- burmistrz Jan Krzysztof Białek specjalnie dla naszych Czytelników mówi „ST” o sprawie zamkniętego wysypiska, kosztownej ugody i przedwyborczych obawach.
ALEKSANDRA PUŁAWSKA, STACJA TŁUSZCZ: Nowy rok rozpoczął się w naszej gminie od podpisania ugody kosztującej ponad pół miliona złotych. Panie burmistrzu, jak do tego doszło?
JAN KRZYSZTOF BIAŁEK, BURMISTRZ TŁUSZCZA: Ugoda jest sfinalizowaniem dwóch procesów sądowych w sądach gospodarczych: gminy przeciwko spółce „DS” (o należności na rzecz gminy z tytułu realizacji umowy dzierżawy) i spółki „DS” przeciwko gminie (o straty poniesione w związku z przejęciem przepełnionego wysypiska). Sprawy generalnie były bardzo skomplikowane i należało je po orzeczeniu sądu I instancji – przerwać, by nie generować kolejnych i dodatkowych kosztów.
Ponieważ gmina jest właścicielem składowiska odpadów – spółka „DS” tylko od niej mogła żądać zwrotu poniesionych kosztów z tytułu jego dzierżawienia.
Bezsprzecznie udowodniono, że wysypisko nie mogło już przyjmować odpadów komunalnych, a nie tak, jak było w opracowaniu wykonanym pół roku przed zawarciem nowej umowy dzierżawy, w którym fachowcy stwierdzili, że może ono jeszcze funkcjonować przez minimum trzy lata. To opracowanie było wykonane na podstawie pomiarów geodezyjnych wykonanych przez uprawnionego do wykonywania takich czynności geodetę na kilka miesięcy przed sporządzeniem protokołu zdawczo – odbiorczego i na podstawie danych przekazywanych w raportach przez poprzedniego dzierżawcę – spółkę „Jurant”.
Zachodzi tu prawdopodobieństwo, że ktoś podawał kłamliwe i nieprawdziwe dane, efektem czego kolejny dzierżawca nie mógł prowadzić działalności zgodnej z umową.
Poniósł więc straty, które udowodnił przed sądem. Sąd orzekł, że odpowiedzialność za to ponosi właściciel czyli gmina.
Gmina w kolejnym procesie sądowym może udowadniać, że odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponosi poprzedni dzierżawca – spółka „Jurant” i żądać zwrotu poniesionych kosztów i należnych jej pieniędzy m.in. pochodzących z opłat za zanieczyszczanie środowiska naturalnego. Udowodnienie tego moim zdaniem będzie proste, bo gmina nie zarządzała nim ani chwili pomiędzy działalnością na nim jednego i drugiego dzierżawcy.
Gmina nie czuje się w żaden sposób winna za zaistniałe zdarzenia, lecz jako strona postępowania, na niej ciąży obowiązek zapłacenia za to wszystko oraz dochodzenia przed sądem zadośćuczynienia.
Następnego dnia po podpisaniu ugody Gmina Tłuszcz wszczęła procedurę wobec firmy „Jurant”. Pierwszym etapem postępowania jest wezwanie do zapłaty, jednak nie kwoty 550 000 zł, jaką my musimy zapłacić firmie „DS”, tylko kwoty 1 090 645,26 zł.
Skąd taka kwota?
JKB: Zwrot kosztów – kwoty 550 000 zł z tytułu zawartej ugody z firmą „DS”, zwrot utraconych korzyści w postaci czynszu za dzierżawę i opłaty rekultywacyjnej, zwrot środków finansowych z tytułu opłat za korzystanie ze środowiska należnych gminie wraz z odsetkami, zwrot kosztów wywozu odpadów komunalnych z terenu wysypiska z powodu przepełnienia. Dzierżawiący wysypisko – czyli firma „DS” – miał obowiązek przyjmować odpady z terenu gminy Tłuszcz, jednak w związku z tym, że ilość odpadów znajdujących się w rzeczywistości na wysypisku śmieci nie odpowiadała temu, co było zawarte w dokumentacji i w efekcie wysypisko było już przepełnione, musieliśmy zlecić wywóz tych odpadów na inne wysypisko.
Co jeśli „Jurant” odmówi zapłaty kwoty żądanej przez gminę Tłuszcz?
JKB: Jeśli firma „Jurant” nie zapłaci gminie żądanej kwoty, to dalszym etapem postępowania będzie proces sądowy. Przypominam, że gmina nawet przez jedną sekundę nie była w tym czasie zarządzającą tym terenem. Został on jedynie przekazany przez firmę „Jurant” firmie „DS” w obecności przedstawicieli gminy.
W takim razie podejrzewam, że już wkrótce szykuje się nam prawdziwa sądowa batalia – wszakże żądane przez gminę odszkodowanie to całkiem duża kwota. Kto będzie prowadził sprawę?
JKB: Najprawdopodobniej będzie to zewnętrzna kancelaria prawna, nie wykluczam, że ta sama, która prowadziła sprawę przeciwko gminie na rzecz firmy „DS”. Uważamy, że znają tę sprawę najlepiej i ich zdaniem odzyskanie należnych pieniędzy jest bardzo możliwe.
Ale czy roszczenia gminy przeciwko „Jurantowi” nie uległy już przedawnieniu?
JKB: Przedawnienie za zwykłe sprawy gospodarcze, które nie mają znamion przestępczych to trzy lata. W tym przypadku występuje bezpośredni związek z prawdopodobieństwem popełnienia przestępstwa polegającego poświadczaniu nieprawdy, dla którego czas przedawnienia wynosi 10 lat. Drugi element to kwestia opłat za korzystanie ze środowiska. Te pieniądze to nic innego jak forma podatku i tutaj okres przedawnienia to pięć lat. Zdarzenia te miały miejsce w 2006 roku, czyli cztery lata temu.
Mówi pan o prawdopodobieństwie popełnienia przez „Jurant” przestępstwa. Czy w takim razie ta sprawa została zgłoszona do prokuratury?
JKB: Jestem w stałym kontakcie z prawnikami. Nam chodzi przede wszystkim o odzyskanie pieniędzy. O tym do jakiego organu sprawiedliwości należy ten proceder zgłosić zdecydują fachowcy – kancelaria prawna, z którą podpiszemy umowę na obsługę prawną tej sprawy.
Na najbliższej sesji zaproponuję uchwałę o złożenie wniosku do Najwyższej Izby Kontroli o przeprowadzenie kontroli sprawy wysypiska od samego początku, czyli od 2001 roku. Tej kontroli bardzo chcę i mam nadzieję, że radni poprą ten wniosek. Nie mogę dopuścić do sytuacji aby eskalowały się przeróżne plotki w związku z tą sprawą.
Czy gdyby gmina nie przegrała sprawy w sądzie z firmą „DS” s.c. to czy zostałaby wszczęta procedura odszkodowawcza od firmy „Jurant”?
JKB: Przed sądem udowodniono, że zostały poniesione koszty. Zapłacić musi ten, kto jest za to odpowiedzialny. Przy okazji tej sprawy pewne kwestie się wyjaśniły. Przypomnę tylko, że temat dzierżawy wysypiska przez firmę „Jurant” był już badany przez inne organy – było postępowanie prokuratorskie, sprawę badało również CBŚ i inne instytucje. Nie ustalono jednak żadnych wniosków. Jestem przekonany, że kontrola NIK sprawdzi, czy zostały zachowane wszystkie procedury, których niedotrzymanie doprowadziło do konkretnej finansowej straty. W moim odczuciu pewne procedury nie zostały zachowane…
Kiedy gmina zapłaci za zawarcie ugody?
JKB: Po podjęciu stosownej uchwały przez radę.
Skąd pan „wydobędzie” te pieniądze? Pół miliona złotych to nie jest przecież mała kwota. Wręcz przeciwnie – szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę, że budżet gminy w bieżącym roku wynosi 42 miliony złotych…
JKB: Środki będą pochodziły głównie z oszczędności wynikających ze spłat rat kapitałowych i odsetek z tytułu zaciąganych kredytów w mniejszych kwotach w 2009 roku. (Przypis redakcji: chodzi tu o inwestycje, które były zaplanowane w kredycie, a nie zostały zrealizowane i nie spowodowały powstania zobowiązania finansowego. W efekcie – gmina nie musi w roku 2010 spłacać od nich odsetek i rat kapitałowych).
Czy nie czuje pan obaw, że cała ta kosztowna „śmieciowa” sprawa zostanie wykorzystana przeciwko panu? Wszakże wybory – czas oceny i rozliczania władzy, coraz bliżej…
JKB: Mam tę świadomość, że Ci, którzy mnie nie darzą sympatią i nie popierają moich działań mogą to wykorzystać. Każda osoba pełniąca funkcję publiczną musi w swojej działalności się z tym liczyć. Apeluję jednak, aby nie oceniać mnie na podstawie tego zdarzenia, za które osobiście nie czuję się absolutnie winny. Zdarzenie to nie jest miłym i dla nikogo przyjemnym, z wyjątkiem tych, którzy czekają by władzy „podwinęła się noga”.
W działalności samorządowej trzeba stawiać czoła nie tylko sprawom prostym, ale również i tym trudniejszym. Oczywiście jest ból związany z przeznaczeniem tych środków na zapłatę ugody i pozostanie on do czasu rozstrzygnięcia kolejnej sprawy w sądzie. To jest pierwsza sprawa, która w ten sposób się zakończyła.
Sprawa trudna, jednak nie na tyle byśmy sobie z nią nie poradzili i żeby zachwiała w jakikolwiek sposób budżetem gminy.
W ocenianiu mojej osoby proszę wziąć pod uwagę szereg innych rzeczy, które zostały zrobione na rzecz pozyskania dodatkowych środków, oszczędzania i ograniczenia kosztów funkcjonowania gminy.
Przykładem takim jest choćby przedszkole funkcjonujące w ramach partnerstwa gminy Tłuszcz ze Stowarzyszeniem „Nadzieja”. Dzięki środkom pozyskanym z Unii Europejskiej funkcjonuje ono w naszej gminie, ale nie za nasze pieniądze. To jest oszczędność prawie 3 mln zł w ciągu 3 lat jego funkcjonowania. Kolejne przedszkole będzie na takich samych zasadach funkcjonowało w Jasienicy. Ta będzie kolejna olbrzymia oszczędność.
Niebawem podobne (za środki unijne) uruchomione będzie również w Miąsem.
To tylko nieliczne przykłady na to, że na moją działalność jako burmistrza patrzyć należy z szerszego punktu widzenia.
Rozmawiała Aleksandra Puławska
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.
NIE CZUJE SIE PAN WINNYM?!?!?…panie Bialek, niech mnie pan nie rozsmiesza!!!…
Anna Maria Karlowicz
10/01/2011 18:57