Każdej katastrofie towarzyszy ten sam medialny schemat. Prowadzący specjalne wydanie telewizyjnego dziennika zalewają nas informacjami o miejscu zdarzenia i domniemanej liczbie ofiar. To samo, choć w bardziej lakonicznej formie, możemy wyczytać na pasku w dole ekranu. Zanim za pół godziny na miejsce tragedii dotrze Błękitny24, czyli helikopter TVN z reporterami na pokładzie, dostajemy porcję zdjęć zrobionych telefonem komórkowym przez naocznego świadka. Nieważne, że są fatalnej jakości i nic na nich nie widać, liczy się utrzymanie widza przed telewizorem. Właśnie z Błękitnego24 wysiadł ubrany w garnitur dziennikarz. Za kilkanaście sekund wejdzie na wizję. Trzy, dwa, jeden! W milionach domów poważny pan ze szklanego ekranu powtarza, że nadal nieznane są przyczyny i skala katastrofy. Wiadomo jedynie, że wszystko jest „naj” – największe, najstraszniejsze – i że za chwilę za pieniądze podatników przybędą tu prezydent, premier, pięciu ministrów i autobus posłów, którzy będą się łączyć z poszkodowanymi w bólu i cierpieniu.
Dzień później ten sam kanał telewizyjny wita nas już w szarych barwach. Zamiast zapowiadanej komedii na ekranie leci nudna obyczajówka. Dlaczego? Bo prezydent wprowadził żałobę narodową, by nadać sprawie jeszcze większy rozgłos.
Śmierć ludzi w wypadku sprowadzono do marketingowej gry. Stała się okazją do lansowania nowych dziennikarzy i społecznej rehabilitacji upadłych polityków. Czy zamiast żerować na ludzkiej tragedii, nie lepiej byłoby skupić się na pomocy ofiarom i szybkim usunięciu skutków katastrofy?
Artykuł powstał w ramach projektu “Integracja przez Media 3″ realizowanego przez Stowarzyszenie “Kastor – Inicjatywa dla Rozwoju”
Komentarze do artykułów: