Prawie 100 biegaczy wzięło udział w zawodach organizowanych 29 czerwca przez Klub Biegacza V-Max Adamów. Bóbr Tłuszcz reprezentowało trzech zawodników.
Las Gułowski – to miejsce do biegów wybrano nieprzypadkowo. Od zawsze był on świadkiem ważnych wydarzeń. Począwszy od walczących powstańców styczniowych, następnie żołnierzy w 1939 r. dowodzonych przez gen. Kleeberga. Spotkamy tam też tablice świadczące o licznych egzekucjach na okolicznej ludności. W lesie tym szukali też schronienia prześladowani unici. Trakt którym pielgrzymowali do sanktuarium w Woli Gułowskiej nazywany jest Drogą Unitów Podlaskich. Tam też na wielkiej polanie miłośnicy biegania z miejscowego klubu V-Max Adamów zorganizowali zaplecze biegowe. Ustawiono namioty biura zawodów, obok drewnianych wiat stał potężny grill na którym przygotowywano smakołyki. Była też straż pożarna i opieka medyczna, a co najważniejsze, sielska rodzinna atmosfera.
Jako że bieg odbywał się w godzinach wieczornych panował przyjemny chłód. Na starcie stanęło stu zawodników. Trasa prowadziła po leśnych dróżkach przebiegających po części przy ważnych historycznych miejscach. Wstępnie założyliśmy, że biegniemy na czas ok. 1:45… realizacja planu podczas biegu przebiegała na tyle skutecznie że Marcin w locie zrywał poziomki i… nas częstował. Były naprawdę pyszne. Na metę wbiegamy razem (Marcin Dymiński, Leszek Rosa i Ryszard Mazurek) i całej naszej trójce odnotowując czas 1:43:00. Po biegu biesiada na całego. Jedzenie w ilościach „nie do przerobienia” kto nie kierował i chciał uzupełnić kalorie płynne, serwowano mu piwo. Była też możliwość zaopatrzenia się w lokalny wysokoprocentowy trunek „własnej roboty”. Podsumowując krótko: impreza z takim klimatem to esencja biegania.
RM
Komentarze do artykułów: