FELIETON: Rządy hien nad osłami?

Dodane w:: Numer 40 (listopad) 2010 |

Każdy, kto chce pełnić mandat na dowolnym szczeblu administracji samorządowej, musi poddać się pod demokratyczny osąd wyborców. Oznacza to niemało zabiegów, by jak najlepiej wypaść, choć znane są także wypadki działań… odwrotnych.

Ci z kandydatów, którzy chcą liczyć się w stawce, muszą jak najskuteczniej zaprezentować się wśród wyborców, czyli po prostu zareklamować. Pokazać się z jak najlepszej strony, nawet jeśli tej lepszej strony w rzeczywistości nie posiadają. Dla ludzi pozbawionych skrupułów nie stanowi to pewnie żadnego problemu, ale dla przyzwoitszych kandydatów może to być kłopotliwe i żenujące. Człowiek dobrze wychowany stara się bowiem zachowywać skromnie, a to stoi w sprzeczności z tzw. lansem, że posłużę się językiem młodzieżowym. W dzisiejszych czasach, w procedurze demokratycznej, to właśnie „lans”, arogancja i mocne łokcie stanowią o sile danego kandydata na radnego czy burmistrza. To absurd i zarazem paradoks. Kto bowiem z nas chciałby być reprezentowany przez szesnastu cynicznych arogantów przekonanych, że wiedzą – umieją – potrafią lepiej… nawet jeśli pod maską pewności siebie skrywają kompleks niższości związany ze świadomością własnych niedostatków intelektu czy charakteru? A jednak takich właśnie, bardzo często (choć na szczęście nie zawsze), wybieramy.

Narzekam na reklamę, a to i tak w wyborczej walce szlachetna „broń biała”. Dużo gorszym i czyniącym więcej szkód narzędziem walki wyborczej jest antyreklama konkurentów – oszczerstwo, pomówienie rzucone przeciwnikowi nawet nie w twarz, ale poza jego oczami… Zasadniczo kandydatów można podzielić na trzy grupy… Tych, dla których ważne są pryncypia i którzy znaczenia słów „moralny”, „etyczny” nie muszą sprawdzać w słownikach, więc ograniczają się do prezentowania własnego dorobku, zalet i pomysłów na przyszłość. Niestety, zwykle są oni w mniejszości. Obok nich startuje też zazwyczaj kilku przyzwoitych nieszczęśników, którzy nie bardzo wiedzą, jak skutecznie przedstawić wyborcom swoje przymioty. Grupa ostatnia, niestety dość liczna, to zwyczajne szumowiny, które za nic mają jakiekolwiek zasady i żyją w przekonaniu, że synonimem słowa „uczciwość” jest „frajerstwo”. Tacy ludzie w trakcie wyborczej walki ósme przykazanie Dekalogu ochoczo zastępują frazą z szyderczego „Najnowszego dekalogu” XIX-wiecznego angielskiego poety Arthura Hugh Clougha: „Nie świadcz fałszywie – z tego waśń gotowa / Bezpieczniej działa dyskretna obmowa”.

W kampanii wyborczej prowadzonej na terenie Gminy Tłuszcz mamy niestety tego liczne przykłady. Jedni drugim wyciągają przysłowiowe brudy, zapominając, że plotka i oszczerstwo to broń obosieczna. Z jednej strony – niszczy czyjeś dobre imię, z drugiej zaś – pokazuje prawdziwe oblicze oszczercy! Co bowiem pomyślą Państwo o kimś, kto roznosi plotkę w stylu: „ten pan z tamtą panią, a jej mąż – głupi – niczego się nie domyśla…”. Sensacja! Ale historia! To nieprawdopodobne! Ależ skąd…! Nieprawdopodobne jest tylko to, że ludzie chcą słuchać takich opowieści, często wyssanych z brudnego palca jakiegoś partyjnego sztabowca. Tak, tak…

Kilka lat przed wojną, w Radzie Miejskiej Lublina a może Radomia, jeden z działaczy endeckich próbował przejąć władze w lokalnym kole partii. I wymyślił bardzo sprytny sposób na wysadzenie z siodła swojego lepiej ustosunkowanego kolegi. Podczas sesji Rady Miejskiej powstał i zażądał, by znaleziono autora podłej plotki sugerującej, że jego przełożony jest Żydem, który ochrzcił się dopiero w wieku 22 lat… To zagranie okazało się nadzwyczaj skuteczne i etykietka Żyda na stałe przylgnęła do ofiary…

Na szczęście aż tak wytrawnych graczy w Tłuszczu na razie nie widać, ale brudnych historii krąży po mieście (i wioskach) niemało. Cóż, jak mawiał pewien kolumbijski myśliciel: „Błądzić jest rzeczą ludzką, kłamać demokratyczną”. W tym kontekście warto poważnie się zastanowić, komu powierzyć swój los. Warto wyborcze obietnice dzielić przez dwa albo przez cztery i głosować na tych, za których nie będziemy musieli się wstydzić. By po kolejnej kadencji nikt nie musiał za Arystotelesem powtarzać, że „demokracja to rządy osłów, prowadzonych przez hieny”. Nie bądźmy więc osłami i hien nie czyńmy rzecznikami naszych interesów.

Reklama

Dodaj komentarz