Minęło 120 lat od chwili, gdy Wacław Sieroszewski pisarz, etnograf i polityk urodzony w majątku Wólka Kozłowska nieopodal Tłuszcza, sięgnął po wolność. Zesłaniec umiejętnie wykorzystał swoją wiedzę i spryt żeby utorować sobie drogę powrotną do Ojczyzny.

Młyn jakucki był nietypowy, napędzany siłą zwierzęcia, które dreptało po kole, z którego napęd za pomocą wału przenoszony był na żarna. Takie właśnie urządzenie naprawiał Wacław Sieroszewski (fot. Michał Książek)
Wacław Sieroszewski został zesłany do Jakucji na 10 lat, ale dodatkowe dwa lata zajęło mu uzyskanie niezbędnych dokumentów. Jako zesłaniec, któremu właśnie skończył się wyrok osiedlenia, nie posiadał żadnych papierów. Żeby otrzymać potwierdzenie tożsamości musiał zostać członkiem rosyjskiej gminy, czyli zameldować się w jakiejś wiosce. Gmina Chatyng Aryy, w której spędzał ostatnie lata zsyłki, była gminą jakucką, a władza żądała zameldowania w rosyjskiej. Wymagało to wyjazdu do najbliższej wsi, gdzie musiał szukać wójta, który zgodziłby się go zameldować. Jednak przed tym, żeby w ogóle gdzieś wyjechać, musiałby pisać wniosek do gubernatora w Jakucku o zezwolenie na wyjazd i długo czekać na odpowiedź. Dlatego zdecydował się zrobić to bezprawnie – przejechał pod osłoną nocy przez Jakuck do wioski Tiechtiur, gdzie znalazł wójta, który zgodził się go zameldować.
FELERNY MŁYN
Skoro tylko wójt pojął, że ma do czynienia z Polakiem, doszedł do wniosku, że na pewno umie on dokonywać różnych napraw. Postawił więc Sieroszewskiemu warunek: dostanie meldunek w jego gminie pod warunkiem, że naprawi młyn. Urządzenie wójta budowało dwóch Rosjan. Inwestor jednak źle im zapłacił, a oni w odwecie ukryli w młynie jakiś feler – młyn pracował jakiś czas po czym nagle się zacinał i stawał. Wacław Sieroszewski wrócił z tym zadaniem do swojego domu w Chatyng Aryy.
Pięć kilometrów od jego chatki znajdowała się wieś Skopców (sekciarzy z Cerkwi Prawosławnej również zsyłanych do Jakucji), którzy byli doskonałymi gospodarzami. Osiedlano ich specjalnie na krańcach imperium, żeby orali i zasiewali grunty położone na wiecznej zmarzlinie. Skopcy znali również sztukę budowania młynów. Różnymi sposobami – podglądając, podpytując – Wacław Sieroszewski wykradł tajemnice skopców i rozwiązał zagadkę felernego młyna w wiosce Tiechtiur. Dzięki temu przyjęto go do gromady chłopskiej i dostał zameldowanie. Mógł się już starać o niezbędny do wyjazdu dowód osobisty.
Z JAKUCKA DO IRKUCKA
Nie wiedział jednak kiedy go dostanie. Była wiosna 1892 roku i Sieroszewski miał poważny dylemat: czy starać się o ziarno na zasiew, czy raczej przygotowywać do wyjazdu… Sprawę komplikował fakt, że dwóch zesłańców z którymi mieszkał, uciekło właśnie na północ, w kierunku Alaski. Nie dość tego pan Wacław zachorował, miał bardzo silny reumatyzm i znalazł się w szpitalu. Dziwnym zrządzeniem losu jednak to sam gubernator przyniósł mu długo oczekiwany dokument. Sieroszewski musiał co prawda zeznawać w sprawie ucieczki kolegów – ich plan był bowiem dziwnie podobny do ucieczki jaką dziesięć lat wcześniej przedsięwziął pan Wacław. Umiejętnie jednak oczyścił się z podejrzeń i jesienią 1892 roku wyjechał z Jakucka nad Leną do Irkucka, stolicy Syberii Wschodniej.
W Irkucku jako dobrze zapowiadający się uczony otrzymał stypendium od Anny Iwanowny Gromowej – kupczyni rosyjskiej – dzięki któremu mógł rozpocząć pracę nad encyklopedią kultury Jakutów pt.: „Dwanaście lat w kraju Jakutów”. Za napisanie tej książki otrzymał Złoty Medal Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego, który otworzył mu drogę powrotu do kraju. Od chwili gdy zamieszkał w Irkucku, minęło 120 lat.
Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Tłuszczańskiej zaprasza: 11 stycznia (piątek) o godzinie 18.00 w muzeum odbędzie się pokaz slajdów z Jakucka pt.: „JAKUCK. Na tropach Wacława Sieroszewskiego i Byka Zimy”. O najzimniejszym mieście świata i losach polskich zesłańców opowiadać będzie Michał Książek, przewodnik syberyjski i podróżnik.
Komentarze do artykułów: