RELACJA: Biesiady z Ogórkiem, czyli co zmieniło się w mediach od czasu PRL-u

Dodane w:: Numer 32 (marzec 2010) |

biesiady_z_ogorkiem – Gdy na ekrany wszedł jeden z pierwszych programów rozrywkowych Randka w ciemno, pewna kobieta, która wynajmowała mi pokój nad morzem, stwierdziła, że to straszne, że dobry program puszczają tylko raz w tygodniu – wspomina znany felietonista i satyryk Michał Ogórek, i po chwili dodaje – to wtedy rozpoczął się w mediach proces komercjalizacji, który teraz jest już nie do zatrzymania.

W Centrum Kultury w Tłuszczu w ramach 16. Biesiad z Książką, odbyło się spotkanie z Michałem Ogórkiem – felietonistą, dziennikarzem, krytykiem filmowym i satyrykiem. Opowiadał on o tym, jak z biegiem czasu zmieniła się polska telewizja.

- Filmy z serii „zabili go i uciekł” odciągnęły widzów np. Teatru Telewizji, ale takie są prawa rynku – stwierdził satyryk ze smutkiem. – Na ekranach zaczęły dominować seriale, których tworzenie opiera się na zasadzie: jak najszybciej i jak najtaniej. Ktoś opowiadał mi, że jak w scenariuszu któregoś z seriali, była scena, w której ktoś uderza telefonem o podłogę, to ze względu na wysokie koszty, jakie ze sobą niosła, została wykreślona [śmiech].

Na pytanie jaki był jego debiut dziennikarski, zaproszony gość odpowiedział, że było to w „Studenckim Magazynie Reporterów”, gdzie był redaktorem naczelnym. Gdy do pewnego numeru jego kolega nie napisał artykułu, musiał w ostatniej chwili sam zapełnić wolne miejsce w gazecie:

- Coś mnie opętało i napisałem artykuł o wolności prasy, a było to za czasów głębokiego PRL-u, kiedy wszystkie media podlegały cenzurze. Zrobiła się straszna awantura.

Wydarzenie to rozniosło się po całym katowickim środowisku dziennikarskim do tego stopnia, że obiecany Michałowi Ogórkowi etat w pewnej gazecie, z dnia na dzień okazał się nieaktualny. W tamtych czasach bowiem dziennikarze byli przeszkoleni o czym mogą pisać, a o czym nie:

- W Katowicach uważano, że musiałem być niespełna rozumu pisząc taki tekst, a w Warszawie ku mojemu zdziwieniu uważano to za powód do dumy. Zacząłem więc tam pracować, w gazecie „Przegląd Techniczny.

- A czy musiał Pan kiedyś bronić swojego artykułu w sądzie? – padło pytanie z sali. Dziennikarz odpowiedział, że tak. Między innymi został pozwany przez Andrzeja Leppera. Było to przed wyborami w 2000 roku. Napisał wtedy felieton, w którym skomentował plakat reklamowy Aleksandra Kwaśniewskiego w pierwszej kampanii, porównując go z plakatem przygotowanym na drugie wybory. Otóż na pierwszym plakacie było napisane, że ma wykształcenie wyższe, a już na drugim (pięć lat później) wykształcenie średnie.

- Napisałem wtedy jak to można się skutecznie odkształcić, wystarczy pięć lat prezydentury – wyjaśnił ze śmiechem autor. Nie chciał jednak, by felieton był skierowany tylko przeciwko Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, więc dopisał na koniec dla równowagi, że na przykład Andrzej Lepper, który wykazuje się wykształceniem podstawowym, jak jeszcze się „odkształci”, to nie wiadomo, gdzie się zatrzyma. Polityk był oburzony, bo ukończył Technikum Rolnicze i chodź nie przystąpił do matury, miał wykształcenie średnie. Sprawę w sądzie wygrał dziennikarz, bo napisał w felietonie, że Andrzej Lepper „wykazuje się” wykształceniem podstawowym, a nie takie „ma”. Na dodatek byłego lidera Samoobrony sąd obciążył kosztami procesu.

Ostatnim tematem, jaki został poruszony na spotkaniu, była kontrowersyjna książka Artura Domosławskiego „Kapuściński non-fiction”.

- Na ile dziennikarz ma prawo poruszać wręcz intymne szczegóły z życia artysty? – pytała nie kryjąc oburzenia jedna z uczestniczek spotkania.

- Artura Domosławskiego – zaczął Michał Ogórek – znam od lat i chodź go bardzo lubię, mam do niego ogromną pretensję o tę książkę. Kapuściński, był jednym z nielicznych polskich publicystów, znanym i cenionym na całym świecie. A po wydaniu tej publikacji nawet „The Guardian” – poważna angielska gazeta – opublikowała o nim duży artykuł, z którego jednoznacznie wynika, że Kapuściński zmyśla, a w miejscach, które opisywał, wcale nie był. Od razu jego autorytet na całym świecie diametralnie spadł. Domosławski nie podał żadnego konkretnego argumentu, uzasadniającego rzekome mistyfikacje bohatera swojej książki. Na przykład zarzuca Kapuścińskiemu kłamstwo w stwierdzeniu, że w pewnym kraju żyły w jeziorze ogromne ryby, bo wrzucano do niego przeciwników politycznych tamtejszego króla. Skoro wszyscy mieszkający tam ludzie przekazują sobie takie legendy, to dlaczego reporter nie może napisać, że według nich tak było? Literatura nigdy nie daje nam gwarancji, że wszystko zdarzyło się dokładnie tak, jak zostało to opisane.

To stwierdzenie zakończyło spotkanie. Niedługo później odbyło się losowanie dla wszystkich, którzy wypełnili kupony, otrzymane wraz z kupieniem książki podczas tłuszczańskich biesiad. Na koniec imprezy odbyła się jeszcze projekcja dramatu „Chopin – Pragnienie miłości”, w reżyserii Jerzego Antczaka.

Reklama

Dodaj komentarz