Rano wstałem, patrzę pusto,
w domu nie ma chleba.
By śniadanie jakieś zrobić
do sklepu biec trzeba!
Idę drogą dobrze znaną,
lecz coś tu inaczej,
to z plakatu i z tablicy
ludzie jacyś patrzą.
Z lewej, prawej i od góry,
na afiszu, drzewie, słupie
patrzą na mnie obce twarze
co mnie zawsze miały w …
Buzie pełne są miłości,
nadzieje wzbudzają,
jednak mnie – starego wygę,
jakoś odpychają.
Już poznaję te spojrzenia,
co chcą głosu mego.
Nieskażone obawami
życia codziennego.
Ot polityk. Zawód dobry.
za nic odpowiada,
a jak komuś nie pasuje,
niech na palmę spada.
Mamy wierzyć, wybieramy,
głosuj – demokracja.
Kandydatów multum mamy
to nie profanacja.
Co nam z tego, że ich wielu,
kiedy szanse mają,
tylko tacy co na dobrych
numerach siadają.
O tym jednak decydują
panowie szefowie.
Szychy listy układają,
a ma wybrać człowiek.
Co nam jednak pozostaje?
Mamy wybór inny?
Później ten kto nie głosuje
też wszystkiemu winny!
Bóbr Bagienny
Komentarze do artykułów: