Kontynuacja cyklu „Nękanie w szkole”: Podaruj dziecku… czas

Dodane w:: EPM III,Numer 47-48 (czerwiec/lipiec) 2011 |

– Jednym z elementów pracy szkolnego pedagoga jest kształtowanie u młodzieży świadomości. Przy każdej okazji należy podkreślać, że są osoby dorosłe, które udzielą młodemu człowiekowi pomocy, kiedy tylko jej potrzebuje – powiedziała w rozmowie ze „Stacją Tłuszcz” pedagożka Marta Donoch.

Marta Donoch jest szkolnym pedagogiem w Gimnazjum w Tłuszczu od 10 lat. Uczniowie doskonale wiedzą, że wraz ze swoją koleżanką Alicją Ołdak są osobami, u których można szukać pomocy w razie szkolnych konfliktów. Potwierdzają to wyniki przeprowadzanych przez szkołę ankiet badawczych.

- Ale wiedzieć, to jedno, a przyjść ze swoimi kłopotami -  to już zupełnie co innego – ubolewa pani Marta. – Istnieje presja wśród dzieci, chodzi tu o tzw. donoszenie, potocznie zwane frajerstwem. Młodzież tak to widzi: frajer przychodzi i się skarży. Taki sposób postrzegania osoby, która zdecyduje się szukać pomocy, jest ogromnym utrudnieniem.

Problem tkwi w niewłaściwym postrzeganiu zdrowych zachowań społecznych (chodzi tu o sposób widzenia i ocenę konkretnych zachowań przez rówieśników). Dlatego obie panie pedagożki zrealizowały na wybranej kilkuosobowej grupie uczniów „Trening zastępowania agresji”. Jednym z komponentów tego treningu jest kształtowanie zachowań społecznych. Wśród ćwiczonych zachowań jest zgłaszanie skargi.

- Uczymy, że każdy ma prawo powiedzieć, że jest mu źle i powiedzenie o tym komuś nie jest również niczym złym. Mam prawo czuć się w swojej szkole dobrze – wyjaśniają panie Alicja i Marta. – Dążymy do wykształcenia umiejętności proszenia o pomoc. Jeśli szukam pomocy u innych, to jest to objaw mojej dojrzałości, odwagi. Oznacza, że stanowczo sprzeciwiam się wyrządzanej mi krzywdzie i szukam rozwiązania problemu – tłumaczą.

Podczas treningu uczniowie, odgrywając scenki, wcielają się w role ofiary albo agresora.

- Jeśli ty wyrządziłeś komuś krzywdę, to zobacz, jak się czujesz, gdy role się odwrócą – dodaje pedagożka. – Poprzez te treningi budujemy umiejętność empatii. (Empatia to umiejętność wczuwania się w sytuację innych ludzi i zrozumienia motywów nimi kierujących). Aktywność myślenia i odkrywania alternatywnych rozwiązań leży po stronie ucznia. Zachęcamy gimnazjalistów do zastanowienia się i spojrzenia z boku na konflikt. Zrobienia rachunku zysków i strat. Pokazujemy: masz wybór i wolność w podejmowaniu decyzji, ale zważ, jakie będą ich skutki. Jesteś za te skutki odpowiedzialny – mówi pani Marta.

Wyniki badania przeprowadzonego po treningu wykazały wspaniałe efekty. Obie Panie uważają te zajęcia za świetną metodę i doskonałe narzędzia pracy pedagoga. Ideałem byłaby możliwość przeprowadzania regularnych treningów ze wszystkimi uczniami. Wprowadzenie tych czynności profilaktycznie – często osoby, które mają kłopoty, doskonale to ukrywają – pozwoliłoby na dotarcie do potrzebującego zanim powstanie wielki problem – twierdzi pani Marta.

Walczmy o czas dla dziecka

Obie rozmówczynie z przykrością stwierdzają: – Nie mamy możliwości przeprowadzenia treningu ze wszystkimi uczniami. Z powodu braku środków finansowych. Uczniów w szkole jest 327. Mamy do dyspozycji 30 godzin w tygodniu, z czego znaczą część czasu musimy wygospodarować na współpracę z różnymi instytucjami, wsparcie nauczycieli, pomoc uczniom trzecich klas przy wyborze szkoły, zawodu, a także na reagowanie na bieżące potrzeby. Tak mało czasu pozostaje na zajęcia profilaktyczne. A to one powinny być głównym zajęciem pedagoga, który pełni w szkole rolę wychowawczą – Walczmy o czas dla dziecka! – apeluje Marta Donoch. Oczywiście, wychowawca klasy pełni rolę osoby pierwszego kontaktu. To jemu w pierwszej kolejności uczniowie zgłaszają problem i przeważnie jest on potem na tym poziomie rozwiązywany.

Wychowawca ma do dyspozycji jedną godzinę wychowawczą w tygodniu. To zdecydowanie za mało. To wystarczy, by ogarnąć organizacyjne sprawy klasy. Brakuje czasu, by uczniowie mieli szansę na poznanie się ze swoim wychowawcą, obdarzyli go zaufaniem, by mieli odwagę się przed nim otworzyć. – Spotkania integracyjne typu wycieczka rowerowa, ognisko, dają możliwość poznania się w różnych nowych sytuacjach – mówi Alicja Ołdak. – Młodzież zaczyna inaczej na siebie patrzeć, odkrywać swoje zalety i to się przenosi do szkoły. Zaczynają się otwierać na siebie, po prostu swobodnie rozmawiać o swoich problemach. Potrzeba im stwarzać jak najwięcej okazji do rozmowy ze sobą. Często negatywne zachowania młodzieży wynikają z nudy, braku konkretnego celu i pomysłu na spędzanie wolnego czasu. Dlatego należy wskazywać im różne formy aktywności. Na przykład w naszej szkole organizujemy wolontaryjne zbiórki nakrętek dla dzieci niepełnosprawnych czy społeczną pracę w bibliotece.

– Pamiętajmy również – dodaje pani Marta – że pewne zachowania uważa się za normę. Na przykład jest konflikt, pokłócimy się, poprzezywamy, ale dochodzi do zgody, jest ok. Trzeba umieć wyczuć moment i zareagować, jeśli przekraczamy tzw. „zdrową normę”.

Postaw na rodzinę

Okazuje się że, dzieci nie mówią o swoich  kłopotach nawet w domu, rodzicom. Myślą, że problem jakoś rozejdzie się po kościach. Bywa, że sprawa wychodzi na jaw dopiero, gdy konflikt jest na tyle poważny, że dochodzi np. do bójki. – Nie lekceważmy nawet najmniejszych niepokojących sygnałów wysyłanych przez dzieci – alarmuje pani Alicja. – Prosty przykład: dziecko nie chce chodzić do szkoły. Może kryć się za tym strach, bo ktoś mu dokucza albo zastrasza, a może do czegoś zmusza. Pytajmy dzieci: w czym jest problem? One same często nie chcą ujawniać swoich kłopotów w obawie przed konsekwencją dodatkowych problemów, takich jak: zgłoszenie sprawy w szkole, dochodzenie itd.

Dlatego ten kontakt rodzic-dziecko jest podstawą budowania wspólnego domu. Rodzice, dziadkowie są pierwszym punktem pomocy. W naszym gimnazjum – wyjaśnia pani Marta – prowadzimy kampanię „Postaw na rodzinę”. Apelujemy do rodziców o poświęcanie swoim dzieciom czasu na szczerą rozmowę, na wsłuchanie się w ich sprawy. Zbagatelizowanie małych problemów może mieć tragiczne skutki. Bez czasu poświęconego przez rodzica dziecku nie będzie wspólnego dialogu, nie będzie budowania wspólnego domu. Pamiętam taki bardzo wstrząsający przykład – wspomina pani Alicja – kiedy szkoła miała kłopoty wychowawcze z jednym z uczniów i udało nam się doprowadzić do konfrontacji dziecka z matką. Okazało się, że oni w zasadzie w ogóle ze sobą nie rozmawiają. Na pytanie dlaczego tak jest, usłyszałam w odpowiedzi: „Nie mam czasu na rozmowę z dzieckiem, ponieważ praca całkowicie mnie pochłania”. Spytałam więc, kiedy może wygospodarować czas na tę rozmowę, i usłyszałam: „No, może za dwa miesiące, bo teraz to muszę zrobić, to, później tamto…”. Zaproponowałam, by porozmawiali teraz, skoro są już tu razem. Wynik był dla mnie wstrząsający. Oni nie potrafili w ogóle ze sobą rozmawiać. Usłyszałam tylko jakiś bełkot: „Daj pieniądze!”, „A na co Ci?” I tyle. Dla mnie, nie tylko jako pedagoga, ale również rodzica, było to niezwykle przykre przeżycie. Pedagog, oczywiście, pełni rolę wychowawczą, ale stanowi niejako dodatkowe narzędzie. To wspierająca się rodzina jest kluczem do ukształtowania postawy młodego człowieka odpowiedzialnego za swoje czyny. Zaufanie i akceptacja najbliższych na tym etapie jego rozwoju mają zasadnicze znaczenie – tłumaczy szkolna pedagog.

  • Jolanta Więch

To już kolejny artykuł z cyklu “Nekanie w szkole”. W dalszym ciągu czekamy na listy i maile od wszystkich, którzy chcieliby się podzielić swoimi doświadczeniami lub radami. Warto podjąć taką dyskusję, nawet gdyby miała ona pomóc choć jednej osobie. Czekamy na Państwa listy lub maile: “Stacja Tłuszcz”, ul. Przemysłowa 7 Tłuszcz, redakcja@stacja-tluszcz.pl

+ dodaj informację o tym, że można się zgłaszać, tak jak to było w poprzednim numerze

Reklama

Dodaj komentarz