ST 10 (90)/2014 Listy do redakcji: PRZERAŻAJĄCA HEKATOMBA

Polemika do felietonu o powstaniu warszawskim „Czy było warto…”

PRZERAŻAJĄCA HEKATOMBA

 

W sierpniowym numerze „Stacji Tłuszcz” ukazał się niezwykle sugestywny felieton Ewy Żmudzkiej nawiązujący do powstania warszawskiego w związku z 70. rocznicą jego wybuchu. Pozostając z należytym szacunkiem dla autorki, zmuszony jestem do stwierdzenia, że sugestie zawarte w felietonie nie odzwierciedlają wszystkich skutków powstania. Moim zdaniem sugestywność felietonu jest przesadzona, szczególnie jeżeli uzmysłowimy sobie, że mimo upływu 70 lat od wybuchu powstania, nadal trwają spory wśród historyków w kwestii zasadności zbrojnego wystąpienia warszawskiej młodzieży przeciwko potężnemu niemieckiemu okupantowi. Jak do te pory znamy tylko przerażające skutki tego powstania, wyrażające się w ok. 200 tys. poległych cywili i powstańców oraz niemal całkowicie obróconej w perzynę stolicy – wraz z jej zasobami kulturowymi. Te dane muszą robić na każdym wrażenie. Nikt do tej pory w racjonalny sposób nie był w stanie udowodnić racji bytu powstania.

Porażającą wiadomą o powstaniu jest to, że wybuchło bez należytego przygotowania. Niedoświadczonym w walkach w warunkach miejskich młodym powstańcom, oprócz wiary w zwycięstwo i wiary w odzyskanie wolności, brakowało w zasadzie wszystkiego. Jednak w tym miejscu należy postawić hipotezę, że nawet przeogromne pragnienie zwycięstwa i wolności nie doprowadziłyby do regularnych bojów z niemieckimi zbrodniarzami, gdyby Tadeusz Bór-Komorowski nie wyraził na to zgody. To ten generał, komendant Armii Krajowej, bez dogłębnego przeanalizowania sytuacji lekką ręką wydał rozkaz do walk powstańczych z okupantem. Rozkaz ten oznaczał z góry wcześniejszy czy późniejszy upadek powstania, wyrażający się śmiercią ogromnej liczby mieszkańców Warszawy i bohaterskich powstańców.

Nigdy nie wydawało mi się, żeby można było ująć w ramy prawdy twierdzenie, że ci młodzi powstańcy, najczęściej bez podstawowego wyszkolenia bojowego i umundurowania, dobrowolnie szli na pewną śmierć nie bacząc na to, że często dopiero co wkraczali w dorosłe życie, a nierzadko byli jeszcze dziećmi. Nie można zapominać, że dane każdemu z nas życie jest wartością najważniejszą spośród wszystkich wartości i nie wolno go nierozważnie poświęcać, nawet w imię szczytnych ideałów. Dziwne, że Autorka felietonu popiera jakiś romantyczny patriotyzm, kiedy to w imię ojczyźnianych, wolnościowych ideałów, celów niemożliwych do osiągnięcia, ginęli młodzi ludzie na rozkaz politycznych decydentów. Nie sądzę zdecydowanie, ażeby młodzi warszawiacy bez odgórnych motywacji czy rozkazów odważyli się podjąć walkę o swoją wolność, która w ówczesnych realiach była całkowitą utopią.

Wniosek stąd płynie taki, że nigdy nie doszłoby do wybuchu powstania i związanej z nim hekatomby ludności cywilnej i powstańców oraz obrócenia stolicy w zgliszcza, gdyby nie popchnięto odgórnie młodych, niedoświadczonych życiowo ludzi do beznadziejnych i z góry przegranych walk z silniejszym w każdym calu i nie przebierającym w środkach niemieckim okupantem.

I nie miało tu znaczenia to, że – jak pisze Autorka felietonu – ci młodzi ludzie wychowani byli w duchu patriotyzmu i miłości do ojczyzny. Częściowo usprawiedliwia powstańców kalkulowanie – co wg felietonu nie miało miejsca – że w chwili wywołania walk powstańczych będą mogli liczyć na pomoc silnej, stacjonującej pod drugiej stronie Wisły, Armii Czerwonej i aliantów. Takie kalkulacje nie były bezpodstawne i miały realne prawo bytu i to moim zdaniem one, a nie sam patriotyzm, zadecydowały o wybuchu powstania. Bezprzykładny heroizm powstańców czynnie poparty przez stacjonującą armię, miał ogromne szanse osiągnięcia upragnionego zwycięstwa. Niestety liczenie na pomoc Armii Czerwonej okazało się złudne. Nie wzięcie tego pod uwagę przez młodych i niedoświadczonych bojowników można zrozumieć, ale praktycznie niczym nie da się usprawiedliwić decyzję doświadczonych i wysokich rangą ludzi inspirujących powstanie.

Przerażający bilans powstania w postaci około 200 tys. poległych i niemal całkowite starcie z powierzchni ziemi Warszawy, to porażający tragizm powstania warszawskiego nie dający najmniejszej możliwości usprawiedliwienia celowości wydania rozkazu do jego wybuchu. Powstanie to musiało przejść do historii jako jeden z najbardziej nieprzygotowanych i nieprzemyślanych zrywów wolnościowych ludności inspirowany z zewnątrz, bez właściwego rozeznania istniejącej sytuacji lub zlekceważenia realiów. Wracając do tytułu felietonu ciśnie się gotowy podtytuł „Czy warto nadal dociekać celowości wybuchu powstania”.

Otóż mimo, że od jego wybuchu upłynęło długie 70 lat uważam, zdecydowanie, że warto dociekać, bo ludzie muszą poznać prawdę o rzezi ludności i obróceniu stolicy w jedno wielkie cmentarzysko. Nie bójmy się i nie wstydźmy wskazać palcem tych, za sprawą których 200 tys. ludzi straciło życie, a piękna stolica Polski zamieniła się w jedno wielkie morze zgliszcz.

Stanisław Ołdak

Reklama

Dodaj komentarz