, by tekst wyrażał wszystko, bo nie ma miejsca na budowę bohatera.

AM: Nie masz również zbyt wiele czasu na zarysowanie sytuacji – piosenka jest na to zbyt krótka.

PS: Sytuacja musi być prosta, bo widz musi się skupić i na muzyce, i na tekście utworu. Gdyby jeszcze miał do tego skupić się na głębokim sensie piosenki… To chyba byłoby zbyt wiele.

Jedna z waszych piosenek dotyczy świeżo upieczonego magistra, który mimo posiadania dyplomu w kieszeni nie może znaleźć pracy. Kiedy kabaret stał się dla was sposobem na uniknięcie jego losu?

AM: Pierwsze podchody zaczęliśmy robić już w liceum. Po maturze jednocześnie studiowaliśmy i robiliśmy kabaret. Wszystko jednak zaczęło się rozkręcać w okolicach trzeciego-czwartego roku studiów. Po prostu studia płynnie przeszły w pracę.

Czy ukończenie studiów pomogło wam w pracy?

AM: Jak najbardziej. Bardzo mocno współpracujemy z Chatką Żaka (czyli z akademickim domem kultury przy Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, gdzie robiliśmy próby i występowaliśmy). A same studia… Uważam, że są potrzebne, bo poszerzają horyzonty. Nawet, jeśli nie pracujesz po ich ukończeniu w swoim zawodzie.

 

Reklama

Dodaj komentarz