Bogate inspiracje z biednego Reading

Mimo, że od wczoraj jestem już w domu, w Tłuszczu – zgodnie z obietnicą chcę wrócić wspomnieniami do ostatniego dnia naszych spotkań w USA. Dnia, który był wyjątkowy pod względem programu, zaaranżowanych spotkań i inspiracji.

Z samego rana pojechaliśmy do Reading  (czytane „Reding”), miasta liczącego 83.000 mieszkańców i – jeśli chodzi o zamożność – najbiedniejszego w całych Stanach. Przypomnę, że wcześniej byliśmy w Jackson Hole, które z kolei jest miastem najbogatszym. Przyznam, że nie widziałem żadnych statystyk na ten temat i opieram się na informacjach uzyskanych od naszych rozmówców. Mam jednak takie wrażenie, że w przypadku mniejszych skupisk – jak Jackson – nawet jeden mieszkający tam multimilioner znacznie podnosi statystyki…

Biedni i bogaci…

W Reading na skrzynkach z gazetami są już naklejki apelujące o uczciwość kupujących...

W każdym razie w Reading na ulicy tej biedy widać nie było. Może trochę od strony społecznej, czyli osób przesiadujących na przystankach i w innych miejscach. Nie dostrzegłem jednak zbyt wielu opuszczonych budynków czy też przestrzeni do wynajęcia, jak miało to miejsce w Memphis. Miasto Reading znajduje się w powiecie Berks liczącym sobie 400.000 osób. To dwa razy więcej niż w naszym powiecie wołomińskim.

Trudności finansowe w Reading wnikają z tego, że miasto opuścił przemysł, który był pracodawcą i płatnikiem podatków. Przypominają mi się tu wspomnienia o dawnym Tłuszczu, w którym działała huta, zakład ceramiczny, zakłady produkcji maszyn i wiele innych. W Reading ta sytuacja doprowadziła do ucieczki klasy średniej i odpływu pieniędzy z podatków. W efekcie miasto popadało w coraz większe tarapaty. Konsekwencją tego była zmiana władzy.

Obecny burmistrz Tom McMahon wywodzi się z organizacji tworzącej lokalną telewizję, jest działaczem społecznym i inżynierem. Pracuje na pełen etat dla miasta. Do zarządzania miastem powołany jest natomiast menadżer Carl E. Geffken. Ale może zacznę od początku…

Transmisja obrad rady na żywo? Tak!

Po przyjeździe do Reading spotkaliśmy się z Ann Sheehan – dyrektorką wykonawczą Telewizji Powiatu Berks (Berks County Television – BCTV), która w telewizyjnym studio (oczywiście bez transmisji na żywo :) wprowadziła nas w realia Reading. Mówiła o problemach miasta, trudnej sytuacji finansowej wynikającej z dotychczasowego słabego zarządzania, braku wizji i słabych rozwiązań organizacyjnych w urzędzie. Poświęciła też dużo miejsca by odpowiedzieć na pytania związane z funkcjonowaniem lokalnej telewizji. Stacja nadaje przez telewizję kablową i internet. Transmisja trwa 4-5 godzin dziennie i dotyczy spraw lokalnych.

W Berks County Television - BCTV

Telewizja jest prowadzona przez BCTV.org – tutejszą organizację pozarządową. Jej misją jest wzmocnienie siły i jednoczenie lokalnej społeczności za pomocą mediów. Wiele programów tworzonych przez dziennikarzy jest transmitowanych na żywo i dopuszcza udział widzów – osobiście lub telefonicznie.

Telewizja jest dotowana przez lokalny samorząd (miasto Reading i powiat Berks) w celu zapewnienia transmisji z posiedzeń rady i ważnych spotkań. Nie wiem w jakiej wysokości telewizja otrzymuje wsparcie z powiatu, ale miasto przekazało roczną dotację w kwocie 75.000 USD (przed kryzysem było to 150.000 USD). Pytałem, czy finansowanie telewizji przez samorząd nie wiąże się z podejmowaniem prób wpływania na zakres programowy. Otrzymałem wyjaśnienia oscylujące wokół następujących kwestii: programy finansowane z samorządu to po prostu transmisja na żywo z posiedzeń, więc miasto nie podejmuje prób wpływu na ramówkę. W dalszej rozmowie okazało się, że dawniej takie sytuacje się zdarzały, ale jest to uważane za kompromitujące. W rozmowach z radnymi powiatu również o to pytałem i po pierwsze: byli zdziwieni, że o coś takiego w ogóle pytam, a po drugie: dano mi odczuć, że taka próba oddziaływania samorządu na media to byłby szczyt zachować nieeleganckich i kompromitujących polityków… Cóż, jeśli o to chodzi, to od Stanów dzielą nas  lata świetlne…

Oczywiście telewizja nie finansuje się jedynie z pieniędzy samorządowych. Cały czas starają się pozyskać finanse od widzów i przedsiębiorców. Organizują akcje zbierania środków (np. aukcje), oferują swoim darczyńcom członkostwo w organizacji. Warto tu podkreślić, że pion fundraisingowy telewizji jest oddzielony od pionu programowego i sponsorzy nie mają wpływu na merytoryczną zawartość telewizji.

Funkcjonowanie telewizji opiera się w dużej mierze na aktywności wolontariuszy, którzy współtworzą programy, pracują jako reporterzy i operatorzy kamer. Poza transmisją telewizyjną organizacja prowadzi przejrzysty i często aktualizowany lokalny portal internetowy.

Po tym spotkaniu udaliśmy się na posiedzenie robocze rady powiatu Berks. Tam zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci przez przedstawicieli samorządu. Transmisję z obrad w których uczestniczyliśmy można obejrzeć w sieci tutaj.

Zostawmy zarządzanie specjalistom

Następnie spotkaliśmy się z menedżerem miasta Reading Carlem  E. Geffkenem, który opowiedział nam, jak miasto obecnie wychodzi z kryzysu. Nasz rozmówca od 20 lat pracuje dla administracji publicznej, z czego 16 lat dla miasta Nowy Jork. Jako jeden z powodów swojego przyjścia do Reading podał chęć podjęcia wyzwania wyciągnięcia miasta z kryzysu. Ponieważ sytuacja finansowa miasta dziś jest już dużo bardziej stabilna, zapytaliśmy o receptę na sukces.

Ograniczenie wydatków i realne działania na rzecz miasta, a nie "uprawianie polityki" - oto sposób Carla E. Geffkenemna na wyjście Reading z kryzysu

Nasz rozmówca podkreślił, że przede wszystkim trzeba było wprowadzić plan naprawczy, znacznie ograniczający wydatki. Plan był konsultowany z różnymi środowiskami mieszkańców. Jednak jak podkreślił pan Geffken – nie chodziło o to, żeby wszystkie uwagi uwzględniać, ale żeby w atmosferze wzajemnego zrozumienia podjąć działania ratujące miasto. Jako receptę na sukces w pracy dla miasta menedżer podkreślił wagę działania dla rozwiązywania problemów i realizacji strategi, a nie „uprawianie polityki”. No cóż, to prawda – często nie zdajemy sobie sprawy jak wiele pożytecznej energii marnotrawi się na zwalczanie politycznych przeciwników oraz podejmowanie działań mających jedynie polityczne skutki…

Łupinki od orzechów na podłodze - to znak rozpoznawczy Peanut Bar

Następnie udaliśmy się na obiad do bardzo ciekawego miejsca. Peanut Bar zaskoczył nas walającymi się wszędzie po podłodze łupinkami orzeszków ziemnych. Z początku pojawiło się wrażenie ogólnego bałaganu, dopiero później skojarzyliśmy, że to jedna z wizytówek lokalu :) Zjadłem smaczną zupę pomidorową i hamburgera. Podczas obiadu miałem przyjemność rozmowy ze Stevenem Reinbrechtem odpowiedzialnym m. in. za stronę internetową BCTV. To była bardzo miła rozmowa, podczas której dowiedziałem się wiele o prawdziwym życiu w Ameryce.

Co przyciąga nowych mieszkańców?

Rozmawiałem również z  Gustem Zogasem – dyrektorem imponującego centrum kultury w Reading. Niestety zabrakło nam czasu, żeby zwiedzić placówkę (funkcjonującej na zasadach podobnych do tej w Jackson). Jednak zachęcam wszystkich do odwiedzenia ich strony internetowej Goggle Works. Centre for the Arts. Oferta jest imponująca. Zapewniam, że miejsce również (lokalizacja w poprzemysłowym budynku). Nasz rozmówca podkreślał, że istnienie takich miejsc jest jednym z ważnych magnesów przyciągających nowych mieszkańców do miasta.

Przy takich okazjach zawsze przypomina mi się koncepcja Bazy Zbożowej w Kielcach – przestrzeni dla tamtejszych organizacji pozarządowych działających w obszarze kultury. Wiadomo – skala i pieniądze nie te same, ale zawsze to coś…

Ostatni punkt programu to wizyta w Berks County Community Foundation. Zostaliśmy tu przyjęci bardzo gościnnie i potraktowani naprawdę serio. Na spotkaniu obecni byli trzej członkowie zarządu organizacji: Kevin K. Murphy – prezes zarządu, Richard C. Mappin – wiceprezes ds. grantów  i Heidi Williamson, wiceprezeska ds. komunikacji. Organizacja ma za zadanie wspierać i wzmacniać lokalne NGOsy. Sama pozyskuje granty, szuka darczyńców a później wspiera innych. Jej siedziba mieści się w ekologicznym budynku wykorzystującym nowoczesne technologie. Oczywiście budynek jest własnością fundacji. Wg naszych rozmówców zakup własnej nieruchomości utwierdza mieszkańców powiatu w tym, że organizacja zamierza tu zostać na dłużej i naprawdę jest związana ze społecznością. Sale w budynku są oczywiście do dyspozycji lokalnych stowarzyszeń. Jest również miejsce działające jako inkubator nowych przedsiębiorstw. Nasi rozmówcy doskonale rozumieli różnice pomiędzy Polakami a Amerykanami oraz różnymi w naszych krajach podejściami do działalności społecznej i wspierania organizacji. Mieli taką wiedzę, gdyż od jakiegoś czasu współpracują z rosyjskimi organizacjami. Tam zaufanie społeczne jest jeszcze słabsze niż u nas.

Budowanie sieci to priorytet

Jako jedną ze swoich głównych ról przedstawiciele Berks County Community Foundation wskazali działanie na rzecz wsparcia budowania sieci kontaktów wśród osób działających lokalnie. Podkreślali rolę wzajemnego wspierania się w działaniu na rzecz rozwoju lokalnego. Jako przykład praktycznych działań podali organizowanie przyjęć powitalnych dla sprowadzających się tu przedsiębiorców, którzy chcą lokować na terenie Berks swoje firmy. Fundacja organizuje wtedy przyjęcie powitalne, na które zaprasza około 40 gości – liderów biznesu i z organizacji społecznych. Nie muszę chyba mówić, jak ważne jest takie spotkanie dla kogoś, kto właśnie zaczyna działalność w nowym miejscu.

Nasza grupa z przedstawicielami Berks County Community Foundation

Podczas spotkania podkreślano też rolę mediów lokalnych dla demokracji na poziomie samorządu. Wg naszych rozmówców brak niezależnych mediów jest największym zagrożeniem dla lokalnej demokracji. Mnie jako lokalnego dziennikarza nie trzeba do tego akurat przekonywać… :)

Szkoda tylko, że u nas nie ma tak wielu darczyńców, którzy by tego typu media wspierali w działalności, nie tylko finansowej…

Autor bloga odbiera certyfikat uczestnictwa w programie z rąk tłumacza Wojtka Stremela

Po powrocie trzeba było spakować walizkę, gdyż następnego dnia, z samego rana, wyjechaliśmy zwiedzać Waszyngton. Jednak wcześniej czekało nas bardzo miłe i jednocześnie smutne (ze względu na pożegnanie) wyjście do restauracji. Po nim uroczyście wręczono nam certyfikaty uczestnictwa w programie.

***

Następnego dnia pojechaliśmy do Waszyngtonu.

Mimo padającego deszczu odwiedzieliśmy niektóre z ważnych miejsc – m. in. Biały Dom, Kapitol Stanów Zjednoczonych, Pomnik Lincolna, oraz pomniki weteranów wojny w Wietnamie i Korei.  Z okien autobusu widzieliśmy również wiele innych zabytków, budynków i części miasta. M. in. niedawno wzniesiony (chyba 16 października 2011 r. było oficjalne otwarcie) pomnik Martina Luthera Kinga, który wzbudził kontrowersje ze względu na to, że został wykonany z białego kamienia…

Później pojechaliśmy na lotnisko, skąd z przesiadką w Monachium dolecieliśmy do Warszawy.

Tyle wspomnienia. W najbliższym czasie postaram sobie to wszystko w głowie poukładać i podsumować. Wtedy też napiszę esencję tego, co przyniosła mi ta niezwykła wizyta :)

Skomentuj!