Lekcja demokracji

Główna Fora WŁADZA I LOKALNA POLITYKA Lekcja demokracji

Ten temat zawiera 2 odpowiedzi, najnowszy wpis:  Flucky 12 lata, 8 miesiące temu.

Przeglądają 3 wpisy - 1 przez 3 (z 3 w sumie)
  • Autor
    Wpisy
  • #11707

    poprostuja
    Forumowicz

    Lekcja demokracji

    Żyjąc z dnia na dzień nie zauważamy często, w którym momencie osoby występujące z ramienia jakiegoś urzędu, pozbawiają nas możliwości samostanowienia, które gwarantowane jest mieszkańcom Państwa demokratycznego. Na co dzień pracujemy, robimy zakupy, spędzamy czas z naszymi bliskimi i dopóki nie mamy potrzeby korzystania z „usług” świadczonych przez jakikolwiek urząd, żyjemy w błogiej nieświadomości. Słowo usługi nie zostało przypadkowo objęte cudzysłowem. Z definicji jest to świadczenie na rzecz drugiego podmiotu często w zamian za pewną odpłatność. Państwo kapitalistyczno-socjalne gwarantuje nam świadczenie takich usług generowanych przez państwowe instytucje w zamian za nasze liczne zresztą podatki wpłacane do centralnego i lokalnych budżetów. Jak to bywa w rzeczywistości- sami wiemy. Demokracja natomiast gwarantuje nam, że instytucje powinny zostać zapełnione osobami, które reprezentują punkt widzenia większości społeczeństwa. Niestety podczas wyborów mamy do dyspozycji jedynie ułamek informacji o kandydatach, głównie z ramienia jakiej partii się wywodzą. Wiadomo, że nie jeden raz osoba taka zmienia swoje zapatrywania, bo jak to się mówi kolokwialnie „tylko krowa nie zmienia zdania”. Przynależność do jakiejkolwiek partii nie gwarantuje obecności twardego kręgosłupa moralnego, ani w ogóle istnienia takowego. W rezultacie taka osoba jest po prostu przypadkowa- często wybierana na zasadzie „nowa twarz”, bo tamte zdążyły nas już rozczarować. Cała rzesza Polskich obywateli w ogóle nie podchodzi do wyborów, ponieważ oni rozumieją, że w polityce (nie tylko polskiej ale jakiejkolwiek) istnieje podstawowa zasada „jeśli wchodzisz między wrony, musisz krakać tak, jak one”. W ten sposób rodzi się państwo oligarchiczne.
    To znaczy, że władza skupiona jest w rękach pewnych uprzywilejowanych grup społecznych, wśród których dystrybuowane są również w głównej mierze środki finansowe pochodzące z pieniędzy publicznych. Zaprzeczanie, że taka rzeczywistość ma miejsce byłoby wynikiem naszej naiwności społecznej.
    W którym momencie pojawia się więc problem dla szarego, przeciętnego zjadacza chleba? Kiedy musi skorzystać z usług jednej z państwowych instytucji w ramach opłaconych przez siebie podatków, a staje w obliczu placówki będącej osobistym folwarkiem urzędnika nią zawiadującego. Co to w zasadzie oznacza? Jesteśmy świadomi tego, że osoba zarządzająca nie jest w żaden sposób zainteresowana chronieniem naszych interesów (choć taki jest zamysł przecież demokracji) i jesteśmy się w stanie z tym pogodzić, szukając sprzymierzeńca wśród podwładnych tejże osoby. Liczymy na to, że być może taka osoba jest bliższa nam jako uciśniony człowiek (jako, że sama podległość może w jakiś sposób już być czynnikiem bliskim uciśnienia). Może też zdarzyć się odwrotna sytuacja, kiedy urzędnik w jakiś sposób naruszył nasze interesy i musimy wtedy zaskarżyć jego działania wobec przełożonego. Wtedy okazuje się, że urzędnik nosi to samo nazwisko, co jego własny szef. Co więcej pani w pokoju obok jest córką, pan z pierwszego piętra zięciem, a wokół wszyscy pozostali w ten czy inny sposób powiązani rodzinnie lub towarzysko z panem, który ma nas za przeproszeniem gdzieś.
    Pomijam tu jakże ciekawy temat bycia osobą honorową, czyli taką, o której można obejrzeć film. Taka osoba nie chce pracować w rodzinnej firmie, ponieważ chce coś osiągnąć sama, bez używania swojego nazwiska. O ile w firmach rodzinnych zatrudnianie potomstwa jest zrozumiałe i nikogo nie razi, tak przekształcanie instytucji publicznych w prywatny folwark powinno być społecznie a moim zdaniem i prawnie napiętnowane. Z prostej przyczyny. Wszyscy znamy termin konflikt interesów. W jaki sposób poskutkuje nasza skarga złożona na wykonywanie obowiązków podległego dyrektorowi pracownika, jeśli jest on jego synem/córką/żoną/matką (niepotrzebne skreślić)? Każdy wie.
    A więc dokonując wyboru na jednym z wyższych szczebli – wybraliśmy osobę, która z kolei wybrała przełożonego rzeczonego dyrektora. Tak, jakbyśmy wybierając królika dokonali wyboru jego krewnych i znajomych. A tego chyba nie chcieliśmy.
    I co teraz? Smutne jest to, że nasi usługodawcy tak naprawdę stają się tymi, którzy za nas decydują i zwykle patrzą na nas z góry. Słowo urzędnik już dawno przestało być synonimem sługi. Żadna pani z urzędu nie zobaczy w nas swojego pracodawcy, którym de facto jesteśmy. A my jedynie podczas wyborów mamy szansę na decyzję, potem oni nam mówią – sami się o siebie martwcie.
    Z jednej strony wciąż słyszymy: „korzystajcie ze swoich praw”, „tylko od was zależy, jaka będzie rzeczywistość”, „macie wpływ na swoje otoczenie”. A jednak kiedy udamy się do urzędu z problemem, więcej nawet – napiszemy petycję, pod którą podpisze się ileś tam osób w dowodzie na to, że to jednak problem jakiejś grupy społecznej a nie nasza osobista fantazja, słyszymy „nic się nie da zrobić”, „mam związane ręce”. A może się wydawać, że skoro już potulny obywatel zebrał siłę i odwagę na to, żeby w ogóle zabrać głos oraz zatroszczył się o to, aby inni się do niego dołączyli, to może po pierwsze warto by było zainteresować się tematem a po drugie wykonać swoje zobowiązanie, które pojawiło się w chwili, gdy został dokonany wybór w głosowaniu powszechnym. Ponieważ my żyjący w demokracji obywatele nie typujemy tych, którzy mają lepiej zarabiać i wyżej unosić głowę, tylko tych, którzy mają nam służyć. Nie swojej rodzinie, ale nam: obywatelom- wyborcom. Oczywiste, a jednak nie.
    Zapraszam do opisywania własnych doświadczeń w tym temacie.

    #11708

    obywatelka
    Forumowicz

    Rozumiem temat bardzo dobrze.Człowiek stara się coś zmienić,działa,zrzesza ludzi,a na koniec słyszy “proszę sobie dać spokój”.Ktoś kto ma stanowisko,ma władzę, jak się okazuje pójdzie po trupach,żeby przy stanowisku dyrektorskim pozostać. Wbory wyborami,a co z konkursami?To jakaś fikcja!Opinia zwykłego obywatela..obywateli już się nie liczy.Taki na przykład konkurs na dyrektora szkoły.Jaka tu panuje demokracja i rzetelność wyboru na dyrektora,jeśli sam dyrektor wybiera sobie osobę z Rady Rodziców,która będzie głosować w konkursie???Na pewno wybierze uczciwie i na pewno taką osobę,która obiektywnie podejdzie do tematu i we własnym sumieniu zagłosuje tak jak chcieliby tego inni członkowie Rady.Kto w coś takiego wierzy?Ja nie.
    A inny problem związany z odpowiedzialnością.Jak zwykły obywatel popełni błąd trzeba go ukarać,jak urzędnik lub taki dyrektor..no cóż oni mogą popełniać błędy,nawet te finansowe.na koniec wystawią takiemu urzędnikowi, czy dyrektorowi pozytywną opinię.Przecież urzędy mają pieniądze,żeby za te błędy płacić…hm..a na wiele rzeczy kasy nie mają,ciekawe?!

    #11709

    Flucky
    Forumowicz

    do poprostuja:

    Z wieloma przedstawionymi przez Ciebie założeniami zgadzam się, ale…
    Twoje wywody są czysto teoretyczne (niestety) i prezentują demokrację w stanie idealnym gdzie wiemy, że nigdzie takiej nie ma. Nawet na tym mitycznym zachodzie. Trzeba brać poprawkę na praktykę życia codziennego, i tak:
    1. W przypadku wyborów samorządowych faktycznie zazwyczaj mamy do dyspozycji jedynie ułamek informacji. W przypadku naszej Tłuszczańskiej było jednak zupełnie inaczej. Były debaty i każdy mógł zobaczyć kandydatów. Jednym słowem widziały gały co brały. Włączcie sobie debatę i popatrzcie na nią z perspektywy czasu tak jak ja to widziałem wtedy a “większość” była zaślepiona rozczarowaniem wobec rządów Białka. Nie zauważyliście agresywnego młodego człowieka dukającego z kartki? Zapytany bodajże o doświadczenie powiedział, że jest w kółku wędkarskim. Wybaczcie, ale debaty wygrał Białek. Tylko co z tego skoro nie miało to żadnego przełożenia na dokonywane wybory.

    2. Władza nie jest skupiona tak jak twierdzisz “w rękach pewnych uprzywilejowanych grup społecznych”. Jakie to grupy społeczne Twoim zdaniem skupiły władzę w Tłuszczu? Zawsze jest pewna grupa ludzi (partia, stowarzyszenie), która ma swojego lidera. Lider jeśli wygra wybory wprowadza “swoich” do urzędu. To jest normalna kolej rzeczy, to jest właśnie demokracja. Ważne jest jednak aby znać w chwili wyboru tych “swoich”. A co robi Pan Bedbnarczyk pytany o zastępce? Mówi że za plecami ma co najwyżej “ducha świętego”. U mnie kandydat, który kryje zaplecze jest skreślony.
    Problem w naszej polityce jest taki, że rzadko kiedy pchają się do niej ludzie z kompetencjami, pozabudżetowym doświadczeniem zawodowym, już posiadający odpowiedni status majątkowy i mogący pracować w urzędzie dla społeczności, a nie dla siebie.

    3. W dalszej części swojego wywodu skupiasz się na żądaniach obywateli. Wiesz co… demokracja to taki system gdzie głupsza większość rządzi mniejszością. Rządzenie nie polega na spełnianiu żądań czy zachcianek obywateli. Polega na realizowaniu programu. Jeśli ktoś ma program np. walki z deficytem to jeśli ja jako wyborca zagłosuje na takiego człowieka to będę się domagał aby Burmistrz potrafił odmówić obywatelom maksymalnie dużo wydatków. Jeśli ktoś ma program ułożenia chodników w całej gminie to jeśli na niego zagłosuję (bo chcę aby były chodniki w całej gminie) to domagać się będę aby Burmistrz potrafił odmówić budowy hali czy wodociągu tak długo jak długo nie będzie pobudowany chodnik w całej gminie. Wiesz w czym jest problem? W tym, że ludzie głosują przykładowo na człowieka, który obiecuje np. walkę z deficytem a dalej przychodzą do niego tłumnie aby pobudować halę, inni wodociąg, inni drogi, inni chodniki itd itd. I gdy te obietnice nie są realizowane to są zdegustowani i niezadowoleni z władzy nawet jeśli realizuje ona obietnice wyborcze. A przenosząc to na grunt Tłuszcza… no cóż… jaki program miał Pan Bednarczyk?

    Ty zapewne masz bardziej na myśli obsługę obywatela w urzędzie. To zależy już od kompetencji urzędnika, ale tez od samego podejścia np. tego czy innego Burmistrza. Burmistrz musi rozgraniczyć stawanie w obronie pracowników od stawania po stronie pracowników. Burmistrz jak każdy pracodawca powinien potrafić ocenić prace podwładnych i tych, którzy się do tego nie nadają pozbyć się. Ale jeśli pracownik urzędu czuje się niezagrożony, nie czuje że może pracę stracić to nie ma siły – jak przyjdzie do niego obywatel to go zbędzie, oleje a może i jeszcze napyskuje.

    4. “korzystajcie ze swoich praw”, „tylko od was zależy, jaka będzie rzeczywistość”, „macie wpływ na swoje otoczenie” – kto tak nawoływał? Nie podejrzewam o to władzę Tłuszcza. A skoro nie nawoływali to trudno by teraz chcieli współpracować :D

Przeglądają 3 wpisy - 1 przez 3 (z 3 w sumie)

Musisz się zalogować aby odpowiedzieć na ten temat.