A NA ŁĄKOWEJ CIĄGLE ŁĄKA

Dodane w:: Numer 14 (wrzesień 2008) |

2008_09_005.jpgSprawa słynnej już chyba w całej gminie ulicy Łąkowej w Jasienicy to smutny przykład na to, do czego może doprowadzić sąsiedzki konflikt, biurokratyczne procedury oraz brak porozumienia na płaszczyźnie mieszkańcy – Urząd Miejski. – Jeśli urzędnicy nic w tej kwestii nie zrobią, to przykuję się łańcuchem do budynku urzędu miasta! – oświadcza w rozmowie z nami wzburzony Andrzej Kosowski, który od 2000 roku walczy o dokończenie budowy ul. Łąkowej. – Z tego wszystkiego, jak burmistrza widzę, to mi się scyzoryk w kieszeni otwiera! – dodaje gorzko. Trzeba jednak zauważyć, iż mimo wielu trudności i nagromadzonych latami pretensji, wszystko wskazuje na to, że sprawa ul. Łąkowej zakończy się prawdziwym happy endem. Miejmy tylko nadzieję, że nastąpi to przed upływem kolejnych ośmiu lat…

Budowę ulicy Łąkowej w Jasienicy rozpoczęto w 2000 roku. Asfalt zaczyna się od zjazdu z drogi 636 i kończy na ulicy Centralnej. Sedno problemu leży w tym, że nie da się przejechać całej ulicy Łąkowej – jadąc zarówno z jednej, jak i z drugiej strony, podróżny natknie się na ogrodzenia prywatnych działek.

Taki stan rzeczy szczególnie dotkliwie dotyka osiem rodzin mieszkających w tamtej okolicy. Mimo, że tablice na ich domach informują: „ul. Łąkowa”, to nie sposób się tam żadnej ulicy doszukać. Mieszkańcy muszą sobie jakoś radzić – korzystają więc z dróg gruntowych, często należących do sąsiadów. Brak normalnego dojazdu do posesji powoduje wiele problemów w ich codziennym życiu.
- Nie dotrze do nas ani szambiarka, ani śmieciarka. Tu nawet policja trafić nie mogła! Nie sposób nawet tego gruntowego odcinka porządnie odśnieżyć! – skarży się jedna z mieszkanek. – Latem to my wszyscy jakoś wzdłuż tej dróżki chodzimy, jednak zimą, wiosną i jesienią, to ta „droga” pływa. A nam chodzi o proste i ważne sprawy. Co się stanie, jeśli ktoś będzie miał zawał? Przecież karetka nie dojedzie… Nie mówiąc już o tym, że nawet rodzina nie chce nas przez to wszystko odwiedzać.
- Jakiś czas temu syn sobie kupił motorek, ale ja mu z serca powiedziałem, że lepiej by zrobił kupując samolot! – próbuje żartować pan Kosowski, jednak twarze naszych rozmówców pozostają poważne. Mieszkańcy spornego odcinka odczuwają autentyczny strach przed losowymi wypadkami i koniecznością wezwania pomocy, która i tak nie ma szans do nich dotrzeć.

TAM, GDZIE LAMPY ŚWIECĄ NA ŁĄKACH

Po alarmowych telefonach mieszkańców ul. Łąkowej, postanowiliśmy zainteresować się sprawą i udaliśmy się na miejsce. Fakt, trudno było tam trafić, na szczęście telefon komórkowy pomógł znaleźć właściwy szlak, na który nigdy nie wpadłby żaden GPS, nawet z najaktualniejszą mapą. Wielkie było nasze zdziwienie, gdy po kilku próbach dotarcia pod wskazany adres zobaczyliśmy, że przez sporne tereny przechodzi… linia oświetleniowa! Na łąkach stoją słupy i, jak dowiedzieliśmy się od mieszkańców, na pewnym odcinku przechodzi tam również gazociąg. Stojąc przy bramie posesji państwa Kosowskich można odnieść wrażenie, że po prostu ktoś zwinął asfaltową drogę i ponowie te tereny zagrodził.

Zebrani mieszkańcy pokazują nam plik dokumentów – swoją korespondencję z Urzędem Miejskim w Tłuszczu. Nie kryją emocji, są wyraźnie sfrustrowani obecnym przebiegiem sprawy.
- Z urzędem koresponduję już od ponad dwóch lat, dokładnie od lutego 2006 roku. Wcześniej chodziłam i rozmawiałam, ale to nie odnosiło w ogóle żadnych skutków. Na nasze pisma natomiast burmistrz odpisywał, że wszystko tak długo trwa, bo mapy trzeba zrobić. – skarży się Irena Kosowska, upoważniona przez sąsiadów do reprezentowania ich w walce o dokończenie budowy drogi.

2008_09_006.jpgW swoich pismach mieszkańcy domagają się podania terminu wykonania odcinka drogi, który umożliwiłby im dojazd do posesji. Urząd informuje o długim terminie wykonania mapy prawnej i konieczności porządkowania stanów prawnych u wielu właścicieli działek (przy ul. Łąkowej jest ich ponad 70). Burmistrz prowadzenie dalszych prac uzależnia od uzyskania zgody na odkupienie kawałka posesji od właścicielki jednej z działek, pani X*, która wcześniej od decyzji o podziale gruntów pod drogę skutecznie się odwoływała.
Mieszkańcy tymczasem zwracają uwagę, że ta osoba nie odda swojej działki nieodpłatnie ani po niskich stawkach.
- Gdy powstawał projekt ulicy to się zgodziła. Wszystko było dobrze, do pewnego momentu: ktoś jej podobno namieszał w głowie, że dostanie działkę w Tłuszczu na zamianę. Wcześniej ta pani zgodziła się i na światło, i na ulicę. Proszę zobaczyć – nawet nie sadzi już żadnych kwiatów na tym odcinku, gdzie jest projektowana ulica. Tak jakby czekała na gest dobrej woli ze strony urzędu. – pokazuje nam zagrodzoną posesję jeden z sąsiadów pani X. Niektórzy sugerują, żeby zaproponować tej pani taką kwotę, za jaką byłaby skłonna w końcu sprzedać potrzebny kawałek działki. Mieszkańcy zauważają, że można by przecież skorzystać ze środków, które gmina zaoszczędziła na działkach, które zostały jej oddane nieodpłatnie:
- Proszę zobaczyć, ile działek ludzie w dobrej wierze za darmo pod tę ulicę już oddali! Czy za zaoszczędzone w ten sposób pieniądze gmina nie mogłaby wykupić potrzebnego do scalenia ulicy Łąkowej fragmentu działki pani X? My nawet chcieliśmy sami się kiedyś złożyć na jego wykupienie…

Co na to pani X? Niestety, już na pierwszy rzut oka widać, że nasi rozmówcy nie utrzymują z nią bliższych kontaktów sąsiedzkich. Pojawiają się uwagi, że pani X nie chce z nikim rozmawiać oraz że kilka lat temu nie zgodziła się na gazociąg. W efekcie trzeba było prowadzić gaz od dwóch stron ulicy Łąkowej, z pominięciem jej działki. Jednak rzeczywiście – roślinności na jej działce, w miejscu, gdzie mogłaby przebiegać ulica Łąkowa, jest zauważalnie mniej. Może pani X czeka na korzystną propozycję, gest dobrej woli ze strony Urzędu?
- Burmistrz Białek odpisał nam, że droga będzie robiona jak zakończą się formalności, czyli jak zgodzi się właścicielka jednej z działek. Przecież wiadomo, że się nie zgodzi, jak już wcześniej robiła problemy… No, ale my przecież nie znamy całej prawdy. Może nas gmina oszukuje? Może specjalnie zwala wszystko na panią X, ukrywając jakieś niejasności – zastanawia się jeden z mieszkańców.

GMINA RACZKUJE

Mieszkańcy rozwiązania problemu upatrują w tzw. spec ustawie drogowej, pozwalającej wywłaszczyć właściciela nieruchomości, gdy muszą być realizowane cele publiczne (Dz. U. 2004 r 261). Jednak mimo początkowego entuzjazmu, szybko przyznają, że i w tej sprawie mocno się zawiedli na urzędzie. – Jakiś czas temu byłam w naszym urzędzie i poinformowałam ich, co i jak z tym wywłaszczeniem – opowiada pani Kosowska. – Przecież od dwóch lat obowiązuje w Polsce odpowiednia ustawa. Ściągnęłam ją z Internetu i zawiozłam – a tu zaskoczenie, bo w urzędzie nic o niej nie wiedzieli. Skserowali ją sobie i burmistrz powiedział, że skonsultuje się w tej sprawie z radcą prawnym. Czekaliśmy cierpliwie. Gdy były u nas wybory sołtysa, zadałam burmistrzowi Białkowi pytanie – co dalej z ulicą Łąkową? Burmistrz wtedy publicznie mi odpowiedział, że spec ustawa została zaskarżona do trybunału, ale jeżeli nabierze mocy prawnej, to Urząd przystąpi do działania. Od tamtego czasu minęły dwa lata i… nic! Gdy pojechałam do Urzędu dowiedzieć się, dlaczego nic nie jest nadal robione odnośnie Łąkowej, to powiedziano mi, że „nasza gmina dopiero w tych sprawach raczkuje”. Co najlepsze, dowiedziałam się jeszcze, że wyłącznie mi ta cała sprawa przeszkadza i tylko ja ciągle do urzędu przychodzę! A przecież sąsiedzi pracują i właśnie mnie, emerytkę, upoważnili do walki o ulicę…!
Ostatecznie w połowie 2006 roku, po wymianie kilku stanowczych pism z Urzędem i tracąc nadzieję na pozytywne rozwiązanie problemu ulicy Łąkowej, państwo Kosowscy podjęli decyzję o wycofaniu swojego oświadczenia o bezpłatnym przekazaniu części swojej działki gminie (części, która od końca 2001 roku leżała odłogiem, nie mogąc się doczekać rozpoczęcia budowy ulicy).
- Gdy byłam na majowej debacie z burmistrzem, to burmistrz Białek zaatakował mnie publicznie, że to jestem teraz „ta zła”, bo nie chcę sprzedać swojego kawałka! Przysłał do mnie pracowników urzędu, abym dopełniła formalności i przekazała działkę pod drogę. Zwróciłam wtedy im uwagę, że może najpierw powinno się załatwić sprawy, które są sporne. Jeżeli moja działka jest już wydzielona, jest na niej zaprojektowana droga, a od końca 2001 r.  nie ma tam nic oprócz łąki oraz skoro podpisałam oświadczenie, że wyrażam zgodę na bezpłatne oddanie działki to przecież tak naprawdę się nie wycofam! – tłumaczy zaistniałą sytuację pani Kosowska. – Po prostu po tych wszystkich latach przykrych słów ze strony Urzędu, boję się, że gdy nie dojdzie do porozumienia z panią X, to ja w rezultacie będę miała pod swoim oknem działkę urzędu gminy. – A nuż mi tam coś po złości przywiozą na składowanie? A drogi jak nie było tak nie będzie…
Jednocześnie pani Kosowska zapewnia, że jak tylko zostaną załatwione sporne sprawy z sąsiadką X, to swoją działkę przekaże nieodpłatnie. Kredytu zaufania jednak urząd i burmistrz już u niej nie mają.

KOSMICZNE CENY

Burmistrz Białek zna dobrze sprawę mieszkańców ulicy Łąkowej. Na spotkaniu w swoim gabinecie informuje nas, że w trakcie pierwszej kadencji zlecił uregulowanie stanu prawnego tej ulicy. – Zleciliśmy wytyczenie Łąkowej, zalegalizowanie projektu jej przebiegu oraz zatwierdzenie projektu podziału. To trwało bardzo długo, ze względu na olbrzymie konflikty z mieszkańcami. – tłumaczy burmistrz – Z 70% właścicieli stan prawny jest już uregulowany, przez ostatnie dwa lata sukcesywnie wykupujemy grunty lub przyjmujemy je w formie darowizny. Nie jest niestety prawdą, że ludzie, którzy na początku deklarowali, że oddadzą teren nieodpłatnie, faktycznie oddają go za darmo. Kiedy przychodzi do finalizowania transakcji, chcą odszkodowania.

Na naszym spotkaniu z burmistrzem pojawia się także inspektor Elżbieta Czachowicz, zajmująca sprawami geodezji i gospodarką nieruchomościami.
- Podział działek został przyjęty w sierpniu 2007 roku w Starostwie Powiatowym w Wołominie i sukcesywnie przejmujemy te grunty. Każda sprawa jest bardzo złożona, gdyż wykupując 100 metrów, często musimy prostować właścicielom całe księgi wieczyste. – wyjaśnia pani inspektor.
- Może to mało widoczne, ale w rozwiązanie problemu ulicy Łąkowej włożyliśmy już ze dwadzieścia razy większy wysiłek niż w jakąkolwiek inną tego typu sprawę na terenie gminy – zauważa burmistrz.  Burmistrz zdaje sobie sprawę z uciążliwości całej sytuacji dla mieszkańców. Zwraca jednak uwagę, że czuje się pośrednio wciągnięty w spór sąsiedzki. Podkreśla, że na odcinkach, gdzie nie było konfliktów, droga jest już wykonana. Pytany o możliwość wywłaszczenia pani X zapewnia nas, że jest to ostateczność:
- Jest to bowiem procedura, w której jeszcze samorządy gminne – ze względu na to, że ta ustawa weszła całkiem niedawno – nie mają doświadczeń. Wywłaszczenie to jest nic innego, jak pewna forma zabierania ludziom ich własności. Kiedy tylko możemy, unikajmy takich sytuacji. Dogadujmy się w sposób cywilizowany, rozmawiajmy – apeluje do mieszkańców Łąkowej burmistrz. Nie ukrywa, że generujący problem fragment ulicy Łąkowej jest ważny zaledwie dla kilku osób, dlatego wywłaszczenia wszyscy chcą uniknąć.
- W perspektywie całej gminy mam dużo więcej ważniejszych działek do wywłaszczenia i pozytywnego załatwienia, niż ulica Łąkowa – dodaje po chwili.

Burmistrz Jan Krzysztof Białek podkreśla również, że zaskoczyła go decyzja o wycofaniu oświadczenia przez państwa Kosowskich. Przyznaje, że w znacznym stopniu wiąże mu to ręce i obniża zasadność dalszych prac nad tą sprawą.
- Gdy pani Kosowska przekaże działkę, to gmina zdobędzie mocny argument dla instytucji, która zatwierdza projekty podziału i dokonuje analizy terenu przylegającego wokół. Chodzi o to, że jeżeli okaże się, że i z jednej i z drugiej strony spornej działki jest droga, to trudno będzie podważyć zatwierdzenie podziału. A jak mamy zrobić drogę, skoro państwo Kosowscy chcą czekać z przekazaniem swojego kawałka działki aż do wywłaszczenia pani X?

Na pytanie o możliwość zapłacenia wyższych stawek za sporne działki burmistrz odpowiada, że jest to w myśl prawa niegospodarność:
- Owszem, jesteśmy w stanie zapłacić odszkodowanie – ale po cenie rynkowej, a nie kosmicznej – dodaje na zakończenie.

A JEDNAK – WYWŁASZCZAMY

Jak poinformowano nas w Urzędzie przed zamknięciem tego numeru gazety, ostatecznie wysłano kilka pism do pani X – właścicielki, która nie wyrażała zgody na budowę ulicy przez swoją posesję. Wobec braku jakiejkolwiek odpowiedzi, burmistrz Białek osobiście wybrał się do pani X, aby negocjować stawkę wykupu. Niestety, bez pozytywnego rezultatu. Nikt nawet nie był zainteresowany rozmową z nim na ten temat. W rezultacie zlecono projekt podziału spornej działki. Jak dowiedzieliśmy się od burmistrza, następnym krokiem będzie długa i skomplikowana procedura wywłaszczenia pani X, blokującej przeprowadzenie drogi do posesji walczących o ulicę Łąkową już ósmy rok mieszkańców. Ciągle możliwe jest jednak krótsze i mniej „siłowe” postępowanie – ale dopiero wtedy, gdy wszystkie zainteresowane strony usiądą wspólnie do rozmów i razem wypracują optymalne rozwiązanie.

Aleksandra i Maciej Puławscy
(*inicjał nazwiska właścicielki spornej działki został zmieniony)

Reklama

Dodaj komentarz