ST 3/2012 List do redakcji: I co dalej tłuszczańska gmino?

Dodane w:: Listy do redakcji,Numer 56 (marzec 2012),Tłuszcz |

I oto pełny rok pracy burmistrza Pawła Bednarczyka i Rady Miejskiej minął szybko, niczym kolorowy sen. Niestety miniony okres pracy nie był kolorowy; nie należał też do ciekawych, żeby nie powiedzieć udanych, niezależnie od której strony zechcemy go oceniać. Oczywiście, jak wszędzie, początki są zawsze trudne lub nawet bardzo trudne, ale w tłuszczańskiej gminie trudności praktycznie, przez cały rok nie ustępowały – mało tego – trudności te przybierały na sile, wręcz piętrzyły się proporcjonalnie do upływu czasu, przybierając niekiedy skandaliczne formy. Powodem tych trudności był brak współpracy i zrozumienia na linii Rada Miasta – burmistrz. W rozumieniu burmistrza P. Bednarczyka to radni tworzący Radę Miejska są winni takiego stanu rzeczy, jednak w odczuciu niezależnych obserwatorów poczynań burmistrza, to właśnie burmistrz był przez miniony okres zarzewiem nieporozumień między Rada Miejską a jego osobą. W mojej opinii istniało w gminie sztywne egzekwowanie przez burmistrza posiadanych przez niego stanowiskowych uprawnień, z jednoczesnym dążeniem do minimalizowania w hierarchii gminnej roli Rady Miejskiej. Byłoby bardzo źle, gdyby radni bezwiednie akceptowali wszelkie podsuwane przez burmistrza ustalenia, propozycje i temuż podobne sprawy nie próbując wypowiedzieć swoich krytycznych uwag, czy opinii w omawianej kwestii.

Zmierzam do tego, żeby przypomnieć, iż w demokratycznym państwie nie do pomyślenia jest, żeby w samorządzie jakiekolwiek decyzje związane z działalnością gminy, mogły być podejmowane jednoosobowo. Gdyby tak było, oznaczałoby to powrót do politycznego bałwochwalstwa wynikającego zawsze z autokratycznego sprawowania władzy przez daną jednostkę. Wniosek stąd płynie oczywisty: czy kto chce czy nie chce, musi pogodzić się z nieubłaganą prawdą, że demokracja (z gr. ludowładztwo) to nie rządy jednostki, a ludu, zespołu ludzi wybranego i upoważnionego do podejmowania wszelkich decyzji przez społeczność danego terytorium.

O tym, że radni opierają swoją działalność na prawie samorządowym przekonuje dobitnie fakt, że żaden organ nadzorczy nie wyraził się krytycznie o pracach budżetowych radnych podczas grudniowej sesji. Wersja burmistrza o popełnionych błędach proceduralnych w tych pracach była prawdopodobnie na tyle mało przekonywująca dla organów nadzorczych i zapewne nieciekawie argumentowana, bo nie wzbudziła zainteresowania dającego podstawę do interwencji. Okoliczność ta daje natomiast podstawę do twierdzenia, że radni w tzw. starciu budżetowym triumfowali nad burmistrzem. Następną niemiła niespodzianką dla burmistrza była okoliczność wykrycia przez RIO kompromitującego błędu matematycznego w budżecie. Nie chodzi tu o jakiś drobny błąd obliczeniowy, ale o kwotę 130 000 złotych. Jak mogło dojść do tak olbrzymiej obliczeniowej kompromitacji? Zastanawia to tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że burmistrz gminy Tłuszcz Paweł Bednarczyk w swoim czasie proponował radnym szkolenie w zakresie procedury uchwalania budżetu gminy. Powyższe zdarzenie pozostawiam w aspekcie poszukiwania winnego oraz w aspekcie odpowiedzialności za budżet, bez komentarza.

Nie powód to jednak do dumy i zachwytów nad wprost przebojową, ale w ramach prawa samorządowego, działalnością zjednoczonej Rady Miejskiej. Zawstydzającym i upokarzającym jest fakt, że o prawidłowość pracy burmistrza i Rady Miasta w ważnych sprawach dla społeczności gminy, musi orzekać zewnętrzny organ kontrolny. Jeśli nasze miasto, nasza gmina chcą prawidłowo funkcjonować, tak dalej pod żadnym pozorem być nie może. Burmistrz i Rada Miejska muszą stanowić jeden zgrany organ zarządzający, a wszelkie sporne problemy muszą kończyć się realnym kompromisem. Ciągnący się w nieskończoność konflikt, może wkrótce uczynić gminę bezradnym kopciuszkiem pośród wszystkich gmin naszego powiatu, wymagającym w każdej, nawet prostej sprawie prowadzenia za rączkę. Już dziś zarzucić należy niekończące się jałowe spory i starać się wyjść z tego marazmu z podniesioną głową. Dalsze unikanie prób poprawy sytuacji w gminie oznaczać tylko będzie dążenie donikąd, a stąd, jak nie po drodze, to blisko do stanu nicości, niebytu.

  • Stanisław Ołdak

Reklama

Dodaj komentarz