ST 4 (84)/2014 Porady Beaty

Dodane w:: Numer 4 (84) kwiecień 2014,Porady Beaty |

sos_porady

Pani Beato,

proszę mi napisać, czy powinnam pomyśleć o separacji z mężem? Bo dużo osób mi to mówi. Sprawa wygląda tak. Mąż w ogóle nie zajmuje się naszymi dziećmi (synek 4 lata, córka ma 1,5 roku). Gdy wraca z pracy od razu kładzie się przed tv i nic do niego nie dociera. Dzieci przychodzą np. z książeczkami, a on mówi do syna „idź stąd do swojego pokoju i zabierz tę płaksę” albo „zostawcie mnie w spokoju”. Wszystko przy dzieciach muszę robić sama – karmić, przewijać młodsze, wozić do przedszkola, na basen itp. Płakać mi się chce, gdy widzę jak inni tatusiowe zabierają na spacery swoje dzieci albo na Jordanku się bawią z nimi. Nawet jak byłam z córką w szpitalu cztery dni i musiałam spać na krześle, to nie przyjechał mnie zmienić, mimo że miał wtedy wolne! Próbowałam z nim rozmawiać, prosić, szantażować że odejdę. Ale nic się nie zmienia. Wiem, że jego ojciec był taki sam – nie zwracał zupełnie uwagi na niego, a do tego jeszcze bił i poniżał. Trochę mi żal z tego powodu męża ale czy to go usprawiedliwia? Myślę o separacji albo nawet rozwodzie. I tak teraz czuję się jak samotna matka… Co robić?

Marzena

 

Witam!

Pani Marzenko problem, który Pani przedstawiła jest bardzo trudny i poważny. Zawierając związek małżeński każdy powinien przeczytać myśl francuskiego pisarza Rollanda: „Połączyć dwa życia to nie znaczy zdławić jedno z nich…” Niestety w wielu przypadkach zdarza się inaczej… Rozumiem ,że kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa – ale Pani mąż przekracza granice. Podobne związki określić można mianem toksycznych, nie mają nic wspólnego z miłością i partnerstwem. Pani Marzenko z krótkiego opisu wynika, że małżonek obawia się bliskości, nie chce być za nikogo odpowiedzialny. Taki sposób bycia charakteryzuje osoby, które w dzieciństwie miały złe relacje z rodzicami i w życiu dorosłym bliskość z innymi oznacza dla nich możliwość zranienia – nawet przez najbliższych. Nie zajmując się jak normalny ojciec własnymi dziećmi krzywdzi Was i z pewnością nie czuje się winny, ponieważ nie rozumie problemu. Na podstawie lektury krótkiego listu nie dowiedziałam się jak jest między Wami, macie maleńkie dzieci, więc pewnie nie jest to wieloletni związek – jak było na początku? Czy oboje chcieliście świadomie mieć już dzieci? Pani Marzenko mogę zdecydowanie powiedzieć, że : PIERWSZYM WARUNKIEM SZCZĘŚCIA JEST ZDROWY ROZSĄDEK! Proszę jeszcze raz porozmawiać z mężem (najlepiej w obecności kogoś bliskiego). Są świetne poradnie życia rodzinnego – trzeba spróbować! Musicie oboje myśleć „my”, a nie „ja” , separacja, czy rozwód to ostateczność. Warto powalczyć o szczęście rodzinne.

Pozdrawiam serdecznie! Beata

 

 

Reklama

Dodaj komentarz