Pracowity weekend

Ostatni weekend spędziliśmy dość intensywnie na Zjeździe lokalnych strażników i absolwentów kursów edukacyjnych SLLGO.

W zabytkowym pałacu w Kurozwękach braliśmy z Olą udział w bardzo ciekawym spotkaniu zorganizowanym przez Stowarzyszenie Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich (tak,to ta organizacja która wygrała z premierem sprawę odnośnie tarczy antykorupcyjnej).

Spotkanie było podzielone na wykłady i pracę w podgrupach, tak aby uczestnicy Zjazdu – ponad pół setki osób, mogło się lepiej poznać.

Anna Rozicka z Fundacji im. Stefana Batorego mówiła o osiągnięciach polskich organizacji strażniczych. Zwracała uwagę, że nawet w przypadku, gdy wydaje nam się, że działania strażnicze nie przynoszą pozytywnej zmiany, to jednak ona jest – choć czasem lepiej widzialna z zewnątrz. Przecież sam fakt, że gdzieś mieszkańcy dokonali zmiany władzy to już sygnał, że coś się „ruszyło”. Zgadzam się z tym w pełni. Zmiana władzy pokazuje mieszkańcom, że mają siłę, że ich głos się liczy i że burmistrz nie jest „święty”. Za błędy, nieumiejętności, złą pracę jest przez mieszkańców rozliczany. I albo przedłużają mu kontrakt, albo dziękują za dalszą współpracę.

Anna Rozicka

Anna Rozicka zwróciła uwagę, że dla pełnego funkcjonowania demokracji trzeba przejść przez cztery kroki:

1. samoorganizacja – czyli „branie sprawy we własne ręce”,
2. dialog z władzą – sprawujący ją szukają informacji, mieszkańcy je komunikują,
3. patrzenie władzy na ręce – świadomość społeczna, że władza pracuje za nasze pieniądze,
4. wpływanie obywateli na politykę – wspólne decydowanie.

Konkluzja, jaka z tego płynie jest taka, że można przeskakiwać pewne etapy, ale najskuteczniej, gdy rozwój dokonuje się poprzez przechodzenie przez wszystkie kroki. W ten sposób łatwiej jest wprowadzać zmiany. Trudno sobie wyobrazić skuteczne patrzenie władzy na ręce bez odpowiedniej samoorganizacji społeczności. Ktoś wykryje nieprawidłowości, próbuje je nagłośnić a w odpowiedzi usłyszy – „zostaw to”, „to nic nowego” albo „zawsze tak było”. Jeśli społeczność jest zorganizowana, ma za sobą wspólne działania to zawiązuje się od razu oddolny ruch sprzeciwu. Wtedy to już nie jest głos wołającego na puszczy.

O trudnym starcie społeczeństwa obywatelskiego mówił prof. Piotr Gliński. Zwracał uwagę, że tak naprawdę ważne ustawy zostały przyjęte dopiero 10 lat po przemianach (mowa o ustawie o pożytku publicznym i wolontariacie oraz ustawie o dostępie do informacji publicznej). Zwracał uwagę, jak ważny jest rozwój kapitału społecznego. Pokazywał bariery, które go ograniczają. Wśród nich znalazły się nietrwałość wartości i relatywizm, osłabienie zasad etycznych, indywidualizm idący w stronę egotyzmu, konsumpcjonizm.

Profesor Gliński wskazywał na znaczące funkcje sektora obywatelskiego. Wskazywał, że na jego przedstawicielach spoczywa obowiązek wprowadzania zmian. Mówił, że społecznicy wpatrują się w potrzeby swojego otoczenia, ale również je kreują. Widzą więcej i tym samym poszerzają horyzonty, zmieniają świadomość. Słowem – to osoby, które nie płyną z prądem…

Poza zawartością merytoryczną zjazd był doskonałą okazją do poznania wielu ciekawych osób z całej Polski, dla których słowa „i jak tam twoje wnioski o udostępnienie informacji publicznej?” nie brzmią egzotycznie. Bardzo inspirujące było dla mnie wystąpienie Hanny Hansen z Trzcianki, która prowadzi bloga opisującego działalność władz samorządowych http://gommora.manifo.com/blog . Hanna, która jest już na emeryturze uczyniła ze strażnictwa swoją pasję. Choć „siedzi” w temacie dopiero rok, ma dużą wiedzę i ciekawe pomysły na działania. A częstotliwość aktualizacji bloga jest naprawdę godna pozazdroszczenia :)

Podczas zjazdu razem Olą mieliśmy krótkie wystąpienie dotyczące naszej działalności lokalnej – głównie „Stacji Tłuszcz”. Z zadawanych pytań odniosłem wrażenie, że chyba podziałaliśmy inspirująco, chociaż otwarcie mówiliśmy o tym, że „zmiany na lepsze” czasem mogą przeobrazić się niestety w zupełnie inne

Prezentacja strażniczej działalności "Kastora" i "Stacji Tłuszcz"

A po powrocie… pochłonęła nas kompletnie praca nad grudniowym numerem Stacji Tłuszcz. Gazeta właśnie się drukuje, więc chyba najwyższy czas w końcu choć trochę wyspać się przed jutrzejszym tournée po gminie.

Ściśle tajne przez poufne

 Wszystkich, którym bliskie są kwestie dostępu do informacji publicznej zapraszam do obejrzenia materiału przygotowanego przez TVN Warszawa – Wyrok prawomocny, a miliony wciąż tajne.

Sprawa jest bardzo ciekawa. Radny Rady Warszawy Jarosław Krajewski od dwóch lat walczy z ratuszem, aby poznać z kim miasto zawierało umowy o dzieło i zlecenia. Niestety 14.000 umów na łączną kwotę 31 milionów złotych stanowi słodką tajemnicę ratusza…

Oczywiście radny Krajewski nie siedzi bezczynnie, ale prowadzi procedurę odwoławczą. Najpierw odwołał się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, następnie sprawa trafiła do Sądu Rejonowego, później z kolei do Sądu Okręgowego. Teraz wyrok jest prawomocny, radny zaś informacji nadal nie otrzymał. Gdy wybrał się z wyrokiem do ratusza dowiedział się, że teraz miasto będzie wnosić kasację od wyroku. Dla porównania w materiale pokazano Lublin, gdzie takie informacje są bez problemu udostępniane.

Tymczasem „Stacja Tłuszcz” wciąż czeka na ujawnienie imienia i nazwiska osoby, która wykonała audyt wewnętrzny w tłuszczańskim urzędzie… „Który/która sobie zastrzegła, żeby nie udostępniać jej danych osobowych”… – jak mogliśmy usłyszeć na ostatniej sesji Rady Miejskiej. Urząd nie podaje informacji, kto robił audyt, bo czeka na opinię z GIODO.

No cóż. Czekamy cierpliwie. I jeśli zajdzie taka potrzeba, powtórzymy ścieżkę radnego Krajewskiego. W końcu  „nie ulega w sprawie wątpliwości, że informacje dotyczyły spraw publicznych, danych personalnych osób, które zawarły umowy zlecenia, a także umowy o dzieło z miastem (…)” – jak ustnie uzasadnił wyrok w sprawie Krajewskiego Sąd Okręgowy w Warszawie.

Co dalej z sortownią?

Tomasz Czarnogórski, Maciej Puławski i Magda Kuczkowska w "Rozmowach na żywo"

W ubiegłym tygodniu miałem przyjemność prowadzić rozmowę między byłym wiceburmistrzem Tomaszem Czarnogórskim a doradczynią burmistrza Tłuszcza Magdą Kuczkowską. Tym razem zdecydowaliśmy się uatrakcyjnić  „Rozmowy na żywo” i zorganizowaliśmy transmisję video. Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Audycja cieszyła się dużo większym zainteresowaniem niż te w wersji tylko radiowej.

Ogromna szkoda, że udziału w rozmowie nie wziął burmistrz Paweł Bednarczyk. Myślę, że wielu mieszkańców czekało na jego wystąpienie. Cieszę się jednak, że mogliśmy gościć jego doradczynię. Dzięki temu była okazja na przedstawienie stanowiska burmistrza. Choć przyznam – do teraz nie jest ono dla mnie do końca jasne. Czy burmistrz jest za budową sortowni, czy też przeciw? Projekt uchwały przygotowany na wtorkową sesję mówi o rezygnacji z inwestycji. A tymczasem pani Magda Kuczkowska przedstawiała to  jako zaproszenie radnych do zaangażowania się w negocjacje z mieszkańcami, niż faktyczną rezygnację z budowy sortowni.

Podczas posiedzeń komisji radni dyskutując nad uchwałą czują, że teraz to na nich zrzucono odpowiedzialność za realizację tej inwestycji. Podnoszą m.in. fakt, że ta uchwała nie jest do niczego potrzebna i skoro nie ma możliwości budowy sortowni i kompostowni, to niech burmistrz po prostu jej nie realizuje. Nie chcą, żeby za kilka lat ktoś powiedział – „nie ma sortowni, bo radni uchwalili, żeby burmistrz nie budował”.

Jedno jest pewne – o tej inwestycji jest obecnie naprawdę bardzo głośno. Mieszkańcy terenów zlokalizowanych w pobliżu miejsca, gdzie ma powstać sortownia protestują. Media te protesty nagłaśniają. A gmina Tłuszcz jest na prostej drodze do nieskorzystania z przyznanej na ten cel unijnej dotacji (1,6 mln zł).

Zapraszam do wyrażenia własnej opinii na temat budowy sortowni i kompostowni w Wólce Kozłowskiej – kolejne news’y na naszej stronie dotyczące tej sprawy budzą spore emocje i dyskusje.

 

Powiatowe NGO’sy chcą współpracy

W sobotę (19.11.2011 r.) byłem na spotkaniu z przedstawicielami organizacji pozarządowych z terenu powiatu wołomińskiego. Inicjatorem tego zjazdu był Grzegorz Grabowski z Zielonkowskiego Forum Samorządowego, który o sieciowaniu ngo’sów mówi już od dobrych kilku lat. Mam wrażenie, że tym razem jest duża szansa na sukces.

Moje wystąpienie nt. dostępu do informacji publicznej

Co do samego spotkania to składało się z trzech części. W pierwszej przedstawiciele Federacji Mazowia starali się nas doprowadzić do współpracy (Federacja realizuje projekt z POKL, w ramach którego buduje sieci, stąd jej udział w spotkaniu). I o ile chęć współdziałania wyrażali wszyscy obecni na sali (a było około 20 osób z 15-17 różnych organizacji – z gminy Tłuszcz przybyły dwa stowarzyszenia: AXA i Kastor), o tyle prowadzący spotkanie nie wyszli chyba z niego usatysfakcjonowani. Uczestnicy i uczestniczki chcieli współpracować, zabrakło tylko nadania temu spotkaniu właściwego kierunku.

Konkludując pierwszą część – jest wola organizacji do współpracy. Na różnych poziomach oczywiście, ale właśnie o to w tym chodzi. Jedni zrobią wspólnie „lato w mieście” a inni będą się dzielić wiedzą jak wykorzystać narzędzia internetowe do promocji organizacji. Jeszcze inni wspólnie przystąpią do tworzenia programu współpracy z samorządem. Każdy znajdzie ciekawą i pożyteczną dla siebie tematykę. Najważniejsze w tym wszystkim jest poznanie naszego potencjału, nawiązanie nowych znajomości i wymiana doświadczeń. Bardzo się cieszę, że wziąłem udział w tym wydarzeniu.

W drugiej części spotkania, w ramach Powiatowego Forum Aktywnych Społeczności miałem krótką prezentację na temat dostępu do informacji publicznej. Były pytania z sali i wywiązała się ciekawa dyskusja. Liczę, że swoim wystąpieniem zachęciłem uczestników i uczestniczki do sięgania po prawo do informacji.

Czytaj dalej »

Worek rzeczy do wdrożenia czyli Polska a USA

Grafika: 89.blox.pl

Po moim powrocie kilka osób pytało mnie – czy daleko nam do Stanów?

Ja również ostatnio sporo się nad tym zastanawiałem… Do podzielenia się moimi spostrzeżeniami przyczynił się fakt, że ostatnio w jednej z  fastfoodowych restauracji z tajskim jedzeniem, nie mogąc się zdecydować co wybrać, dostaliśmy na wykałaczkach i tackach do spróbowania różne potrawy. Tymczasem na lotnisku w Salt Lake City spotkałem się z czymś identycznym: klient nie wie, to niech spróbuje. Pomyślałem sobie wtedy: no tak, jeśli chodzi o obsługę klienta, to my, Polacy, daleko w tyle jesteśmy.

Okazuje się jednak, że nie, że takie same standardy są już i u nas. Przynajmniej w fastfoodach :)

Generalnie – w tych dziedzinach, które miałem okazję zgłębić – nie dzielą nas żadne lata świetlne.

Czytaj dalej »

Bogate inspiracje z biednego Reading

Mimo, że od wczoraj jestem już w domu, w Tłuszczu – zgodnie z obietnicą chcę wrócić wspomnieniami do ostatniego dnia naszych spotkań w USA. Dnia, który był wyjątkowy pod względem programu, zaaranżowanych spotkań i inspiracji.

Z samego rana pojechaliśmy do Reading  (czytane „Reding”), miasta liczącego 83.000 mieszkańców i – jeśli chodzi o zamożność – najbiedniejszego w całych Stanach. Przypomnę, że wcześniej byliśmy w Jackson Hole, które z kolei jest miastem najbogatszym. Przyznam, że nie widziałem żadnych statystyk na ten temat i opieram się na informacjach uzyskanych od naszych rozmówców. Mam jednak takie wrażenie, że w przypadku mniejszych skupisk – jak Jackson – nawet jeden mieszkający tam multimilioner znacznie podnosi statystyki…

Biedni i bogaci…

W Reading na skrzynkach z gazetami są już naklejki apelujące o uczciwość kupujących...

W każdym razie w Reading na ulicy tej biedy widać nie było. Może trochę od strony społecznej, czyli osób przesiadujących na przystankach i w innych miejscach. Nie dostrzegłem jednak zbyt wielu opuszczonych budynków czy też przestrzeni do wynajęcia, jak miało to miejsce w Memphis. Miasto Reading znajduje się w powiecie Berks liczącym sobie 400.000 osób. To dwa razy więcej niż w naszym powiecie wołomińskim.

Czytaj dalej »

Home, sweet home

Już w Polsce. Wkrótce uzupełnię bloga o wpis z ostatniego dnia, zdjęcia i przemyślenia podsumowujące cały mój – niesamowity i bardzo inspirujący – wyjazd.

Niestety prosto z lotniska pojechałem na szkolenie i najbliższą wolną chwilę będę miał dopiero w… poniedziałek :)

Pozdrawiam i do przeczytania,

Maciej Puławski

Żal odjeżdżać…

Ostatni dzień okazał się dla mnie najlepszy pod względem programowym. Zresztą nie tylko pod tym względem.

Dziś pojechaliśmy do Reading (czytane „Reding”) odwiedzić redakcję lokalnej telewizji BCTV.org. Wzięliśmy udział w posiedzeniu rady powiatu Berks, spotkaliśmy się z menadżerem miasta Reading oraz przedstawicielami Berks County Community Foundation.

Spotkania były bardzo ciekawe i inspirujące. Więcej napisze wkrótce – pewnie już w samolocie, w drodze powrotnej…

U nas jest właśnie 1.32 w nocy. Pora pakować walizkę… hmm….

Filadelfia – internet w służbie miasta

Fot. Ed Yakovich

Za nami pierwszy dzień w Filadelfii. Zastanawiam się co napisać, jak podsumować poniedziałkowe wydarzenia. Dzień był bardzo ciekawy i pełen wrażeń. Jedyna wątpliwość to, czy nie dało się go bardziej merytorycznie wypełnić.

Od razu zmartwiło mnie, że z programu wypadła wizyta w AL DIA – gazecie latynoskiej wydawanej na terenie miasta. Ale cóż, widać tak musiało być. Ciekawie za to zapowiadało się poranne spotkanie z menadżerem biura burmistrza ds. innowacji i partycypacji. Stanowisko obiecujące i opis w programie również.

Technologia w służbie miasta

Podczas spotkania uświadamiano nam, że samorząd, aby być na bieżąco w nowoczesnych technologiach, musi cały czas trzymać rękę na pulsie i wdrażać nowe rozwiązania. Nasz rozmówca przedstawił takie projekty stosowane w Filadelfii.

Czytaj dalej »

Gościnna Ameryka

Sobota upłynęła pod znakiem wycieczki do parku Yellowstone. Nastawiony na wielogodzinną wędrówkę po szlakach założyłem wygodne buty i ciepło się ubrałem. Przed wyjazdem zakupiliśmy czekoladę, wodę i prowiant niezbędny do przetrwania w surowych, traperskich warunkach :)

Tropem misia Yogi

Jakież było więc nasze zdziwienie, gdy okazało się, że… do ciekawych miejsc w parku dojeżdża się busem, robi zdjęcia i rusza dalej. Ścieżki spacerowe są wyłożone drewnianymi podestami (żeby nie niszczyć powierzchni ziemi oraz nie wpaść do gejzeru).

W parku czekały na nas przepiękne widoki – gór Tyton, jeziora Jackson, kanionu rzeki Yellowstone, krajobrazy powulkaniczne, gorące gejzery i inne niesamowite rzeczy… To wszystko za jedyne 12 dolarów opłaty wstępu :)

Czytaj dalej »

Strony:«1234»