Wieści z boiska: POMYLILI DYSCYPLINY…

Dodane w:: Numer 38 (wrzesień) 2010 |

Pierwsza drużyna tłuszczańskiego Bobra 21 sierpnia 2010 r. zainaugurowała nowy sezon w piłkarskiej klasie A (grupa Warszawa I). Jej przeciwnikiem w meczu wyjazdowym była prowadzona przez Igora Gołaszewskiego, grającego trenera – byłego piłkarza pierwszoligowej stołecznej Polonii – Mewa Krubin. W zeszłym sezonie Bobry po bardzo ciężkim meczu zremisowały w Krubinie 2:2. Nie dziwi więc fakt, że zawodnicy pełni obaw, ale z wiarą we własne umiejętności udali się na mecz.

Gdy zadzwoniłem, aby dowiedzieć się o wynik meczu, pierwsze myśli, jakie zakołatały mi w głowie, po usłyszeniu odpowiedzi, to: chyba w rzutach rożnych, może w autach, a może w spalonych, może faule…, albo po prostu, że informator jest pijany. Odpowiedź okazała się prawdziwa a wszelkie hipotezy  mylne. Tak, to prawda, Bobry odniosły najwyższe zwycięstwo w historii i rozgromiły w wyjazdowym meczu Mewę Krubin 15:2 (4:1). A do tego wspomniany wcześniej Igor Gołaszewski zdobył jedną z bramek dla naszej drużyny. Szok! Bohaterem naszego zespołu został Adam Matejak, zdobywca 8 bramek. Czyżby po pierwszej kolejce „Król Strzelców”?!
W opinii wielu piłkarzy i kibiców podczas meczu wychodziło nam wszystko. A Bobry nie grały z drużyną juniorów, tylko z tym samym zespołem co w zeszłym sezonie.

Na kolejny wyjazdowy mecz, który miał odbyć się w Tłuszczu, a odbył w Jadowie z tamtejszą Koroną – Bobry udały się w sobotę 28 sierpnia 2010 r. Tam drużyna po męczarniach i grze w trudnych warunkach pokonała gospodarzy 3:2 (1:1). Bramki dla naszych zdobyli: Robert Wygryz, Adam Matejak i Paweł Wołosiewicz. Boisko w Jadowie kompletnie nie nadawało się do grania: nieskoszona – wysoka trawa, pod jedną bramką swoiste jezioro. Całe szczęście, że piłkarze stanęli na wysokości zadania i mimo przeciwnościom losu zdołali odnieść zwycięstwo. W efekcie po dwóch kolejkach usadowili się na fotelu lidera. Czyżby sukces rodził się w bólach? Oby…

  • Tomasz Bogusiewicz

KOMENTARZ

Po tym meczu niestety muszę stwierdzić, że w klubie nie dzieje się dobrze! Każdy jest dla siebie Prezesem, Trenerem i Zawodnikiem. Nie ma spójności w działaniu. Klub zarządzany na zdrowych zasadach obiera wspólne cele i wspólnie do nich dąży. Niestety nie u nas! Bez wątpienia jeżeli jako klub chcemy się rozwijać, musimy coś zmienić! Wspólnie! I grać wreszcie, jak kolektyw, jeden zespół, a nie jak „banda nieudaczników”! W przypadku nieszczęsnego wyjazdu do Jadowa, zabrakło jedynie dialogu i zrozumienia. Niedomówień być nie może, zróbmy z tym wreszcie porządek!

  • Tomasz Bogusiewicz

Reklama

Dodaj komentarz