Mierzenie dziury w budżecie

Dodane w:: Numer 42 (styczeń) 2011 |

Jedną z największych zagadek, nad jaką głowią się mieszkańcy Gminy Tłuszcz, jest skala naszego zadłużenia. Tymczasem jego rzeczywista wysokość jest przecież co najwyżej tajemnicą poliszynela dla tych wszystkich, którzy zadali sobie minimum trudu, by tę pozorną zagadkę rozwikłać.

 

„Straszna” prawda

Gdy na ostatnich dwóch przedwyborczych sesjach Rady Miejskiej pytano, ile wynosi zadłużenie Gminy, pani skarbnik najpierw podała kwotę niespełna 10 mln zł (stan na koniec czerwca), następnie kwotę nieco ponad 10 mln zł (na koniec września). Jednocześnie jednak wielu kandydatów startujących w wyborach utrzymywało, że dane te są nie do końca wiarygodne, względnie nie podają całej „strasznej” prawdy, że rok 2010 mieliśmy zamknąć zadłużeniem sięgających 17, 19 lub – jak utrzymywali niektórzy, nawet grubo ponad 20 mln długiem. Przy rocznym budżecie Gminy, który wynosi niecałe 50 mln złotych, pomiędzy 10 a 20 milionami różnica jest zasadnicza. Jest to, pozwolę sobie na skrót i uproszczenie, które lepiej obrazuje sprawę, mniej więcej zadłużenie, które określa się w stosunku do rocznego budżetu jako 20 % w wariancie rzeczywistym lub 40% w pesymistycznym.

Rozsiewanie wątpliwości

Podliczanie roku 2010 jeszcze trwa, ale już dziś wiadomo, że ostateczny bilans zamkniemy kwotą około 11-12 milionów długu. Dużo to i mało jednocześnie. Dużo, bo taka kwota robi wrażenie. Mało, ponieważ dopuszczalne prawem zadłużenie wynosi 60%. Z tego prostego zestawienia wynika, że z tymi długami nie jest aż tak źle, jak utrzymywali niektórzy w kampanii wyborczej. Ale, niestety, także przedstawianie konkurentów w jak najgorszym świetle jest częścią wyborczej walki. Oskarżanie bowiem kogoś o działania przestępcze może zakończyć się procesem sądowym, natomiast rozsiewanie wątpliwości już nie. Kto sprytny i skrupułów pozbawiony, chętnie z tego korzysta.

Budżet gminny jak domowy

Jednak, by nie być jednostronnym, a przy okazji spojrzeć na kwestię zadłużenia z zupełnie innej strony, warto pamiętać także o deficycie budżetowym, który też wyniesie kilka milionów złotych (co jednak nie jest niczym nadzwyczajnym). Warto też pamiętać, że zarządzanie gminnymi finansami przypomina w dużym stopniu zarządzanie budżetem domowym. W obu bowiem przypadkach:

1) Najwięcej środków jest „przejadanych”.

2) Zarządzający finansami musi umiejętnie tłumaczyć, że nie na wszystko wystarczy pieniędzy.

3) Bywa, że przy budowie nieruchomości na początku trzeba wyłożyć środki własne, w jakiejś mierze można liczyć na środki zewnętrzne (będą, albo nie) i można, ba – czasem nie ma innego wyjścia, posiłkować się kredytem.

4) Roczny bilans może wykazać nasze zadłużenie; pokazać plany, których nie udało się nam zrealizować; wreszcie zmusić nas do zaciągnięcia kolejnego kredytu.

Zadłużanie? Byle z umiarem

Po co o tym wspominam. Po to jedynie, by wykazać, że zadłużanie się – samo w sobie – złem nie jest. Często bywa koniecznością. Niech sobie Państwo wyobrażą, że mieszkają już we własnym domu, który jest wykończony w 90%. I nagle wasz gospodarny ojciec / teść mówi, że chętnie da wam pięć tysięcy zł na wykończenie drugiej łazienki (a potrzeba drugie tyle lub więcej). Co wówczas robicie, gdy nie macie oszczędności? Być może zwiększacie zadłużenie, bo wiecie, że w tym przypadku się to opłaci. Podobnie wygląda zarządzanie finansami w gminie. Czasem warto sięgnąć po kredyt, by zabezpieczyć np. 25% środków na ogromną inwestycję, która może uzyskać 75-procentowe dofinansowanie. To nie zadłużanie się jest niebezpieczne. Groźne może być jedynie zadłużanie się ponad miarę i spłacanie jednego kredytu kolejnym, tak jak spłacanie jednej karty kredytowej środkami z kolejnej.

Mierzmy siły na zamiary

Dlaczego tym razem piszę o finansach? W tej chwili Radni pracują nad budżetem i zastanawiają się, jak tą przykrótką niemowlęcą kołderką przykryć starego chłopa. Tak można chyba zobrazować skalę marzeń i planów z jednej strony, a możliwości z drugiej. Tylko w jednym miejskim okręgu nr 3 potrzeb jest tyle, że nie starczyłoby na nie budżetu całej gminy. Przy okazji kampanii wyborczej mocno rozbudzone zostały oczekiwania i apetyty mieszkańców. Tym bardziej będzie teraz trudno zaspokoić społeczne oczekiwania. Jak duży jest rozdźwięk między tymi oczekiwaniami a możliwościami, najlepiej może zobrazować prosty przykład. Gdyby w 2011 roku zrealizowano wszystkie wnioski radnych dotyczące budowy nowych odcinków dróg, wówczas w gminnej kasie nie zostałby już nawet grosz na budowę hali sportowej, przedszkola czy rozbudowę którejkolwiek ze szkół. Czy wiedzą Państwo, ile udałoby się zrobić tych dróg asfaltowych za całą sumą przeznaczoną w tym roku na inwestycje? Pięćdziesiąt km? Trzydzieści pięć? Nie, przy dobrych układach piętnaście…

Reklama

Dodaj komentarz