W Poniedziałek Wielkanocny Polską wstrząsnęła wiadomość o tragicznym pożarze w Kamieniu Pomorskim. W Tłuszczu w okresie świątecznym podobna tragedia dotknęła panią Sylwię Piątkowską i jej rodzinę. Tu na szczęście nikt nie zginął, jednak pani Sylwia wraz z trójką dzieci, bratem, mamą i babcią pozostała bez dachu nad głową. Pożar zabrał im wszystko, jednak nadzieja na odbudowę życia pozostała…
Sobota Wielkanocna. Sąsiadka – pani Renata – wracając ze sklepu zauważyła dym i zaalarmowała śpiących domowników. Niewiele brakowało, aby rodzina spłonęła lub zatruła się dymem. Dzięki szybkiej ewakuacji nikt na szczęście nie ucierpiał.
- To się stało rano. Obudził mnie telefon. Dzwoniła ciocia z krzykiem – pali się. Pierwsza myśl – pali się, ale nie u mnie. Otwieram drzwi na podwórko – myśl – ktoś rozpalił mi ognisko przed domem, bo tylko dym widzę. Słyszę głos cioci – pali się u ciebie! – opowiada roztrzęsiona pani Sylwia.
Pożar wybuchł na strychu. Pani Sylwia z żalem wspomina, że w trakcie przedświątecznych porządków wiele rzeczy zostało tam wyniesionych – ubrania zimowe, część mebli. Cały strych spłonął doszczętnie – wraz z cenną zawartością.
- Wbiegłam po schodach na strych, otworzyłam drzwi i buchnął we mnie ogień, prawie się przewróciłam. Nawet nie wiem kiedy pojawiła się straż, pełno ludzi, wszyscy na mnie krzyczą, żebym uciekała. Ja byłam w szoku i tylko zaczęłam dziecko powoli ubierać. Dobrze, że mnie stamtąd przepędzili, bo dokładnie nad moją głową, nad łóżkiem, gdzie spałam z półtorarocznym synkiem, zaczął już się palić drewniany sufit – wspomina pani Sylwia ciągle jeszcze z niedowierzaniem, że to wszystko miało miejsce.
Aż strach pomyśleć, co by się stało gdyby nie czujność i pomoc sąsiadów. Pani Sylwia była w szoku, w ogóle nie wiedziała co ma robić, czy uciekać czy też ratować dobytek przed płomieniami: – Sąsiedzi uratowali najpotrzebniejsze rzeczy, wyrzucali rzeczy z szafek „jak leci” na dwór. Potem, jak już strażacy pozwolili wejść do środka, udało się nam wynieść jeszcze część mebli, ale wszystko jest praktycznie do wyrzucenia. Tylko podstawowe rzeczy, które były w przedpokoju uratowały się…
Prawdopodobnie przyczyną pożaru było zwarcie instalacji elektrycznej na strychu. Z początku wydawało się, że straty nie będą ogromne – że wystarczy odbudować dach i będzie można zamieszkać w budynku. Jednak decyzja nadzoru budowlanego była inna.
- Spłonął cały dach, strych i konstrukcja dachu. Odbyły się już oględziny spalonego budynku przez nadzór budowlany. Decyzja jest taka, że budynek trzeba będzie rozebrać. Ściany są nasączone wodą, stropy się walą, budynek – ponad 50-letni – jest drewniany i tylko obudowany cegłą. Nie nadaje się już do odbudowy. Na szczęście mam zapewnienie z urzędu, że rozbiórka odbędzie się na koszt gminy – mówi poszkodowana.
Obecnie pani Sylwia wraz z trójką dzieci, bratem, mamą i babcią znaleźli schronienie u rodziny. Wszyscy zdają sobie jednak sprawę, że muszą podjąć jakieś działania w kierunku budowy nowego dachu nad głową: – Osiem lat temu, gdy jeszcze byłam z mężem, zaczęliśmy budowę nowego domu na sąsiedniej działce. Mam wszystkie pozwolenia, plany i wykonane fundamenty. Mam już też cegły. Muszę zacząć coś budować, żeby móc przygarnąć wszystkich. Muszę to zrobić – ze względu na dzieci. Muszę zapewnić im dach nad głową. – mówi z determinacją pani Sylwia.
Pani Sylwia chciałaby na tych fundamentach wybudować nowy dom. Udało jej się porozumieć z murarzem, który podejmie się wykonania tych prac i poczeka na wynagrodzenie. Potrzebne są materiały budowlane niezbędne do budowy domu. Przy odrobinie dobrej woli i chęci pomocy jest to możliwe do zrealizowania. Świadczy o tym m.in. to, jak wiele ciepła i wsparcia rodzina otrzymała do tej pory.
- Bardzo wiele osób nam już pomogło, za co bardzo dziękuję. Wdzięczna jestem za wszystko, choć części rzeczy nawet nie mam gdzie trzymać. Przecież wszyscy zostaliśmy przygarnięci do rodziny… Jestem wdzięczna za każdą pomoc, jednak teraz – nie ukrywam – najbardziej potrzebujemy materiałów budowlanych. Marzy mi się, żebyśmy przed zimą mieli własny dach nad głową…
M. Puławski, A. Puławska
Komentarze do artykułów: