List do redakcji: BITWA O WIEŻĘ – OSTATNIE STARCIE?

Dodane w:: Numer 17 (grudzień 2008) |

Panie Redaktorze,

Liczyłem, że po ostatnim moim liście w sprawie tłuszczańskiej wieży ciśnień nie będę już musiał więcej o niej pisać, jednak zmuszony zostałem zmienić zdanie po zapoznaniu się z wypowiedzią Burmistrza Tłuszcza na temat wieży, która była zamieszczona w Nr 11 „Stacji Tłuszcz”. Spodziewałem się, że ewentualna odpowiedź Burmistrza nie będzie dla mnie stanowić peanu pochwalnego, ale nie przypuszczałem, że odpowiedź ta wzbudzi moje ogromne zdumienie, żeby nie powiedzieć oburzenie.
Porównywanie niezmiernie istotnej sprawy poruszanej przeze mnie w moich pismach do spraw związanych z jakimś kolejowym wychodkiem i innymi mało istotnymi problemami jest po prostu skandalem, trudnym do wytłumaczenia – bo wywołuje go osoba publiczna. Zachwiało to moją wiarą w to, że osoby publiczne pieczołowicie dbają o swoją reputację i zaufanie społeczeństwa oraz w to, że nigdy nie zniżają się poniżej określonego poziomu przyzwoitości.

W rozumieniu Burmistrza wychodki mogą stanowić dla mnie kanwę do krytyki władz gminy, czemu nie można zaprzeczyć, bo są one niezwykle ważne w życiu człowieka, ale na miłość boską, nie mieszajmy takich spraw w złośliwy sposób ze sprawami niszczejącej, zabytkowej budowli, stanowiącej nasze dziedzictwo narodowe. Rozumiem, że p. Burmistrz mógł się zdenerwować moją krytyką, ale nawet to nie zwalnia osoby publicznej od zachowania niezbędnego umiaru w wyrażaniu swoich myśli, dlatego po zapoznaniu się z treścią odpowiedzi Burmistrza nie pozostało mi nic innego jak ubolewać nad nią. Jednak, mimo, że Burmistrz tak niefortunnie użył wychodków jako argumentów na swoją obronę – widać wyraźnie, że interesują go zabytki, bo z czułością i troską wyraża się o perle naszego powiatu, jaką jest siedemnastowieczny dworek w Chrzęsnem. Pragnę w tym miejscu uspokoić p. Burmistrza, bo dworek ma już swojego mecenasa i na razie nic mu nie grozi, natomiast nasza wieża ciśnień nie tylko, że nie ma mecenasa to, praktycznie, nie ma gospodarza.

Pytanie Burmistrza, co ja osobiście zrobiłem w sprawie obrony naszej wieży jest dla mnie i dla wszystkich tych, którzy nie mieli i nie mogli mieć wpływu na losy wieży pytaniem niezrozumiałym, żeby nie powiedzieć, nie na miejscu. Jest przecież sprawą oczywistą, że każdy zwykły mieszkaniec może tylko obserwować i sygnalizować ewentualne zmiany w stanie technicznym obiektu, natomiast od podejmowania wiążących decyzji są władze miasta, których reprezentantem jest Pan, Panie Burmistrzu.

W poprzednich pismach wspomniałem już, że nie jest ważne na czyim terenie znajduje się zabytek, bo bez względu na jego położenie zawsze jest własnością społeczeństwa, a nie PKP, czy innej instytucji, dlatego z powyższej racji Burmistrz, który ma prawne władanie miastem musi w taki czy inny sposób dbać o będące w jego mieście wszelkie zabytki. Mieszkańcy zaś, mogą tylko pomagać mu propozycjami czy wszelkimi uwagami w danej sprawie. Osobiście nie mam sobie nic do zarzucenia, wbrew podejrzeniom Burmistrza, bo uważam, że spełniam swój obywatelski obowiązek sygnalizując Burmistrzowi niepokojące mnie zjawiska związane z wieżą. Jeśli Burmistrz uważa, że to, co czynię jest niewystarczające, to proszę wyjść do mnie z konkretną propozycją, a ja w miarę moich możliwości postaram się uczestniczyć w akcji ratowania wieży. Uważam, z całym przekonaniem, że to ratowanie naszej wieży powinno stanowić priorytet w pracach Gminy. Własność wieży, własność terenu, o co tak boi się Burmistrz, nie będą stanowić poważniejszej przeszkody w jej przejęciu przez Gminę, bo wieża już od dawna jest bez rzeczywistego gospodarza i nijak nie jest zagospodarowana.

Chcę tutaj przypomnieć Burmistrzowi, że w przeszłości były trudniejsze lub teoretycznie niemożliwe do zrealizowania przedsięwzięcia z władzami PKP, a jednak dzięki właściwym zabiegom i rzeczowym motywacjom zostały pomyślnie rozwiązane jak chociażby wynajęcie przez prywatnych przedsiębiorców większości powierzchni poczekalni kolejowej na urządzenie marketu „Semafor” oraz sklepu meblowego. Powtarzam, nie ma rzeczy niemożliwych – jeśli naprawdę chce się dopiąć słusznego celu. Dlatego uparcie, wraz ze wszystkimi zainteresowanymi tą sprawą ludźmi, domagam się od Burmistrza zdecydowanego, pełnego determinacji działania w omawianej sprawie. Nie czas i nie pora na insynuacje, że powyższa sprawa jest dla mnie pretekstem do „wyżycia się na władzach gminy”, a czas na racjonalne i szybkie działanie, bo jutro może już być za późno. Mając więc na uwadze ratunek wieży należałoby się zastanowić nad poświęceniem jednej z najbliższych sesji Rady na omówienie i wypracowanie planu zagospodarowania i ratowania zabytkowej wieży. Nie może tak być, jak widzi Burmistrz, że za stan wieży odpowiadać powinni wszyscy, gdyż nigdy nie było i nie będzie odpowiedzialności zbiorowej.
Zawsze za dziejące się wydarzenia odpowiada jedna osoba lub zespół ludzi poczynając od najwyższych władz w kraju, a kończąc na terenowych ogniwach władzy. Podobne zasady przyjęto, obowiązują one w każdej dziedzinie naszego życia i są podstawowym czynnikiem rozwoju społeczeństwa.

Wytykanie mi przez Burmistrza, że interesującą mnie sprawę staram się załatwić poprzez upublicznienie jej, a nie w bezpośredniej, osobistej rozmowie z Burmistrzem jest zgoła niesłusznym zarzutem, bo tylko szerokie zapoznanie społeczności z problemem z reguły jest skutecznym czynnikiem powodującym pomyślny obrót sprawy. Zawsze publiczna krytyka, czy też publiczne domaganie się czegoś w formie pisemnej jest trwałym, niemal niezniszczalnym dokumentem, co w porównaniu z ulotnymi słowami między dwiema osobami ma olbrzymie znaczenie. Z powyższego powodu zdecydowanie rezygnuję z osobistych spotkań z Burmistrzem lub jego ekspertami zawierzając pomyślność załatwienia nurtujących mnie problemów publikacjom prasowym szeroko dostępnym społeczności gminy.

Pan Burmistrz nie musi się tłumaczyć, że dewastacja wieży nie nastąpiła za jego kadencji, bo wszyscy o tym dobrze wiemy; musi natomiast wytłumaczyć się swoim wyborcom, dlaczego kontynuuje dzieło swoich poprzedników, którzy rzeczywiście, przez dziesiątki lat, absolutnie nie interesowali się tłuszczańską wieżą. Tłumaczenie, że tu i tam, przy tej lub innej okazji sygnalizowano stan wieży, są nic nie znaczącymi działaniami. Tu trzeba zdecydowanej postawy i konkretnych propozycji wypracowanych wspólnie z zainteresowanymi osobami na Sesji Rady Gminy. Problem wieży może nie być wszystkim radnym dobrze znany, dlatego rolą Burmistrza powinno być naświetlenie go, wówczas jest możliwe, że radni zainteresują się problemem, co w efekcie doprowadzi do podjęcia pozytywnych decyzji dla niszczejącej wieży. Problem ten bezwzględnie powinien być uwzględniony w programie sesji Rady. Jeśli jest w nim miejsce i czas na omawianie takich spraw jak zepsuta żarówka na przydrożnym słupie, lampa leżąca na łące, zwisające gałązki nad jezdnią czy brak kawałka chodnika – to powinien znaleźć się czas i miejsce w programie sesji na omówienie zreferowanej przez Burmistrza sprawy wieży. Wydaje mi się, że bez wyjątku, na każdej sesji powinno się unikać zgłaszania błahych interwencji, a zajmować się problematyką dotyczącą wszystkich lub większości mieszkańców gminy. Nie powinno się przekształcać sesji w jakieś podrzędne wiejskie zebranie, na którym omawia się „wszystko i nic”, zmuszając Burmistrza do ustosunkowywania się do mało istotnych spraw. Takie sprawy powinna załatwiać Rada Osiedlowa, a na wsi sołtys z Radą Sołecką. Powaga majestatu Burmistrza i Rady Miasta i Gminy nie powinna być podważana przez błahe i niekiedy nawet śmieszne sprawy podnoszone bardzo często przez uczestników sesji. Z kolei zaś Burmistrz nie powinien pod żadnym pozorem wikłać się w takie problemiki, bo kluczenie w nich podważa jego autorytet, a sesja traci na znaczeniu. Jeszcze gorzej dzieje się, gdy Burmistrz lekceważy obywateli starając się ośmieszyć kogoś – jak w moim przypadku – nie zdając sobie, zapewne sprawy, że nieudolne próby ośmieszenia kogoś poprzez używanie nieodpowiednich w danej sytuacji zwrotów, działają z reguły w odwrotnym kierunku. Jestem przekonany, że nie przemyślane użycie słowa „wychodek” w treści odpowiedzi na moje pismo nie przysporzyło Burmistrzowi pozytywnej popularności, a tym bardziej sławy.

W omawianej odpowiedzi za jedyne słuszne uważam stwierdzenie Burmistrza, że dalsza polemika na łamach prasy nic nowego nie wniesie do problemu wieży, bo rzeczywiście, wnieść nie może przy tak nieprzejednanej postawie Burmistrza. W powyższej jednoznacznej sytuacji dalszą polemikę z Burmistrzem – szanując jego wolę – uważam również za bezprzedmiotową, co automatycznie oznacza, że niniejszy list, jest ostatnim dotyczącym stanu technicznego wieży.

Nie wykluczam jednak, że w najbliższym czasie głęboko rozważę możliwość kontynuowania walki o wieżę, ale już nie z Burmistrzem, a z innymi instytucjami, czy osobami zajmującymi się problematyką zabytków. Nastąpi to wówczas, gdy Burmistrz w najbliższym czasie nie poczyni kroków w kierunku ratowania tłuszczańskiej wieży ciśnień. Jestem przekonany, że zwrócenie się przez mnie do odpowiednich osób czy instytucji o pomoc nie pozostanie bez echa (jak w przypadku Burmistrza), przynosząc wymierne korzyści, co mogłoby oznaczać rozpoczęcie prac nad restauracją wieży.

A tymczasem, życzę naszemu Burmistrzowi wiele inwencji i wytrwałości w ratowaniu symbolu Tłuszcza – zabytkowej wieży ciśnień, bo mimo istniejących różnic w poglądach między nami, żywię nadzieję, że spór mój z Burmistrzem zaowocuje pozytywnymi decyzjami, dlatego pisząc zakończenie tego listu ciśnie mi się na usta do przypomnienie powiedzenie J. Słowackiego, który po słynnej polemice z A. Mickiewiczem w poemacie „Beniowski” powiedział: „A tak się żegnają nie wrogi, lecz dwa na słońcach swych przeciwnych bogi”. Osobiście nie w głowie mi przyrównywać się do, chociażby, herosów, ale Burmistrz Miasta i Gminy Tłuszcz okrzyknięty zostałby przez mieszkańców jak nie bogiem, to przynajmniej bohaterem, gdyby spowodował remont, a później zagospodarowanie upadającej wieży ciśnień w Tłuszczu.

Stanisław Ołdak

Reklama

Dodaj komentarz