Ciągle w podróży

Piszę z lotniska w Charlotte (dzięki temu, że WiFi na lotniskach dostępne jest bezpłatnie). W przeciwieństwie do tego w  samolotach – Lufthansa proponowała hotspot za 10 euro za godzinę lub 20 euro za cały lot.

Hmm… przeliczmy – to już 24-ta godzina na nogach.

No, ale nie marudzę :) Wygląda na to, że w ciągu najbliższych 3 godzin dotrzemy do hotelu. W każdym razie to już ostatnia przesiadka dzisiaj.

Tymczasem siedzimy sobie przy bramce nr E13 w Charlotte i czekamy. Przed chwilą lecieliśmy samolotem w którym hurgotało i pachniało jak w starej koparce. Mam wrażenie, że te loty wewnątrz US to coś na kształt naszych PKP.
W Polsce już po 4 rano, u nas na razie po 22.
Mieliśmy super VIPowską obsługę na lotnisku w Waszyngtonie. Pod eskortą oficera zostaliśmy odprawieni na specjalnych stanowiskach dla US CITIZENS… Szybko sprawnie i przyjemnie… Później mieliśmy odprawę programową z przedstawicielką organizatora wymiany.

Oho, czas zamknąć laptopa – wzywają na pokład. Kończę…

1 komentarz

  • Fajnie się to czyta, ale trochę gubię się w kolejnych etapach podróży. Poprosimy w miarę możliwości o podawanie kolejnych punktów podróży (jak Pan znajdzie czas). Miło, że żyją w Tłuszczu ludzie, którzy mają szersze horyzonty (teraz już nawet dosłownie), niż wielu w tym naszym lokalnym bagienku. No i pewnie Pan, w odróżnieniu od naszych władz, potrafi powiedzieć coś więcej niż „ja nie mnożka pa ruski goworit”. Powodzenia i… say hallo to Uncle Sam.

Skomentuj!